KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Martina Hingis - krnąbrne, cudowne dziecko

Mając zaledwie 16 lat, zdominowała kobiece rozgrywki. Wygrała 15 turniejów wielkoszlemowych: pięć w singlu, dziewięć w deblu i jeden w mikście. W lipcu tego roku trafi do Tenisowej Galerii Sław.

Anna Niemiec
Anna Niemiec

Mecze Igi Świątek oglądaj w CANAL+ oraz w serwisie canalplus.com
Zagrajmy w skojarzenia. Geniusz tenisa? To łatwe - Roger Federer. Bajeczna technika, niesamowita łatwość gry. Na korcie porusza się z taką gracją, że bardziej przypomina to taniec, nie widać wysiłku. Niech nie zwiedzie nas ten luz zabarwiony odrobiną nonszalancji, to tylko pozory. Dowodem na wykonaną ciężką pracę jest 17 tytułów wielkoszlemowych. Większość fanów tenisa nie będzie miała wątpliwości. No dobrze, a jeśli chodzi o kobiecy tenis? To pytanie może być dla niektórych trudniejsze, ale ja bez wahania odpowiadam Martina Hingis - cudowne dziecko tenisa.

Trudno to sobie wyobrazić, ale kiedyś Federer nie był największą gwiazdą sportu w Szwajcarii. Były czasy, gdy w tej kategorii przegrywał ze starszą o rok pochodzącą ze Słowacji Hingis. W 2001 roku wygrali razem Puchar Hopmana i to Martina jaśniała większym blaskiem w tej drużynie. To wlasnie podczas tej imprezy Goran Ivanisević powiedział, że nikt tak dobrze nie odbierał jego serwisów jak Martina.

Pierwszy sygnał, że Hingis może być postacią wyjątkową w światowym tenisie, pojawił się w 1996 roku. 15-letnia wówczas zawodniczka w parze z Czeszką Heleną Sukovą wygrała w grze podwójnej Wimbledon. Debel nie dorównuje może popularnością singlowi, ale są w nim wybitni specjaliści i specjalistki, którzy nie dają się ograć byle komu. Sukces na pewno wart odnotowania, choć mało osób o nim wie i pamięta. Zresztą trudno się dziwić, skoro rok później nastąpiło prawdziwe trzęsienie ziemi.
Martina Hingis w całej swojej karierze wywalczyła 43 tytuły singlowe oraz 37 deblowych Martina Hingis w całej swojej karierze wywalczyła 43 tytuły singlowe oraz 37 deblowych
Zaczęło się w Australii. To tam Hingis zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy w grze pojedynczej. Po zwycięstwie w turnieju w Miami została najmłodszą w historii liderką rankingu WTA. Podczas Roland Garros doszła do finału, gdzie niespodziewanie przegrała z Ivą Majoli. Pojawiła się plotka, że Martina przed turniejem spadła z konia (jeździectwo zawsze było jej wielką pasją), co zakłóciło przygotowania. Nikt wtedy nie podejrzewał, że tylko tego jednego wygranego meczu zabraknie młodej Szwajcarce do skompletowania w wieku 16 lat klasycznego Wielkiego Szlema. Jak wiadomo, później podczas Wimbledonu i US Open, Hingis okazała się bezkonkurencyjna. W całym roku przegrała zaledwie pięć spotkań. Następny sezon rozpoczęła od obrony tytułu w Australii. Zresztą Melbourne, jak sama przyznała, przez wiele lat było jej królestwem. W 1998 roku skompletowała Wielkiego Szlema w grze podwójnej. Śmiała się wtedy, że chyba jest lepszą deblistką niż singlistką i może na tym powinna się skupić.

