Kokpit Kibice
"To właśnie tenis utrzymywał w normie zdrowie psychiczne naszej rodziny"
Getty Images / Na zdjęciu: Novak Djoković
Jakub Tuchaj Jakub Tuchaj

"To właśnie tenis utrzymywał w normie zdrowie psychiczne naszej rodziny"

Antyszczepionkowiec, "ten trzeci", bufon lub furiat. Tak niektórzy określają Novaka Djokovicia. Można go nie kochać, ale trzeba oddać mu jedno - mało kto po spędzeniu 11 tygodni w piwnicy, znalazłby jeszcze siłę, aby walczyć o swoje marzenia.

W Londynie wygrał swój 20. turniej Wielkiego Szlema. Tym samym zrównał się liczbą wielkoszlemowych łupów z Rafaelem Nadalem i Rogerem Federerem. Już w Nowym Jorku ma szansę ich prześcignąć i stać się najlepszym zawodnikiem w historii tej dyscypliny. Jednak mało kto wie, że gdyby nie lichwiarskie pożyczki, które zaciągał jego ojciec, czy pomoc dobrych ludzi, świat nie poznałby jego tenisowego geniuszu.

Największy talent od czasu Moniki Seles

Sport od zawsze był obecny w rodzinie Djokoviców. Ojciec Srdjan był mistrzem Jugosławii w narciarstwie alpejskim. Zaś matka, Dijana, była łyżwiarką figurową. Fakt, że byli oni tenisowymi naturszczykami pomógł Serbowi, ponieważ rodzice nie mieli wygórowanych oczekiwań i nie narzucali synowi zbyt dużej presji. Djoković swój pierwszy kontakt z rakietą miał jako dziecko, kiedy dostał od ojca malutką rakietkę tenisową, która jak mówi Serb, stała się jego najukochańszą zabawką.

Rodzice potrafią utrudnić rozwój młodego tenisisty. W sporcie jest multum niespełnionych ambicji taty czy mamy, którzy sprawiają, że dziecko nie może skosztować słynnych wimbledońskich truskawek z bitą śmietaną. Przykład Serba Novaka Djokovicia to zaprzeczenie tej teorii. Wygranie 85 turniejów przez "Djoko", to efekt kapitalnej współpracy pomiędzy rodzicami.

Dijana i Srdjan w lot zauważyli, że relacja syna z tenisem zaczyna kiełkować i wysłali sześcioletniego "Nole" na pierwszy poważny tenisowy wyjazd. Obóz był organizowany w górach Kopaonik przez stołeczny klub Teniski Klub Partizan.

Tam zauważyła go jugosłowiańska tenisistka i piłkarka ręczna Jelena Gencić.
Po godzinach obserwowania sześciolatka, powiedziała: - To największy talent od czasu Moniki Seles. Gencić nie wypuściła już z rąk diamentu, jakim był "Nole". I trenowała go przez następnych sześć lat, aż ten nie wyjechał szkolić się za granicą.

11 tygodni w piwnicy

Podczas nalotów w 1999 roku, Djoković wraz z rodziną balansowali na granicy śmierci. Ze szturmem na Belgrad wiąże się jedno z najgorszych wspomnień 20-krotnego mistrza turniejów wielkoszlemowych.

- To była pierwsza lub druga noc bombardowania. Zabraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy z domu i uciekliśmy do mojej cioci. Nie było świateł. Było wtedy tak głośno i mimo że byliśmy wszyscy blisko siebie, to nawet kiedy krzyczeliśmy, nie mogliśmy siebie usłyszeć. Później, tuż nad moją głową, bombowiec zrzucił dwie laserowo naprowadzane rakiety na pobliski szpital. To najbardziej traumatyczne wspomnienie, którego doświadczyłem. Do dziś głośne dźwięki napełniają mnie strachem - wspomina w rozmowie z Grahamem Bensingerem Djoković.

Następne tygodnie Novak i jego rodzice spędzili w piwnicy. Na początku nie mogli odnaleźć się w nowej wojennej rzeczywistości. Z dnia na dzień jednak starali się żyć normalnie, tak jak żyli przed nalotami. - W pierwszych dniach było dużo łez i cierpienia. Ale po kilku tygodniach ludzie zaczęli śpiewać i grać w karty. Musieliśmy po prostu zaakceptować sytuację, w której się znaleźliśmy - dodał Serb.

"Nole" szybko wrócił na korty i przy akompaniamencie latających samolotów oraz wyjących syren, ponownie podjął walkę o swoje marzenia. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych, kiedy nie był na korcie, to żeby trenować, odbijał piłkę o ścianę zrujnowanego basenu.

"To właśnie tenis utrzymywał w normie zdrowie psychiczne całej naszej rodziny"

"10 marek niemieckich, to wszystko co mamy"

W pogoni za marzeniami swojego dziecka Diana i Srdjan ledwo wiązali koniec z końcem. Przez długi czas starali się ukryć swoją fatalną sytuację finansową, ale z dnia na dzień było to coraz bardziej niemożliwe.

- Pamiętam, jak mój tata położył 10 marek na stół i powiedział, że to jest wszystko co mamy. Nie myśleliśmy wtedy o mojej tenisowej karierze, tylko o tym, jak przetrwać i mieć pieniądze na chleb - wspomina lider ATP.

