KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Bartosz Kwolek: Dostaniemy szansę pokazania się na większej scenie

- Teraz już wiem, że gra w reprezentacji Polski to wielka odpowiedzialność, wielki przywilej i powód do dumy, a nie obowiązek - mówi Bartosz Kwolek przed drugim turniejem Ligi Narodów z udziałem Biało-Czerwonych.

Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
Bartosz Kwolek WP SportoweFakty / Paweł Piotrowski / Na zdjęciu: Bartosz Kwolek
Bartosz Kwolek to jeden z pięciu zawodników reprezentacji Polski, którzy zagrali w turnieju Ligi Narodów w Ottawie, a teraz wezmą wystąpią w meczach, które od środy do niedzieli Biało-Czerwoni rozegrają w Sofii. Ich rywalami będą drużyny Brazylii, Kanady, Australii oraz Stanów Zjednoczonych.

Gracz Aluronu CMC Warty Zawiercie w rozmowie z WP SportoweFakty mówi o presji, którą dobry występ "świeżaków" w Kanadzie wywarł na bardziej doświadczonej grupie, zmianie swojego podejścia do gry w drużynie narodowej, charakterystycznych cechach Nikoli Grbicia i o tym, dlaczego zdecydował się na transfer do Zawiercia. 

Grzegorz Wojnarowski, WP SportoweFakty: Na pierwszy turniej Ligi Narodów w Ottawie pojechaliście bez kilku czołowych zawodników, ale mimo to zagraliście bardzo dobrą siatkówkę. Macie świadomość, że skoro w Sofii jesteście praktycznie w najsilniejszym zestawieniu, to oczekiwania wobec was wzrosły?

Bartosz Kwolek, siatkarz Aluronu CMC Warty Zawiercie i reprezentacji Polski: To jasne, apetyt rośnie w miarę jedzenia i w tym ujęciu turniej w Ottawie nie pomaga chłopakom, którzy w Bułgarii dopiero zaczną sezon reprezentacyjny. Z drugiej strony to może być dla nich czynnik motywujący: skoro "świeżaki" pojechały do Kanady i tak dobrze sobie poradzili, to im również wypadałoby wygrać przynajmniej trzy mecze, a najlepiej cztery. A obsada turnieju jest mocna. Na początek Brazylia, na koniec USA.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: co tam się wydarzyło? Szalone sceny po meczu Polaków!
O tobie mówi się, że turniejem w Kanadzie dużo wygrałeś.

Zagraliśmy nieźle, ale przede mną i przed całą kadrą w tym sezonie jeszcze długa droga. Do mistrzostw świata, które są w tym roku naszym głównym celem, bardzo dużo może się wydarzyć. Fajnie, że dobrze wszedłem w sezon, że znowu poczułem, jak to jest grać z kadrą o coś, bo w zeszłym sezonie nie miałem takiej okazji. Z walki o igrzyska w Tokio odpadłem jeszcze przed Ligą Narodów. Wiem jednak, że muszę zagrać o wiele więcej meczów na wysokim poziomie, żeby zapewnić sobie powołanie na mundial. Gdyby mi się udało, byłoby super. Uznałbym to za potwierdzenie, że jeszcze potrafię odbijać i prezentuję dobry poziom sportowy.

Zakończenie reprezentacyjnej kariery przez Michała Kubiaka i kontuzja Wilfredo Leona sprawiają, że ty, Tomasz Fornal, Kamil Semeniuk czy Aleksander Śliwka w końcu zostaniecie rzuceni w kadrze na głęboką wodę.

Na to wygląda. W przyjęciu mamy bardziej wyrównaną rywalizację niż w poprzednich latach. Wtedy Michał Kubiak samym doświadczeniem przerastał nas wszystkich o głowę, wypadaliśmy blado na jego tle. Potem doszedł jeszcze Wilfredo. Teraz nie ma ani jednego, ani drugiego, my dostaniemy szansę pokazania się na większej scenie i już nie możemy się tych swoich szans doczekać. Mam nadzieję, że udźwigniemy ten ciężar.

Z Francją udźwignęliście. Pokonaliście mistrzów olimpijskich, którzy zagrali przeciwko wam w niemal najsilniejszym składzie. To dodało wam pewności siebie?

Zwycięstwo przeciwko takiej drużynie było zastrzykiem pozytywnej energii. Teraz trzeba utrzymać poziom z tamtego spotkania, a nawet dołożyć coś jeszcze, bo przed nami dużo spotkań z rywalami klasy Francuzów.

Trener Nikola Grbić mówił, że w drużynie, która pojechała do Kanady, wytworzył się świetny klimat, że było w niej dużo dobrej energii.

