WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Andżelika Kerber na drodze Sereny Williams do historii. "To będzie bardzo dobry finał"

Andżelika Kerber będzie rywalką Sereny Williams w sobotnim finale Wimbledonu 2018. Amerykanka zagra o 24. wielkoszlemowe trofeum, ale jest przekonana, że Niemka postawi jej bardzo trudne warunki.
Rafał Smoliński
Rafał Smoliński
Getty Images / Clive Mason / Na zdjęciu: Serena Williams

Wejdź na TYPER.WP.PL, twórz własne ligi i typuj wyniki meczów!

Awans do finału The Championships Serena Williams uzyskała po czwartkowym zwycięstwie 6:2, 6:4 nad Niemką Julią Görges. - Julia zagrała bardzo dobrze, musiałam wdrożyć plan A. Nigdy nie widziałam jej tak grającej, a wcześniej oglądałam ją w akcji wiele razy. Wykonała ciężką pracę, aby być konsekwentną w ostatnich 14 miesiącach i pokazała to na korcie. Jestem bardzo szczęśliwa ze sposobu swojej gry, inaczej nie odniosłabym zwycięstwa - powiedziała Amerykanka.

Wygrana w półfinale pozwoli Serenie powrócić do Top 30 rankingu WTA. W sobotę reprezentantka USA powalczy o tytuł, a jej przeciwniczką będzie Andżelika Kerber, którą pokonała już w finale Wimbledonu 2016. - Angie gra bardzo dobrze. Nie sądzę, by na początku turnieju zbyt wiele osób zwracało na nią uwagę. Myślę, że trawa to jej ulubiona nawierzchnia. Wie, jak na niej grać i robi to dobrze. To jej drugi finał tutaj w ciągu trzech sezonów i proszę mi wierzyć, że będzie chciała wyjść na kort i wygrać. To będzie bardzo dobry finał. Mam nadzieję, że osiągnę dobry rezultat - wyznała.

Williams stanie przed szansą wygrania 24. tytułu wielkoszlemowego i wyrównania rekordu wszech czasów należącego do Margaret Court. - Szczerze mówiąc, w ogóle podczas tego turnieju o tym nie myślałam. Uważam, że dobrze zrobiłam, ponieważ byłam pod wielką presją, gdy starałam się sięgnąć po 18. tytuł wielkoszlemowy. Nie chcę się jednak ograniczać. To tylko liczba, ale chcę ich wygrać jak najwięcej. Jeszcze tego tutaj nie dokonałam, ponieważ wciąż mam do rozegrania jeden mecz - stwierdziła była liderka rankingu WTA, która ma z Kerber bilans 6-2.

ZOBACZ WIDEO Plaża Open: podsumowanie zmagań w Dąbrowie Górniczej



Czy Serena Williams wygra Wimbledon 2018?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
wtatennis.com

