KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Były reprezentant Polski podłamany: "To jest walka o życie"

Coraz więcej właścicieli restauracji - zwłaszcza na Podhalu - zapowiada ignorowanie obostrzeń wprowadzanych przez rząd. Górali rozumie były reprezentant Polski w siatkówce Łukasz Kadziewicz, który wraz ze wspólnikami prowadzi trzy restauracje.

Marek Wawrzynowski
Marek Wawrzynowski
Łukasz Kadziewicz (w środku) WP SportoweFakty / Paweł Piotrowski / Na zdjęciu: Łukasz Kadziewicz (w środku)
Restauratorzy i własciciele hoteli na Podhalu zapowiadają, że otworzą swoje biznesy, mimo rządowych obostrzeń spowodowanych pandemią koronawirusa. Rozmawialiśmy o tym z Łukaszem Kadziewiczem oraz jego wspólnikami, którzy prowadzą restauracje tajskie w Warszawie i w Radomiu. Już wcześniej na naszych łamach były reprezentant Polski w siatkówce wystosował dramatyczny apel w celu ratowania branży gastronomicznej. Dziś on i jego wspólnicy doskonale rozumieją sytuację górali.

- To jest igranie z ogniem i walka o życie. Nie walka z partią rządzącą, ale walka o byt, o dzieci, o majątki, które są niejednokrotnie pozastawiane, żeby biznesy mogły powstać czy się rozwijać. My ze wspólnikami coraz częściej na ten temat rozmawiamy. Nie chcemy nieść sztandaru walki z obozem rządzącym. Chodzi o walkę z systemem, który dbając o część ludzi, poświęcił innych… przedsiębiorców. Zostaliśmy pozostawieni sami sobie, z obietnicami nierealnej pomocy. Zachowania takie jak te na Podhalu mnie nie dziwią. Najpierw zaczyna jedna osoba, potem dziesięć, w końcu będą tysiące. I co, sąd? Czasem trzeba zaryzykować dużo, żeby chronić życie, bo to już nie o biznes chodzi… - mówi Kadziewicz.

- Systemy pomocowe muszą być zdecydowanie bardziej przemyślane. Z pierwszej tarczy skorzystaliśmy i ona nas uratowała. Ale druga fala jest znacznie gorsza i takie przedsiębiorstwo jak nasze, a więc rozwijające się, mają ogromne straty. Rozumiemy, że zawiesza się działalność, żeby ratować ludzi, ale gdzie jest w takim razie pomoc dla biznesów? - pyta retorycznie Hubert Czwarno, wspólnik Kadziewicza. Nie wszystkich przedsiębiorców uratowała tarcza pomocowa.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: imponujące umiejętności Piotra Liska. Jest rewelacyjny

- Jak każdy w tej branży generujemy dużo kosztów stałych, zatrudniamy pracowników na umowy o pracę, dlatego też nasze zobowiązania w stosunku do samego ZUS-u są spore. Dużą cześć wydatków stanowią także koszty najmu lokali, które pomimo pandemii nie zostały nam obniżone - zauważa Kadziewicz. Wspólnicy szacują, że dziś brakuje im miesięcznie powyżej 50 tysięcy złotych, żeby wyjść na zero.

Restauracje się otwierają. Rzecznik MŚP radzi, czy do nich pójść

- Sytuacja na dziś jest gorsza niż dramatyczna. Funkcjonujemy na rynku tylko dlatego, że działamy w innych branżach i mieliśmy możliwość dokładania do naszego biznesu gastronomicznego. Przy trzech lokalach działających na tzw. "wynosy" tracimy kilkadziesiąt tysięcy złotych każdego miesiąca, w którym nie możemy normalnie funkcjonować - mówi Hubert Czwarno.

- Gdyby gastronomia była naszą jedyną działalnością, już dawno złożylibyśmy wniosek o upadłość. Zapewne inaczej podeszlibyśmy także do naszych pracowników, na ten moment pomimo trudnej sytuacji finansowej, nie zwolniliśmy nikogo. Staramy zachowywać się w tej kwestii odpowiedzialnie, każdy z naszych pracowników ma swoje rodziny, comiesięczne zobowiązania. Co mieliby zrobić Ci ludzie gdybyśmy z dnia na dzień wyrzucili ich na bruk? - dodaje.

Drugi wspólnik, Kacper Czwarno, zauważa, że sytuacja restauratorów w Warszawie, zwłaszcza takich jak oni, jest i tak znacznie lepsza od tych, którzy mają biznesy w Tatrach.

