Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Chwała pokonanym (relacja)

Siatkarzy Politechniki Warszawa los nie oszczędza. Stracili na jakiś czas wspaniałego trenera, przed meczem z wiceliderem PlusLigi zachorował kapitan, a w dniu meczu został wyłączony z gry Robert Milczarek, ostoja defensywy "Inżynierów". Mimo to ambitni, grający z wielkim zębem gospodarze wygrali z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle dwa pierwsze sety.Im dłużnej trwał mecz, tym lepiej radzili sobie goście i to oni zwyciężyli w trzech kolejnych partiach. Więcej pochwał zebrali jednak przegrani.
Wojciech Potocki
Wojciech Potocki

J.W. Construction Osram AZS Politechnika Warszawska - ZAKSA Kędzierzyn Koźle 2:3 (25:23, 25:18, 22:25, 21:25, 11:15)

Politechnika: Rafał Buszek, Karol Kłos, Jurij Gładyr, Sergiej Kapelus, Andrzej Skórski, Bartłomiej Neroj, Damian Wojtaszek (libero) oraz Karel Kvasnicka, Wiktor Położewicz.

ZAKSA: Michal Masny, Jakub Novotny, Robert Szczerbaniuk, Sławomir Szczygieł, Terence Martin, Michał Ruciak, Marcin Mierzejewski (libero) oraz Kamil Kacprzak, Dominik Witczak, Wojciech Kaźmierczak.

MVP: Michał Masny

Mecz warszawskiej Politechniki z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle zapowiadał się niezwykle interesująco, a fachowcy nie bardzo chcieli typować wynik rywalizacji dwóch czarnych koni tegorocznych rozgrywek PlusLigi.

- To co ostatnio się dzieje, może nas tylko wzmocnić. Na pewno zagramy z determinacją i wiarą, że można z nimi wygrać- zapowiadał kilka minut przed meczem Radosław Rybak. Kapitan gospodarzy się nie wyszedł ostatecznie na rozgrzewkę i przyglądał się kolegom ubrany w "cywilne" ciuchy. Jego absencja nie była jednak zaskoczeniem, lecz dużą niespodzianką był widok Damiana Wojtaszka w stroju przeznaczonym dla libero. - Damian musiał w ostatniej chwili zastąpić Roberta Milczarka, który na porannym treningu stłukł sobie… to na czy zwykle człowiek siedzi - informował zwijający się jak w ukropie asystent chorego trenera Krzysztofa Kowalczyka, Robert Strzałkowski. Nie dość, że prowadził drużynę, to jeszcze pełnił role statystyka i masażysty.

Kędzierzynianie też mieli kłopoty związane z chorobą Marcina Mierzejewskiego. Jakub Nowotny też nie był całkiem zdrowy. Trener Krzysztof Stelmach desygnował jednak do gry obu swoich podstawowych graczy.

POLITECHNIKA GRA DLA KRZYSZTOFA KOWALCZYKA

- Nie pękniemy, ale bardzo ważny będzie pierwszy set - przewidywał Radek Rybak, którego w roli kapitana zastąpił Bartłomiej Neroj, a ataku, Rafał Buszek, który świetnie spisywał się ostatnio w roli przyjmującego. - Gramy tak jak ustalił to trener Kowalczyk, a że tworzymy naprawdę zgrany zespół, to każdy będzie łatał dziury. Jestem pewien, że Rafał, Damian Wojtaszek, czy Andrzej Skórki dadzą z siebie więcej niż sto procent - z przekonaniem mówił stremowany, 23-letni trener Politechniki.

No i dali. -Od pierwszej akcji gospodarze pokazali nam jak trzeba grać. Po prostu gryźli parkiet i wyszarpywali kolejne punkty. My czekaliśmy nie wiadomo na co - komentował po meczu postawę swoich graczy w pierwszym secie Krzysztof Stelmach. I rzeczywiście mógł się nieźle zdenerwować. Politechnika zdobyła pierwszy punkt spotkania, a kolejne bloki na Novotnym i Sławomirze Szczygle pokazały wiceliderowi tabeli, że w Warszawie nic nie przyjdzie ZAKSIE łatwo. Po takim początku gospodarze nie zwalniali tempa. As serwisowy Buszka, kolejny blok na Novotnym i przy stanie 6:1 trener Stelmach po raz pierwszy musiał wziąć czas.

Faworyzowani kędzierzynianie zupełnie sobie nie radzili z przyjęciem mocnej, choć nie zawsze celnej zagrywki "Inżynierów", a do tego w ataku, nie potrafili skończyć większości akcji. - Trochę na zaskoczyli świetną obroną i serwisem, ale nie zlekceważyliśmy akademików - ocenił początek meczu Robert Szczerbaniuk. Doświadczony środkowy kędzierzynian, też nie prezentował się najlepiej. Ale to właśnie on przy stanie 23:20 zdobył punkt mocną zagrywką. Później trochę pogubił się Damian Wojtaszek i gospodarze stracili punkt za błąd w ustawieniu,. W kolejnej akcji piłkę w górze znów miała ZAKSA, ale po doskonałej obronie, przy ogromnym aplauzie ponad dwutysięcznej publiczności, punkt zdobyli gospodarze. Pierwszego setbola zmarnował Jurij Gładyr, a ostatni punkt zdobył jednak świetnym atakiem Skórski.