Komentarze (5):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Prawda zwycięży 0
    See nie masz racji! Ja odpoczatku na nią stawiałem bo pamiętam że do pełni szczęścia brakuje jej wygranej na Wimbledonie! CMOOOOON ANGIE
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • krótka piłka 0
    Dziękuję za długi wpis. Za przyznawanie racji nie dziękuję, bo każdy ma swoją ;) Tylko z faktami nie można dyskutować, dlatego tak obstawałam przy temacie olimpijskiego SG :p A meczu z Andersonem nie widziałam, więc się nie odniosę. Niepasujące do tenisa "kibolstwo" miałam okazję oglądać podczas meczu Federera z Coriciem i później Del Potro w IW. Czasy się zmieniają, ten sport staje się masowy, tzn. masowo śledzony ;) A w stadnych zachowaniach trudniej o kulturę.
    Sami tenisiści/-tki korzystają w trakcie meczów z niezabronionych, ale etycznie nie fair zagrywek - słynne MTO, przerwy na przebranie się ;) tak właśnie podpadła mi Siegemund, czy Makarowa. Cornet jest niezła w te gierki, Timea nie stroni. Życie.
    hippekk Piszę pod tym artykułem, może ktoś powie, że nie na temat, ale jednak na temat... Winien Ci jestem Piłeczko ponownie PRZYZNANIE RACJI :). Całkowicie, bezdyskusyjnie i w 100%. Przyznaje Ci rację co do całkowitej zgodności mechanizmów promocyjno-medialnych obozu Sereny i obozu Rogera oraz co do ich konsekwencji dla tenisa. Ostatnio, podczas naszej dyskusji, przyznałem Ci rację tylko co do zgodności w działaniu mechanizmów, brałem jednak w obronę Rogera wprowadzając pewne rozróżnienie między jakością samej gry a znaczeniem tych mechanizmów. Nadal to rozróżnienie podtrzymuję, nadal twierdzę, że Roger to jakość gry sama w sobie, ale... Po meczu Rogera z Kevinem mam dość. Uważam Rogera za artystę tenisa, jego backhand to prawdziwa sztuka w tym artyzmie, cenię jego tempo gry, jego momenty "odpuszczania" w mniej istotnych gemach, bo to zapewniało mu wiele lat gry bez łapania kontuzji, jestem wielkim zwolennikiem jego elegancji tenisowej, klarowności w stosowaniu poszczególnych elementów techniki tenisowej, ale... to nie funkcjonuje w próżni. Jest jeszcze ten przywoływany system promocyjno-marketingowo-medialny, który niestety wpływa na widzów, kibiców, samych tenisistów grających z Rogerem. Widziałem wiele meczy przegrywanych przez Rogera, zawsze towarzyszyła mu przy tym atmosfera życzliwości trybun, wspierania go przez kochającą jego grę publiczność. Ale mecz z Kevinem stał się dla mnie obrazem patologii, do jakiej prowadzi rozbuchany marketing i jawne sterowanie reakcjami publiczności przez zapewne dobrze opłacanych specjalistów. W meczu z Kevinem to wszystko było już nie do zniesienia, nawet dla mnie - tak ceniącego grę Rogera. To już nie była życzliwość, a jedynie "życzliwość", to nie była kochająca publiczność, ale "kochająca" publiczność. Może gdyby sprawa nie dotyczyła meczu granego z poziomu ewidentnie wygrywanej trzysetówki do przegranej pięciosetówki, i to jeszcze z piłką meczową, sprawa nie byłaby aż tak rażąca? Może kolejny raz jakoś przełknąłbym negatywy systemu promocji w imię tenisowego artyzmu Rogera? Jednak już nie tym razem. Widziałem też wiele meczy granych z poziomu ewidentnie przegrywanej trzysetówki do wygranej pięciosetówki i zawsze, zawsze w takich sytuacjach publiczność jest podekscytowana postępem w grze goniącego wynik tenisisty, zawsze okazuje mu sympatię. Dlaczego tym razem musiałem w pewnym momencie wyciszyć fonię, dlaczego tak nieznośne były dla mnie tym razem huczne oklaski po błędach Kevina, histeryczne piski i wrzaski w decydujących momentach gemów? A komentator TV, którego cenię, ale nie w tym wydaniu... To wszystko działo się na kortach Wimbledonu, brała w tym udział wyrobiona wimbledońska publiczność. Gdzie szacunek dla wspaniale walczącego przeciwnika Rogera? Gdzie tenisowy obiektywizm? Czy grę Rogera trzeba koniecznie podpierać sterowanymi reakcjami publiczności? Ja wiem - ktoś od razu powie, że przesadzam, że to były reakcje naturalne... Tylko do pewnego stopnia, bo histeria