Byliśmy tam bardzo młodą grupą, w dużej części znaliśmy się od dawna z
czasów nauki w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale czy z innych rozgrywek młodzieżowych. To sprawiło, że dobrze się rozumieliśmy i mieliśmy dobry "vibe". Ale teraz, po powrocie reprezentacyjnej "starszyzny", atmosfera też jest bardzo dobra.

W Bułgarii jest już z wami nowy kapitan Bartosz Kurek. Zdradzisz, w jaki sposób stara się wypełniać kapitańskie obowiązki?

Jego opaskę kapitana widać przede wszystkim na treningach. Widać, że bardzo mu zależy. Stara się pomagać, wspierać dobrym słowem, czasem jak coś nie idzie, to lekko krzyknie. Skupia się przede wszystkim na aspekcie sportowym. W aspektach pozasportowych daje się wypowiedzieć całej grupie. Myślę, że to fajne podejście.

Podejście, które można określić jako "lead by example"?

Póki co trudno mi ocenić. Przed turniejem w Kanadzie tylko przez chwilę mieliśmy styczność z Bartkiem. Dopiero teraz mamy okazję, by spędzić ze sobą więcej czasu. Wydaje mi się, że "Kuraś" to gość, który będzie właśnie takim typem lidera, o jakim wspomniałeś. Nie musi już nikomu nic udowadniać, ale będzie chciał pokazać, że cały czas jest graczem światowego formatu i dobrze by było, gdybyśmy do niego równali.

Mówisz, że on nie ma już nic do udowodnienia. A ty?

Jestem na takim etapie kariery, na którym zna się zarówno znaczenie słowa sukces, jak i rozczarowanie. Mam trochę doświadczenia, potrafię lepiej reagować na pewne rzeczy, które dzieją się wokół mnie. Inaczej też podchodzę do gry w reprezentacji. Teraz już wiem, że to wielka odpowiedzialność, ale też wielki przywilej i powód do dumy, a nie obowiązek. Lepiej się czuję w kadrze, mając takie podejście.

A był czas, że reprezentację traktowałeś jako obowiązek?

Był, kiedy z juniora stawałem się seniorem. Wtedy miałem ochotę trochę odpocząć od grania, ale nie było kiedy. 360 z 365 dni w roku miałem zawalonych siatkówką. Dużo dał mi poprzedni sezon, kiedy Vital Heynen szybko ze mnie zrezygnował. Miałem więcej spokoju, mogłem sobie przemyśleć różne sprawy, zresetować głowę i trochę poprawić kondycję ciała, żeby być gotowym na kolejne wyzwania. Tamten czas sprawił, że dziś inaczej myślę o reprezentacji.

Kolejne wyzwanie będą nie tylko sportowe. We wrześniu po raz pierwszy zostaniesz ojcem. Pewnie jest ci trudno być teraz daleko od twojej partnerki Mai?

Brzuch Mai jest już duży, mały też spory, a ja, zamiast jej pomagać, jeżdżę po świecie. Cóż, coś za coś. Z jednej strony cieszę się, że znowu mam okazję do gry w biało-czerwonych barwach, z drugiej głowa czasami ucieka do domu.

Powiedz jeszcze, jak to jest być zawodnikiem drużyny prowadzonej przez Nikolę Grbicia.

Jego cechą charakterystyczną jest, że przerywa dużo treningów, poprawia, tłumaczy. Ma też ciekawe przemowy, dosyć długie, bo Nikola jest trenerem, który lubi dużo mówić.

Karol Urbanowicz (zawodnik Trefla Gdańsk, który w Ottawie zadebiutował w pierwszej reprezentacji - przyp. WP SportoweFakty) stwierdził, że ma podobne podejście do Michała Winiarskiego - dużą wagę przykłada do strony mentalnej. A Winiarski będzie w przyszłym sezonie twoim trenerem klubowym w Aluronie CMC Warcie Zawiercie. Dlaczego wybrałeś ten klub?

Podoba mi się, jak jest budowany. Jeśli kilka lat temu ktoś by powiedział, że w tym klubie będą grać Uros Kovacević, Facundo Conte czy Dawid Konarski, wielu kibiców pewnie stuknęłoby się w głowę. Tymczasem okazuje się, że coraz więcej znanych, ogranych i doświadczonych ludzi wybiera Zawiercie, a potem bardzo sobie tę decyzję chwalą. Nie ma gwałtownych ruchów, transfery są przemyślane i w zdecydowanej większości trafione. Zawiercie długo pukało do drzwi, za którymi jest już tylko czołówka PlusLigi, w tym sezonie w końcu przez nie przeszło. Moim zadaniem będzie utrzymanie klubu na tym poziomie.

Czytaj także:
Słaba postawa wicemistrzów Europy. Japończycy potwierdzili dobrą formę w Lidze Narodów
Były MVP Ligi Mistrzów spędził siedem godzin na sali operacyjnej. To nie on był pacjentem

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (4)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×