Wszyscy zastanawiali się, co w tej młodej dziewczynie jest, że potrafiła tak zdominować kobiece rozgrywki. Ani nie była bardzo duża i silna, ani nie dysponowała żadnym zabójczym uderzeniem, którym mogłaby zdominować rywalki. W czym tkwił więc jej sekret? Tenis jest grą, a Hingis poznała jej zasady lepiej niż ktokolwiek inny. Na korcie potrafiła zagrać wszystko. Do perfekcji opanowała wykorzystywanie gry kątowej. Rywalki i ich słabe strony nie miały dla niej żadnych tajemnic. Zdolność do antycypacji kolejnych zagrań przeciwniczek była legendarna. Lindsay Davenport powiedziała, że Hingis to bez wątpienia najsprytniejsza i najinteligentniejsza tenisistka, z którą przyszło jej się kiedykolwiek zmierzyć.

Wydawało się, że Hingis zdominuje kobiecy tenis na lata. Jednak w cieniu nowej supergwiazdy rosły rywalki, które w przyszłości miały jej zagrozić. Pierwsze ostrzeżenie zostało wysłane podczas US Open w 1997 roku. W finale naprzeciwko Szwajcarki stanęła wtedy mało jeszcze znana Venus Williams. Hingis wygrała pewnie w dwóch setach, ale kilka miesięcy później w Sydney górą była już Amerykanka. Rozpoczęło się pasjonujące współzawodnictwo między Martiną a siostrami Williams. Do Venus dołączyła szybko Serena. Rywalizacja przeniosła się również poza kort. Siostry wraz ze swoim tatą buńczucznie zapowiadały, że Hingis długo liderką rankingu nie będzie, bo numerem jeden i dwa będą Venus i Serena. Miss Swiss odpowiadała, że najpierw będą musieli zjeść worek soli za nim wysadzą ją z fotela liderki.

Początkowo Hingis częściej wychodziła z tych konfrontacji zwycięsko, ale nawet u szczytu formy nie potrafiła pokonać obu sióstr w jednej imprezie. Nikt nie mógł tego dokonać aż do Aussie Open 2001. Hingis i Serena trafiły wtedy na siebie już w ćwierćfinale. Po niesamowitej batalii, która według mnie była jednym z najlepszych kobiecych pojedynków w historii, 8:6 w trzecim secie lepsza okazała się Szwajcarka. W półfinale, żeby nie było zbyt pięknie, czekała już Venus. Martina, uskrzydlona zwycięstwem nad Sereną, starszą z sióstr wręcz zdemolowała. Ten wyczyn powtórzyła dopiero Justine Henin w 2007 roku podczas US Open. Hingis zapytana podczas tegorocznego Australian Open, co pozostaje jej najlepszym tenisowym wspomnieniem, odpowiedziała, że pokonanie Venus i Sereny w jednym turnieju.

Moje pierwsze "spotkanie" z Martiną miało miejsce podczas finału Aussie Open 1997. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo pokonała wtedy moją najulubieńszą Mary Pierce. Trochę miałam jej to za złe. Pamiętam jednak jak jej mama mało nie zginęła, skacząc z trybun na kort, żeby uściskać swoją córkę. Pierwszym meczem, w trakcie którego z całego serca kibicowałam już Szwajcarce, był pamiętny finał Rolanda Garrosa z 1999 roku przeciwko Steffi Graf. Martina miała go pod kontrolą do momentu, kiedy przeszła na drugą stronę siatki, żeby pokazać sędziemu, gdzie spadła piłka. Publiczność w całości przeszła wtedy na stronę Niemki. Hingis przegrała ten mecz, w międzyczasie serwując jeszcze od dołu. Na ceremonię wręczenia nagród przyszła zalana łzami tylko dzięki namowom mamy. Przez cały mecz było mi jej potwornie szkoda. Nie byłam w stanie zrozumieć, jak publiczność może czerpać tyle przyjemności z gnębienia młodej dziewczyny na korcie. Miałam żal do Graf, że taka wielka gwiazda i ideał na korcie, nie była w stanie się przyznać sędziemu, który zgubił ślad, gdzie piłka upadła. W końcu była najbliżej.