prorogerowa została nakręcona do niebotycznego poziomu... Można jednak bez problemu poczytać o technikach manipulacji tłumem, publicznością, zestawić to z pewnymi zachowaniami, odgłosami na trybunach aby wiedzieć, że to "podpieranie gry" przez specjalistów. Nie chcę oglądać kolejnych tego typu meczy z udziałem Rogera. Chociaż go cenię, jestem zafascynowany jego tenisowym artyzmem, chciałbym aby grał jak najdłużej... Ale nie za wszelką cenę, nie takim kosztem... A sam Roger? Czy tylko ja dostrzegałem, że w piątym secie ogarnęła go wielka niechęć do gry? Zapewne każdy mięsień, każda najdrobniejsza kosteczka krzyczały do niego, że po takiej pięciosetówce na pewno nie wygra już tego Wimbledonu. Ale to oznaczałoby, że Roger miał jeden cel - wygrać ten turniej. Nie chodziło mu o radość z gry w tenisa, o dostarczanie nam radości z oglądania pięknego tenisa. Chodziło mu o wygranie turnieju. Nie takiego Rogera chciałbym oglądać... Wielki szacunek należy się przy tym Kevinowi, za świetną grę, za to, że wytrzymał ten mecz mentalnie. Chciałbym oglądać obiektywną publiczność, doceniającego grę przeciwników Rogera. Chciałbym oglądać wyłącznie czystą grę z udziałem Rogera, bez podpierania jej technikami manipulacji... Dlaczego piszę o tym pod tym artykułem? Hmmmm.................... Mecz Sereny z Juliettą był w miarę czysty. Obóz Sereny nie obawiał się tego meczu tak bardzo, jak meczu z Giorgi. Mimo to specjaliści byli cały czas w pełnej gotowości. Wystarczyło jedno przełamanie przez Juliettę, obawa o końcówkę seta aby specjaliści na widowni od razu dali o sobie znać. To tylko kilka okrzyków typu "C'on Serena!", dokładnie wtedy, gdy nakazują to czynić odpowiednie poradniki, tylko kilka reakcji z boksu, także w odpowiednich momentach. Wszystko wyliczone na zdeprymowanie przeciwniczki, zdekoncentrowanie jej. Jeśli nie wierzycie, pooglądajcie powtórki. W tym meczu to nie miało decydującego znaczenia, ale jednak wystąpiło, akurat w takim stopniu aby nie można było powiedzieć, że mecz był całkowicie czysty... Nie wiem czy zdecyduję się oglądać finał. Pewnie w końcu zrobię to ze względu na Angie... Bardzo chciałbym oglądać czysty finał, ale jednocześnie bardzo wątpię w to, że takowy zobaczę... PS Zrobiłem sobie jak na razie króciutką przerwę w pisaniu, dla higieny psychicznej ;) Na razie nadal jestem zniechęcony..........
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • hippekk 0
    Piszę pod tym artykułem, może ktoś powie, że nie na temat, ale jednak na temat...
    Winien Ci jestem Piłeczko ponownie PRZYZNANIE RACJI :). Całkowicie, bezdyskusyjnie i w 100%.
    Przyznaje Ci rację co do całkowitej zgodności mechanizmów promocyjno-medialnych obozu Sereny i obozu Rogera oraz co do ich konsekwencji dla tenisa. Ostatnio, podczas naszej dyskusji, przyznałem Ci rację tylko co do zgodności w działaniu mechanizmów, brałem jednak w obronę Rogera wprowadzając pewne rozróżnienie między jakością samej gry a znaczeniem tych mechanizmów. Nadal to rozróżnienie podtrzymuję, nadal twierdzę, że Roger to jakość gry sama w sobie, ale...
    Po meczu Rogera z Kevinem mam dość.
    Uważam Rogera za artystę tenisa, jego backhand to prawdziwa sztuka w tym artyzmie, cenię jego tempo gry, jego momenty "odpuszczania" w mniej istotnych gemach, bo to zapewniało mu wiele lat gry bez łapania kontuzji, jestem wielkim zwolennikiem jego elegancji tenisowej, klarowności w stosowaniu poszczególnych elementów techniki tenisowej, ale... to nie funkcjonuje w próżni. Jest jeszcze ten przywoływany system promocyjno-marketingowo-medialny, który niestety wpływa na widzów, kibiców, samych tenisistów grających z Rogerem.
    Widziałem wiele meczy przegrywanych przez Rogera, zawsze towarzyszyła mu przy tym atmosfera życzliwości trybun, wspierania go przez kochającą jego grę publiczność. Ale mecz z Kevinem stał się dla mnie obrazem patologii, do jakiej prowadzi rozbuchany marketing i jawne sterowanie reakcjami publiczności przez zapewne dobrze opłacanych specjalistów. W meczu z Kevinem to wszystko było już nie do zniesienia, nawet dla mnie - tak ceniącego grę Rogera. To już nie była życzliwość, a jedynie "życzliwość", to nie była kochająca publiczność, ale "kochająca" publiczność.