Żeby żyć, pożyczali pieniądze od swoich przyjaciół. Matka pracowała po 16 godzin, by zarobić nie tylko na życie, ale także na rozwój kariery syna. Ojciec poszedł o krok dalej i brał lichwiarskie pożyczki o stopie oprocentowania niemal 15 procent. Sprzedał również wszystkie swoje złote medale zdobyte podczas mistrzostw Jugosławii.

- To nie był łatwy czas dla Serbii oraz dla całej Jugosławii. Ale wszystkie pieniądze, które mieliśmy, inwestowaliśmy w Novaka. Musiał mieć wszystko, czego potrzebuje - opowiada w wywiadzie dla "Kurir" Srdjan Djoković.

Wizerunkowa agonia

Poprzedni rok pod względem wizerunkowym, delikatnie mówiąc, nie należał do najlepszych. Zaczęło się od pokazowego turnieju "Adria Cup", który odbył się bez żadnych obostrzeń sanitarnych. Co więcej, Djoković i spółka nie tylko grali w tenisa, ale poza kortem bawili się hucznie do białego rana. W efekcie Djoković i jego żona, wspólnie z Grigorem Dimitrowem i Viktorem Troickim, zakazili się koronawirusem. "Nole" nie tylko stracił w oczach opinii publicznej. Oberwało mu się też od kolegów z touru.

- Z pewnością nie jest niespodzianką to, jak wielu tenisistów się zaraziło, kiedy popatrzy się na filmy lub zdjęcia z turniejów i imprez dla zawodników - zaznaczył w swoich mediach społecznościowych Brytyjczyk Andy Murray.

Jeszcze ostrzej podsumował to znany ze swoich nietuzinkowych zachowań Nick Kyrgios i napisał na Twitterze: "Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko".

Na kolejny incydent w wykonaniu Serba nie trzeba było długo czekać. Podczas US Open, kiedy przegrywał w czwartej rundzie z Pablo Carreno Bustą, bałkański gejzer eksplodował i uderzył piłką sędzię liniową. Arbiter główny zachował zimną krew i nie ulegając presji, zdyskwalifikował lidera światowego rankingu. To wydarzenie naznaczyło go jako sportowego bandytę i chuligana.

- Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce, by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje -analizował w swoim programie przypadek Djokovicia, John McEnroe.

Przez ostatnie lata widać medialną agonię serbskiego mistrza. Djoković najzwyczajniej zatracił się w pogoni za globalnym uwielbieniem, a w międzyczasie, zamiast zyskiwać sympatyków, to stopniowo ich tracił. Mimo dominacji i oszałamiających osiągnięć to nigdy nie skradnie serc milionów, jak Nadal czy Federer i w głowach wielu ludzi będzie uznawany za "tego trzeciego".

Każdy ma swojego Fajdka

W tenisie Djoković ma prawie wszystko. Właśnie, prawie wszystko. Od lat "Nole" bezskutecznie goni za olimpijskim złotem. Najbliżej był w 2008 roku w Pekinie, czyli paradoksalnie na początku swojej tenisowej drogi. W półfinale uległ Rafaelowi Nadalowi i w meczu o brąz pokonał Amerykanina Jamesa Blake'a. Był to pierwszy i ostatni medalowy skalp Serba.

Do Londynu jechał jako pretendent do złotego medalu. W półfinale musiał uznać wyższość faworyta gospodarzy, Andy'ego Murraya. W starciu o brąz spotkał się z "Wieżowcem z Tandil" Juanem Martinem Del Potro. I tu także zszedł z kortu pokonany. Londyn opuścił zatem z najgorszym dla sportowca, czwartym miejscem.

Argentyńczyk pogrzebał marzenia Djokovicia również cztery lata później. W Rio de Janeiro spotkali się bowiem już w pierwszej rundzie. Juan Martin del Potro pokonał Serba w dwóch setach i zakończył jego olimpijską przygodę.

- Bez wątpienia to jedna z najcięższych porażek w moim życiu. Nie jest to łatwe. Wiem, że to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy przegrywam mecz. Ale są to igrzyska i jest to zupełnie coś innego - mówił zapłakany na pomeczowej konferencji.

Przed 34-latkiem najprawdopodobniej już ostatni dzwonek na zdobycie upragnionego złota. Szanse ma ogromne, ale jeszcze większa jest presja, ponieważ na horyzoncie pojawia się możliwość zdobycia Złotego Wielkiego Szlema. Ostatnią osobą, która w tym samym roku wygrała wszystkie turnieje wielkoszlemowe i okrasiła je olimpijskim złotem, była w 1988 roku legendarna Steffi Graf.

Pierwszy mecz w Tokio Novak Djoković zagra już w sobotę. Spotkanie zaplanowane jest jako ostatnie na korcie centralnym i rozpocznie się około 10 czasu polskiego. Przeciwnikiem Serba będzie Hugo Dellien.

Czytaj także:
Medytacja, książki Roberta Ludluma i… poker, czyli Hubert Hurkacz poza kortem 
Katarzyna Kawa poznała kolejną rywalkę. Niespodziewany powrót w Gdyni 

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×