WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Jakub Dolata: Brakuje konstruktywnego dialogu

Jakub Dolata to jeden z najbardziej znanych menedżerów siatkarskich w Polsce. Jak ocenia miejsce Orlen Ligi i żeńskiej kadry w szeregu?
Damian Gapiński
Damian Gapiński
WP SportoweFakty / Justyna Serafin

W sobotę Developres Rzeszów przegrał we własnej hali z Legionovią 0:3. Dla zespołu z Legionowa była to pierwsza wygrana od 26 października, kiedy pokonały KSZO Ostrowiec. Po meczu jeden z rzeszowskich działaczy nie krył swojego rozgoryczenia postawą zespołu. "Dostało" się również menedżerom. Obojętnie obok wypowiedzi działacza z Rzeszowa nie przeszedł jeden z nich.

WP SportoweFakty: Poczuł się pan dotknięty wypowiedzią wiceprezesa Developresu Rzeszów na temat menedżerów.

Jakub Dolata: Uważam, że była... przesadzona i nieobiektywna. Ja rozumiem kluby, które maja presję wyniku i w tym sezonie nie wszystko im wychodzi, ale nie może być tak, że całą winę zganiają na menedżerów. To zresztą ostatnio pewna prawidłowość, że właśnie te kluby szukają winy wszędzie, tylko nie w swoich błędach. Jakoś nie widziałem, aby zespoły z górnej części tabeli w przypadku porażek winę zganiały na menedżerów. Ja rozumiem, że w polskiej siatkówce menedżer czy agent to jest pewna nowość, "nowy wróg", ale w piłce nożnej czy koszykówce jest to już norma. Znaleziono sobie kozła ofiarnego, na którego można wszystko zrzucić. Zapomniano o jednym. Zadaniem menedżera jest doprowadzenie do tego, aby doszło do podpisania umowy pomiędzy zawodniczką a klubem. Ale już wychowanie sportowe siatkarki podczas sezonu nie leży w kompetencji menedżera. Nikt nikomu nie przystawia pistoletu do głowy i nie zmusza do podpisania kontraktu. Ponadto pamiętajmy, że zawsze istnieje coś takiego, jak możliwość rozwiązania kontraktu za porozumieniem obu stron i wiele innych prawnych rozwiązań.

Ale nie brakuje głosów, że żądania finansowe zawodniczek są wygórowane.

- Nie przyjmuję tego argumentu. Jeżeli idę do sklepu i cena danego produktu jest za wysoka, to po prostu tego nie kupuję. Jeżeli kupuję, to znaczy, że mnie na to stać. Proszę mi wierzyć: kilkakrotnie byłem świadkiem sytuacji, kiedy moja zawodniczka określiła swoje oczekiwania przed sezonem. Kiedy klub złożył swoją ofertę, to była ona na poziomie 120 procent oczekiwań. To co miałem zrobić? Obniżyć jej zarobek?

W Rzeszowie gra jedna z siatkarek, które reprezentuję - Joanna Kapturska. W tym konkretnym przypadku to klub zgłosił się po nią i zaproponował określone zarobki, więc mówienie, że ktoś został wsadzony na konia, jest po prostu mocnym nadużyciem. Każdy klub przed podpisaniem kontraktu może zapoznać się z materiałami na temat zawodniczki. Może zobaczyć ją również podczas treningu i podczas meczów. Może wreszcie przeprowadzić badania lekarskie, na podstawie których określi, czy ona jest gotowa do podpisania kontraktu. Jest wiele możliwości, żeby to zweryfikować. Jeżeli zatem ktoś podpisał kontrakt, to w moim odczuciu podejmuje świadomą decyzję.

Jednak to nie jest pierwszy raz, kiedy takie głosy się pojawiają. Pana zdaniem są one bezzasadne?

- Siatkówka jest grą bardzo trudną. To najbardziej zespołowa z gier. Tutaj jeden zawodnik nie może wziąć piłki i sam załatwić sprawy. Wysoki budżet, dobry trener i świetne siatkarki i nie dają nam gwarancji wyniku. Na wynik składa się wiele elementów, w tym szczęście. Musimy zatem zrozumieć, że jeżeli mercedes gra z małym fiatem, to czasami wygra mały fiat, ale raczej nie będzie się to zdarzać nagminnie. Taki jest sport. Problem w moim odczuciu polega na tym, że kluby przewartościowują swoje możliwości. Trzeba umieć realnie określić swoje miejsce w szeregu i postawić przed zespołem realne cele do zrealizowania. Nie możemy przed młodymi zawodniczkami stawiać zbyt wysokich oczekiwań. Musimy dać im szansę na rozwój.

Potrzeba czasu i cierpliwości?

- Tego zdecydowanie polskim klubom brakuje. Niestety wystarczy kilka kolejek i zamiast dać trenerowi i jego drużynie pracować, nerwowo szukamy rozwiązania. W pierwszej kolejności dostaje się menedżerom. Potem wchodzą w grę straszenia obcinaniem lub zamrażaniem pensji. Tak jest najłatwiej. Zmiana trenera zazwyczaj nic nie daje. Wprowadza jedynie niepewność i nerwową atmosferę. Uważam, że potrzebujemy więcej spokoju i wiary w zawodników. Zwykłej wiary w ludzi.