    Może gdyby sprawa nie dotyczyła meczu granego z poziomu ewidentnie wygrywanej trzysetówki do przegranej pięciosetówki, i to jeszcze z piłką meczową, sprawa nie byłaby aż tak rażąca? Może kolejny raz jakoś przełknąłbym negatywy systemu promocji w imię tenisowego artyzmu Rogera? Jednak już nie tym razem. Widziałem też wiele meczy granych z poziomu ewidentnie przegrywanej trzysetówki do wygranej pięciosetówki i zawsze, zawsze w takich sytuacjach publiczność jest podekscytowana postępem w grze goniącego wynik tenisisty, zawsze okazuje mu sympatię. Dlaczego tym razem musiałem w pewnym momencie wyciszyć fonię, dlaczego tak nieznośne były dla mnie tym razem huczne oklaski po błędach Kevina, histeryczne piski i wrzaski w decydujących momentach gemów? A komentator TV, którego cenię, ale nie w tym wydaniu...
    To wszystko działo się na kortach Wimbledonu, brała w tym udział wyrobiona wimbledońska publiczność. Gdzie szacunek dla wspaniale walczącego przeciwnika Rogera? Gdzie tenisowy obiektywizm? Czy grę Rogera trzeba koniecznie podpierać sterowanymi reakcjami publiczności? Ja wiem - ktoś od razu powie, że przesadzam, że to były reakcje naturalne... Tylko do pewnego stopnia, bo histeria prorogerowa została nakręcona do niebotycznego poziomu... Można jednak bez problemu poczytać o technikach manipulacji tłumem, publicznością, zestawić to z pewnymi zachowaniami, odgłosami na trybunach aby wiedzieć, że to "podpieranie gry" przez specjalistów.
    Nie chcę oglądać kolejnych tego typu meczy z udziałem Rogera. Chociaż go cenię, jestem zafascynowany jego tenisowym artyzmem, chciałbym aby grał jak najdłużej... Ale nie za wszelką cenę, nie takim kosztem...
    A sam Roger? Czy tylko ja dostrzegałem, że w piątym secie ogarnęła go wielka niechęć do gry? Zapewne każdy mięsień, każda najdrobniejsza kosteczka krzyczały do niego, że po takiej pięciosetówce na pewno nie wygra już tego Wimbledonu. Ale to oznaczałoby, że Roger miał jeden cel - wygrać ten turniej. Nie chodziło mu o radość z gry w tenisa, o dostarczanie nam radości z oglądania pięknego tenisa. Chodziło mu o wygranie turnieju. Nie takiego Rogera chciałbym oglądać... Wielki szacunek należy się przy tym Kevinowi, za świetną grę, za to, że wytrzymał ten mecz mentalnie. Chciałbym oglądać obiektywną publiczność, doceniającego grę przeciwników Rogera. Chciałbym oglądać wyłącznie czystą grę z udziałem Rogera, bez podpierania jej technikami manipulacji...
    Dlaczego piszę o tym pod tym artykułem?
    Hmmmm....................
    Mecz Sereny z Juliettą był w miarę czysty. Obóz Sereny nie obawiał się tego meczu tak bardzo, jak meczu z Giorgi. Mimo to specjaliści byli cały czas w pełnej gotowości. Wystarczyło jedno przełamanie przez Juliettę, obawa o końcówkę seta aby specjaliści na widowni od razu dali o sobie znać. To tylko kilka okrzyków typu "C'on Serena!", dokładnie wtedy, gdy nakazują to czynić odpowiednie poradniki, tylko kilka reakcji z boksu, także w odpowiednich momentach. Wszystko wyliczone na zdeprymowanie przeciwniczki, zdekoncentrowanie jej. Jeśli nie wierzycie, pooglądajcie powtórki. W tym meczu to nie miało decydującego znaczenia, ale jednak wystąpiło, akurat w takim stopniu aby nie można było powiedzieć, że mecz był całkowicie czysty...
    Nie wiem czy zdecyduję się oglądać finał. Pewnie w końcu zrobię to ze względu na Angie... Bardzo chciałbym oglądać czysty finał, ale jednocześnie bardzo wątpię w to, że takowy zobaczę...
    PS
    Zrobiłem sobie jak na razie króciutką przerwę w pisaniu, dla higieny psychicznej ;)
    Na razie nadal jestem zniechęcony..........
    krótka piłka Bardziej przeraziło mnie to: "Nie chcę się jednak ograniczać. To tylko liczba, ale chcę ich wygrać jak najwięcej."
    [ pokaż odpowiedzi ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×