- Musimy też brać pod uwagę, że restauracja restauracji nie jest równa. Jedzenie orientalne, podobnie jak pizza, czy sushi są popularne jako te zamawiane na wynos, dlatego miejsca serwujące tego typu dania opierają się dłużej. Są też jednak knajpy, które nie wytrzymują i otwierają się, bo ich jedzenie nie jest tej samej jakości w dowozie i na miejscu - zauważa. Przykładowo w tygodniu wspólnicy dostali ofertę odkupienia dużej warszawskiej stekowni, która nie jest w stanie serwować jedzenia na wynos.

- Dokładnie tak samo jest z typowo polskim jedzeniem, które serwują restauracje m. in. w górach. W miejscowościach turystycznych dochodzi jeszcze brak klienta, bo przecież turystów nie ma. Nasze restauracje są zlokalizowane głównie przy osiedlach, a więc zdecydowanie łatwiej nam o klienta w tych dziwnych czasach. Poza tym nasze restauracje maja rzeszę stałych klientów, którzy zamawiają u nas jedzenie, żeby utrzymać nas przy życiu. Restauracje w miejscowościach turystycznych na takich klientów nie mogą liczyć. Lokalni mieszkańcy miejscowości turystycznych raczej nie utrzymają knajp.

W dużych miastach problemem są koszty funkcjonowania. Jedzenie na wynos obsługują platformy pośredniczące typu UberEats, Pyszne.pl, które pobierają za usługę ok. 35 procent wartości zamówienia. W dużym mieście to bardziej korzystne niż własny transport.

Kadziewicz i wspólnicy zauważają, że coraz więcej lokali bankrutuje. - Wystarczy zobaczyć na forach branżowych, jak nagle przybywa ogłoszeń o sprzedaży sprzętu specjalistycznego, również na rynku nieruchomości gastronomicznych. Jeśli chcesz otworzyć restaurację, mając środki i kapitał, jesteś w stanie zrobić to z dnia na dzień, bo przejmujesz gotowe biznesy - mówi Hubert Czwarno.

Zresztą i oni są przygotowani na to, że będą musieli albo zamknąć interes albo się zbuntować. - To jest jak maraton, jedni biegną dalej, inni już padli, a jeszcze inni zwolnili tempo i maszerują, żeby jakoś pokonać ten dystans. Ale siły się kończą - zauważa Kadziewicz.

Byłemu reprezentantowi Polski w siatkówce trudno pogodzić się z tym, że branże są nierówno traktowane. Akurat ta, którą on reprezentuje, obrywa najmocniej.

- To jest bardzo złożony problem. Zależy od miasta, ulicy, dzielnicy. Są bardzo różne rodzaje działalności. Bardzo wiele biznesów mają silne lobby i siłę przebicia i jakoś udało się "wyłączyć z obostrzeń". Czy na przykład wielkie galerie handlowe, gdzie przed świętami był człowiek na człowieku, a zasady bezpieczeństwa były traktowane z mocnym przymrużeniem oka, były mniejszym zagrożeniem niż knajpy, gdzie te zasady bezpieczeństwa są bardzo restrykcyjnie przestrzegane? - pyta Kadziewicz.