W drugiej partii żadna z drużyn nie mogła uzyskać przewagi, ale od stanu 10:10 Politechnika znów zaczęła "odjeżdżać". "Trójkolorowi" byli co jakiś czas zaskakiwani atakami z drugiej piłki dwumetrowego rozgrywającego Barłomieja Neroja, a że sami atakowali po autach, to na tablicy pojawił się wynik 14:10 dla zespołu że stolicy. Trener Stelmach próbował zmienić obraz gry zastępując Jakuba Novotnego Dominikiem Witczakiem, a Terence`a Martina Kamilem Kasprzakiem. Nie poderwali oni jednak drużyny, a przewaga akademików wciąż rosła. Kiedy przy stanie 20:15, atakujący zupełnie bez bloku Kacprzak, trafił w siatkę, było jasne, że gospodarze wygrają także tę partię. Po chwili zdenerwowany Stelmach wysłał z powrotem na parkiet Novotnego i Martina, ale seta zakończył silnym atakiem Siergiej Kapelus. Ukrainiec tak jak cały zespół grał z ogromną ambicją i co ważne, bardzo skutecznie.

ZAKSA WALCZY O ŻYCIE

Po dwóch partiach mało było takich, którzy daliby jakiekolwiek szanse na sukces słabo grającej drużynie ZAKSY. Mało, ale byli. - Mówiłem, że nie pójdzie łatwo, a punkty będą - zapewnił nas, z uśmieszkiem niepewności na twarzy, prezes gości, Kazimierz Pietrzyk. - >Mamy tragiczną zagrywkę, a Novotnego zupełnie nie poznaję - dodał. Nie milkła tez grupa ponad 100 kibiców, z Kędzierzyna. Sektor który zajęli, wyglądał jak wulkan w trakcie erupcji gorącej lawy. - Jesteśmy, z wami, Mostostal, jesteśmy z wami - skandowali w rytm bębnów fani gości. Oni - tak jak prezes - wierzyli, że losy meczu jeszcze się odwrócą. - Jak można dziękować fanom? Tylko zwycięstwami i to dziś zrobiliśmy - mówił Krzysztof Stelmach po meczu, chwaląc atmosferę jaką stworzyła grupa z trójkolorowymi szalikami i flagami.

Nie na darmo prezes Pietrzyk ciągle powtarza, że w Kędzierzynie, wspólnie że Stelmachem, stworzyli drużynę walczaków. - Od trzecie partii oni zaczęli grać lepiej, a my popełnialiśmy coraz więcej banalnych błędówtłumaczył to co się stało w kolejnych setach, Damian Wojtaszek. Trzecia odsłona "bitwy czarnych koni" rozpoczęła się od prowadzenia gospodarzy 1:0. Potem do roboty wzięli się Novotny z Michałem Ruciakiewm, a drugi z Michałów, Masny coraz częściej gubił blok Politechniki. Na pierwszą przerwę techniczną ZAKSA schodziła prowadząc 8:5. Gospodarze nie rezygnowali, a as serwisowy Gładyra i blok na Szczerbaniuku zniwelowały przewagę wicelidera do jednego punktu.

- Oni drapali pazurami parkiet - komplementował rywali trener Stelmach i pewnie długo będzie pamiętał fantastyczne obrony graczy Politechniki. Właśnie taka akcja dala stołecznym siatkarzom remis 18:18. Kędzierzynianie atakowali dwa razy z rzędu, aż w końcu Rafał Buszek w ekwilibrystyczny sposób podbił kolejną piłkę, a po chwili Terence Martin wpakował ja w siatkę. Po tej akcji wszyscy oglądali już końcówkę seta na stojąco. Nie pomogło to jednak gospodarzom, a ZAKSA znowu objęła prowadzenie 22:19. Gracze ze stolicy zdawali sobie jednak sprawę, że przegrany set może tylko podbudować gości. - Niestety, tak się stało. kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3 komentował później przebieg meczu, trener Robert Strzałkowski.

Do połowy czwartego seta gospodarze mieli jednak nadzieję na sukces. Po kolejnej, bardzo długiej akcji wyszli na prowadzenie 8:7, by powiększyć je dzięki punktom Gładyra z zagrywki, kontrze wykończonej przez Kapelusa i zablokowanym ataku Ruciaka. W ferworze walki nie wszyscy zauważyli, że od połowy partii doskonale grającego Bartłomieja Neroja zastąpił trzeci z Ukraińców, Wiktor Położewicz. - Nie czułem się najlepiej i nie miałem już siły, więc poprosiłem o zmianę - tłumaczył Neroj, libero, który zdobył 6 punktów atakując z drugich piłek. Może właśnie ta zmiana pomieszała szyki warszawiakom, bo po kilku akcjach z obu stron ZAKSA odzyskała przewagę, a rozgrzanych kibiców Politechniki, uciszył ostatecznie Jakub Novotny, którego atomowy atak dał kędzierzynianom zwycięstwo w czwartej partii.

Tie break był już tylko formalnością. Rozbici gospodarze szybko przegrywali 1:4, by po zmianie stron zwiększyć stratę o kolejne punkty. Powrót na parkiet Neroja przyniósł Politechnice trzy punkty z rzędu, ale był to już "łabędzi śpiew" "Inżynierów". Przegrali decydujące piłki i w ten sposób ZAKSA, uciekła spod gilotyny. Co może być dziwne, nikogo taki wynik nie ucieszył.

- Skoda, bo mogliśmy wygrać trzeciego seta i zdobyć trzy punkty - żałował Radosław Rybak, a jego mina najlepiej świadczyła o tym jak jest zawiedziony. Jeszcze bardziej narzekał Krzysztof Stelmach. - Niby powinienem się cieszyć, ale nie mam z czego. Nawet w statystykach gospodarze prawie w każdym elemencie byli lepsi. Zgoda, mamy punkty, ale ja nie akceptuje takiej gry - ocenił i pogratulował młodej drużynie Politechniki. - Oni pokazali jak trzeba walczyć o każdy punkt i co to znaczy zespół, gdzie w trudnej sytuacji, każdy potrafi dać z siebie wszystko, by zastąpić kolegę.

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (0):
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×