Roland Garros pozostał Świętym Graalem, którego Szwajcarce nigdy nie udało się zdobyć. Dwukrotnie była w finale, trzykrotnie w półfinale. Z każdym sezonem Miss Swiss było coraz trudniej odpierać ataki silniejszych fizycznie rywalek. Ciało powoli zaczęło odmawiać posłuszeństwa. W 2003 roku w wieku zaledwie 23 lat cudowne dziecko postanowiło zakończyć karierę. Nie wiadomo czy bardziej do tenisa zniechęciły ją operacje, które musiała przejść, czy brak wyników, których od siebie oczekiwała.

Martina Hingis, w przeciwieństwie do swojego rodaka Rogera Federera, nigdy nie miała kryształowego wizerunku. Im starsza, tym więcej było z nią problemów, coraz częściej buntowała się przeciw matce-trenerce, która co zrozumiałe nie chciała utracić kontroli nad córką. Martina była dosyć kochliwą dziewczyną i lista mężczyzn, z którą ją łączono, jest dosyć długa. Do mediów od czasu do czasu dostawały się ploteczki o wymykaniu się z hotelu i potajemnych schadzkach. Trzymała się z Anną Kurnikową i Mirjaną Lucić. Wszystkie dobrze grające, młode, ładne, pewne siebie. Razem z siostrami Williams rządziły wtedy kobiecym tenisem. Nie raz i nie dwa zdarzyło im się lekceważąco wypowiadać o starszych rywalkach, np. że są zbyt powolne.

Pod koniec 2005 roku Hingis ogłosiła, że wraca do zawodowego tenisa. Na koniec 2006 roku była już siódmą rakietą świata i zakwalifikowała się do Masters. Rok 2007 nie był już tak udany i zakończył się skandalem. W listopadzie zawodniczka zwołała konferencję prasową, na której ogłosiła, że podczas Wimbledonu wykryto w jej organizmie kokainę. Powiedziała, że jest niewinna, ale nie ma sił na walkę z organizacją antydopingową i w związku z tym kończy karierę.

Szwajcarka w czasie swojej kariery obrażała swoje rywalki, łamała serca i rakiety, potrafiła stroić fochy na wszystko i wszystkich dookoła, ale równocześnie czarowała uśmiechem i grą. Była wyjątkową postacią nie tylko ze względu na to, w jak młodym wieku odniosła swoje największe sukcesy. Nie da się ukryć, że miała trudny charakter i pewnym momencie nie wytrzymała presji. Przyzwyczajona do wygrywania z uśmiechem na ustach, nie pogodziła się z tym, że coraz więcej rywalek stawiało jej skuteczny opór. Zmęczona rywalizacją od najmłodszych lat, zbyt wcześnie zakończyła karierę.

Ja Martinie wszystko wybaczam i cieszę się, że nadal kręci się koło tenisa. Zresztą mogę powiedzieć, że w 2006 roku spełniło się jedno z moich największych tenisowych marzeń. Hingis przyjechała do Polski na J&S Cup i mogłam zobaczyć jej grę na żywo. Turnieju nie wygrała, ale i tak oglądanie jej było wielką przyjemnością. Miss Swiss trafi w tym roku do Tenisowej Galerii Sław. Jak najbardziej zasłużenie, bo mistrzyń może być wiele, a genialna tenisistka rodzi się raz na wiele lat.

Polub i komentuj profil działu tenis na Facebooku, czytaj nas także na Twitterze!