ZOBACZ Łukasz Kadziewicz apeluje o otwarcie siłowni

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (16)
  • GallAntonin Zgłoś komentarz
    Ten artykuł z działem sportowym ma tyle wspólnego, co biust Siwiec pokazywany cyklicznie w tej zakładce.
    • GallAntonin Zgłoś komentarz
      Czekam na odezwanie się Balcerowicza. Ten to nigdy nie miał skrupułów. W latach 90-tych zabierając pieniądze z rynku wykończył niemal całą gospodarkę, a wiele milionów ludzi poszło
      Czytaj całość
      na bruk tylko dlatego, że chciał za wszelką cenę likwidacji państwowych firm. Jednocześnie z ustaleniem bzdurnych stóp procentowych otworzył granice na niekontrolowany import i wszystko musiało upaść. Potem latami nadwartościowa złotówka i prywatyzacja za symboliczną złotówkę dopełniła zniszczenia. Teraz w dobie, kiedy wszelkimi sposobami państwa niegdyś go pod niebiosa chwalące na siłę dotują swój przemysł i usługi, by nie zwalniały ludzi ten monetarysta cierpi, bo inaczej nie umie już myśleć, jak mieć gdzieś dochody i byt ludzi.
      • GallAntonin Zgłoś komentarz
        W tym ma rację, ale weźcie Go z tej Polsat Sport, bo jest męczący. Najpierw kadził, jaki to prawie każdy zawodnik doskonały, czołówka światowa. Potem przestał nieco, ale kadzi w inny
        Czytaj całość
        męczący sposób. Przy okazji NATYCHMIAST zdejmijcie tego Mazura, bo jest jeszcze gorszy od Kadziewicza. Liczba bon-motów, czy bzdurnych, nieistotnych uwag w Jego wykonaniu jest zatrważająca. Np wczoraj: "wycofał piłkę, a więc była ona w ruchu wstecznym", czy "ściął piłkę w wolną przestrzeń" i wiele wiele innych. Zatruwa spokojne oglądanie siatki. Może wreszcie Swędrowski się odważy coś na Jego temat powiedzieć, bo słychać, jak się z nim męczy...
        • ZK590 Zgłoś komentarz
          Budżetówka walczy o utrzymanie obecnego stanu tj. zamknąć, zaryglować a prywatna działalność walczy i żąda zwolnienia z pomysłów rządowych.
          • Nie zaszczepię się Zgłoś komentarz
            W imię ratowania bardzo starych, schorowanych i nadmiernie otyłych ludzi niszczy się życie prawie całej populacji ludzi. Zamyka się ich w domach, zamyka biznesy, zamyka stadiony. Ci ludzi
            Czytaj całość
            i tak by umarli niedługo, a efekty tej polityki będą w postaci biedy i ogromnego zadłużenia na dziesiątki lat. W wyniku sparaliżowania służby zdrowia zmarło prawie dwa razy więcej ludzi niż z powodu koronawirua. Te wszystkie działania nie mają sensu.
            • caido Zgłoś komentarz
              To niech zlikwiduje restauracje jak są niedochodowe i pójdzie do pracy. Co roku padają biznesy z różnych powodów i nikt za nimi nie płacze.
              • Janina Maria Rokita Zgłoś komentarz
                to wynik jakosci polityków na ktorych głosowali masowo m.in. mieszkańcy podhala. Wybraliście nędze umysłową to macie. Łatwo sie rządzi jak jest spokój, ale nie ma spokoju, a
                Czytaj całość
                zarządzanie tym krajem jest denne.
                • 19-21 Zgłoś komentarz
                  Oho, najwięcej do powiedzenia pod tym artykułem mają emeryci i renciści, którym ktoś przypadkowo podpiął Internet. Spokojnie, na was też przyjdzie czas, kurek się zakręci i będzie
                  Czytaj całość
                  płacz.
                  • joł Zgłoś komentarz
                    ci którzy naprawdę potrzebują pomocy z reguły najmniej mówią i najczęściej muszą poradzić sobie sami... a jak widzę "płaczącego" górala na tle pensjonatu wielkości
                    Czytaj całość
                    hangaru samolotowego, to się tylko zastanawiam skąd on ma taki tupet
                    • Marek nn Zgłoś komentarz
                      Jest nadzieja, że biznesy gorallenvolk padną a po nich nastąpi normalna turystyka. Mało, przez dziesięciolecia, nachapali się wydzieranych w bezczelny sposób z kieszeni innych, dutków.
                      Czytaj całość
                      Trzymam za to kciuki, pazerna nacjo.
                      • rafe1111 Zgłoś komentarz
                        Państwo wprowadzając zakazy powinno płacić pełne odszkodowanie, wtedy by się zastanowili nad tym co robią i wybrali takie działania, które ograniczyłyby do minimum liczbę zgonow z
                        Czytaj całość
                        Covid przy jak najmniejszym obciążeniu budżetu Państwa. Jeśli realizujemy cel publiczny (ochrona zdrowia i życia osób zagrożonych) kosztem interesu prywatnego, to wypłacamy odszkodowanie z budżetu Państwa (środki publiczne) dla osób prywatnych. To nie może być jałmużna przyznawana według widzimisię rządu, ale pełne odszkodowanie. Wtedy rząd będzie ważył interesy i może wprowadzi racjonalne działanie pozwalające na izolację osób zagrożonych (m.in. Horbanów, Simonów i innych starszych mędrców) przy braku obostrzeń dla osób niezagrożonych. Po prstu trzeba wdrożyć strategię z deklaracji Great Barrington i tyle, a krzykaczy Simonów, Horbanów nie słuchać jako osoby bezpośrednio zainteresowane nie mogące spojrzeć na zagadnienie bez konfliktu interesów
                        • Ires Zgłoś komentarz
                          Walka o życie? Śmieszne porównanie. Co ten goguś może o tym wiedzieć.Lata 90te praca za 3 złote na godzinę, to jest walka o życie. Cieżki wypadek, operacje, to jest walka o życie a
                          Czytaj całość
                          nie jakieś widzimisię biznesmenka
                          • gibas Zgłoś komentarz
                            PLACZA KOMBINATORZY I PAZERNIACY ,CO CHOCIAZ RAZ W ZYCIU NIE MOGA NACHAPAC KASY I SIEDZIEC W CIEPLYCH KRAJACH LEJAC NA WSZYSTKO
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×