Kibice zwracają uwagę na wypowiedzi gwiazd. Tak jest również w przypadku Igi Świątek. Raszynianka jest przecież liderką światowego rankingu. Jako "jedynka" od kilku miesięcy zabiera głos w bardzo ważnych sprawach.
Robiła to już w listopadzie ubiegłego roku, będąc w ścisłej czołówce. Polka była pierwszą tenisistką z topu, która wypowiedziała się w sprawie problemów związanych z zespołem napięcia przedmiesiączkowego. Miał on ogromny wpływ na porażkę z Marią Sakkari w turnieju WTA Finals.
Wypowiedź Igi Świątek odbiła się sporym echem. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" przyznała jednak, że "nie analizowała, że przełamuję jakieś tabu".
ZOBACZ WIDEO: Messi haruje na początku sezonu, a żona?! Te zdjęcia robią furorę
- Zrobiłam to spontanicznie. (...) Staram się być sobą i czasami wiąże się to z takimi wypowiedziami - powiedziała tenisistka.
- Rzeczywiście o PMS czy graniu podczas okresu nie mówi się w sporcie wiele, a to nieodłączny element rywalizacji, więc nie widzę powodu, żeby o tym nie mówić. Jeśli moje wypowiedzi sprawią, że szczególnie młodym tenisistkom, dziewczynkom uprawiającym sport będzie lżej, to jest to tego warte - dodała.
Iga Świątek udzieliła wywiadu "Przeglądowi Sportowemu" przed turniejem WTA 1000 w Toronto. W Kanadzie Polka rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Zagra ze zwyciężczynią starcia między Weroniką Kudermetową a Alją Tomljanović.
Liderka światowego rankingu najbardziej czeka jednak zapewne na nadchodzący wielkoszlemowy US Open. W tym roku jedna z imprez tej rangi - Roland Garros - padła właśnie jej łupem. Finałowy mecz przeciwko Cori Gauff z trybun oglądał wtedy m.in. Robert Lewandowski.
- Ucieszyłam się, że Robert Lewandowski przyjechał zobaczyć mój mecz finałowy, bo jest jednym z najlepszych sportowców w historii naszego kraju. Jest też fantastycznym ambasadorem sportu i wzorem dla wielu ludzi - powiedziała Świątek.
Zobacz też:
Kolejna porażka amerykańskiej legendy. Dreszczowiec w starciu wielkoszlemowych mistrzyń
Serena Williams podjęła decyzję ws. swojej kariery!