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna / Youtube
Komentarze (94)
  • crzyjk Zgłoś komentarz
    [quote]Z każdym sezonem Miss Swiss było coraz trudniej odpierać ataki silniejszych fizycznie rywalek...Pod koniec 2005 roku Hingis ogłosiła, że wraca do zawodowego tenisa. Na koniec 2006
    Czytaj całość
    roku była już siódmą rakietą świata i zakwalifikowała się do Masters. Rok 2007 nie był już tak udany i zakończył się skandalem. W listopadzie zawodniczka zwołała konferencję prasową, na której ogłosiła, że podczas Wimbledonu wykryto w jej organizmie kokainę. [/quote] W jej czasach dopiero pojawiły się Siostry Williams, a wraz z nimi tenis siłowy. Aga kontynuuje jej styl, ale radzi sobie z nimi, czego nie mogła już robić Martina i jak rozpieszczone dziecko w niesławie opuściła rozgrywki. Agnieszka jest lubianą tenisistką nie za sukcesy, a za postawę na korcie i nie musi płakać podnosząc puchar przy gwizdach, jak Vika w Melbourne. Więc rozbawiłeś się sam, chyba że też należysz do "salonowców" dla których tylko kasa i łupy się liczą w życiu i nie uznają, że można osiągnąć mniej, ale być z tego dumnym.
    • Czysty Harry Zgłoś komentarz
      Brawa dla pani Anny Niemiec za kolejny świetny artykuł, czytanie redaktora, który jest również kibicem, co widać w tekście to spora przyjemność i miła odmiana od suchych, PAP - owych
      Czytaj całość
      informacji, dzięki świetnym autorom tekstów dział tenisowy na Sportowych Faktach wciąż trzyma wysoki poziom. ;)
      • steffen Zgłoś komentarz
        Skoro 16-latka "zdominowała" rozgrywki to można by wysnuć wniosek że poziom tychże rozgrywek nie za wysoki był. Pierwsza piłka na powyższym filmiku - balon w środek, znów środek i
        Czytaj całość
        klaps od Williams. Tak gra geniusz ?
        • qasta Zgłoś komentarz
          czy nie zauważyliście , że [b]to jest artykuł o Martynie Hingis [/b] ? A NIE o Agnieszce Radwańskiej
          • Mossad Zgłoś komentarz
            He he a tu niezmiennie te akademickie pierdoly...
            • megan Zgłoś komentarz
              Martina po prostu była bardzo młoda wtedy, a wtedy różne głupoty ludziom się zdarzają. a co do porównań to nikt chyba ich nie lubi, bo każdy chciałby być wyjątkowy ( no może
              Czytaj całość
              oprócz tych co naśladują innych).
              • crzyjk Zgłoś komentarz
                To podanie z dołu i opinia o grze Agi, to tylko żarty? Może tak jak Mats, nie widziała gry Agi, to wygadywał bzdury, a teraz nie może się nadziwić. O zazdrość nie chcę jej
                Czytaj całość
                podejrzewać, choć to bardziej prawdopodobne, bo zdążyła też przegrać z Agnieszką.
                • Gabi_ Zgłoś komentarz
                  Jak dla mnie, to sprawa jest prosta. Agnieszka to Agnieszka. Martina to Martina. Po prostu. Bez spinki, dwie różne osoby, dwie różne kariery. Świetny artykuł pani Anny.
                  • crzyjk Zgłoś komentarz
                    Pierwsze objawy starości, jak zaczyna się żyć tylko wspomnieniami ;)
                    • vamos Zgłoś komentarz
                      Odnośnie "inteligentnego" i "urozmaiconego" tenisa Radwańskiej, wypada zacytować samą tenisistkę: "No nie przez ten j***y środek!".
                      • Anah Zgłoś komentarz
                        Radwańska to taka "Hingis dla ubogich". Jakieś podobieństwa można znaleźć, ale do osiągnięć i umiejętności Martiny jest jej baaardzo daleko. Zresztą sama Hingis nie lubi tych
                        Czytaj całość
                        porównań i wielokrotnie się od nich dystansowała, a o grze Polki nie wypowiada się z jakimś wielkim entuzjazmem jak np. o grze Azarenki.
                        • Tomasz_J Zgłoś komentarz
                          No tak, a dlaczego nie ma nic o jej przegranej z Agą, jako ciekawostka przynajmniej
                          • Tomasz_J Zgłoś komentarz
                            No tak
                            Zobacz więcej komentarzy (15)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×