Jak wiadomo, zdecydowana większość zawodniczek posiada swoich menedżerów. Prezesi tłumaczą, że w rozmowach z wami określają budżet klubu i aspiracje sportowe. Zadaniem menedżera jest odpowiednio dopasować siatkarkę nie tylko do zarobków, ale także umiejętnościami do zespołu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zespół opiera się na zawodniczkach z jednej "stajni", mają mieć prawo zastrzeżenia do menedżera?

- Jeżeli zespół opiera się na siatkarkach od jednego menedżera, to bierze on również na siebie odpowiedzialność za ten zespół. Takie sytuacje należą jednak do rzadkości. Nie dopuszczam jednak do siebie argumentu, że wina za słabe wyniki zespołu złożonego z zawodniczek z kilku "źródeł" leży po stronie menedżerów. W każdym klubie musi być ktoś, kto kompletując zespół, bierze na siebie za te decyzje odpowiedzialność. Zazwyczaj jest to trener, dyrektor sportowy lub prezes klubu. My proponując pewne siatkarki nie wiemy, jakie będą pozostałe wyboru klubu. Zespół należy dobrać także pod kątem charakteru i osobowości. I to jest właśnie zadanie osób wyznaczonych przez klub. Każdy jest tylko człowiekiem i z każdej sytuacji, nawet tej najtrudniejszej są drogi wyjścia.

Chyba do końca tak nie jest. Były selekcjoner naszej kadry mówił wprost, że to menedżerowie wymuszają powołanie tej czy innej zawodniczki, bo atmosfera będzie lepsza, a tym samym większe szanse na wynik zespołu. Żaden z menedżerów jeszcze tego zarzutu nie odpierał.

- Ja to zrobię. Nie wierzę, że jest w Polsce menedżer, który odważyłby się postąpić w ten sposób. Jeżeli tak było, to szkoda, że nikt nie odważył się na podanie nazwisk. Nigdy nie zbliżałem się do reprezentacji. Wręcz przeciwnie - zawsze tłumaczę moim zawodniczkom, że gra w kadrze jest dla nich największym zaszczytem i priorytetem. To platforma do pokazania się. Zdecydowana większość moich siatkarek zawsze przyjmowała powołania. Ten argument jest nietrafiony zwłaszcza, że one zazwyczaj nie interesują się tym, kto jest menedżerem pozostałych siatkarek.

No chyba pan sam w to nie wierzy, że zawodniczki nie wiedzą, kto jest menedżerem ich koleżanek z zespołu?

- Jestem wręcz o tym przekonany. W portfolio Top Volley znajduje się 290 siatkarek z całego świata, którymi zajmuje się na co dzień 9 osób w różnych krajach. Jestem pewien, że ponad 75 procent z nich nie wie, że mają tego samego menedżera. W naszej firmie każdą z podopiecznych traktujemy indywidualnie. Chociażby dlatego, że nie mogę rozmawiać z nimi o innych siatkarkach, bo byłoby to złamaniem tajemnicy handlowej. Po drugie, co taka zawodniczka pomyślałaby sobie o mnie, gdybym z nią rozmawiał o innych koleżankach? To absurd. Podkreślę jeszcze raz: nie wierzę, że którykolwiek z menedżerów zabrania swoim siatkarkom wyjazdu na kadrę. Niby czemu miałby to robić?

Żeby wymusić powołanie innej zawodniczki z tej samej "stajni"?

- Bzdura totalna. Traktuję to w kategorii czyjeś obsesji. Jeżeli byłbym na miejscu siatkarki i ktoś powiedziałby do mnie, że nie mam jechać na kadrę, bo inna koleżanka nie została powołana, to następnego dnia zrezygnowałbym na jej miejscu ze współpracy z tym menedżerem.

A nie jest przypadkiem tak, że są menedżerowie, którzy swoim zachowaniem psują opinię pozostałym?

- Tak jest w każdej branży. Także wśród dziennikarzy są osoby psujące opinię kolegom. Mamy przykład ME w piłce ręcznej. Dwa tytuły prasowe napisały o wstydzie i kompromitacji. To przez nich zawodnicy nie chcieli rozmawiać ze wszystkimi mediami. Chcę jednak podkreślić, że nie czuję się kompetentny, żeby oceniać pracę swoich kolegów. Widzę tylko, że generalizowanie stało się modne, a nie zawsze jest dla wszystkich sprawiedliwe. Znaleziono sobie grupę ludzi, których łatwo się atakuje. To bardzo populistyczne podejście.

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (3):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Marcin Zarębdki 0
    Dolata? Wiele złego zrobił dla żeńskiej siatkówki.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Boguś L. 1
    Dolata jest menedżerem Kapturskiej? Nie dziwię się, że tak się obruszył na krytykę, bo ten transfer to najgorszy w tym sezonie i jeden z najgorszych w historii Orlen Ligi. Ta dziewczyna już dawno powinna zasiąść na kasie w Biedronce, bo do poważnej siatkówki się nie nadaje. W zasadzie w żadnym klubie nie zagrzała długo miejsca i nie grała na poziomie swojego talentu. Jej kariera skończyła się z wiekiem juniorskim.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • bit 0
    Ile słów prawdy mieści się w tym wywiadzie. Szczególnie dotyczące postępowania trenerów, klubów wobec młodych lub bez tzw. nazwisk zawodników i zawodniczek. Sadzania na ławę bez możliwości wykazania i pokazania się przez zawodnika. trener to zazwyczaj guru któremu nie możesz nic powiedzieć czy zasugerować.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×