W bawarskim Landshut zainaugurowano w tym roku rywalizację w cyklu Speedway Grand Prix. Kibice, którzy liczyli, że będzie ciekawiej, aniżeli w przeszłości muszą czuć spore rozczarowanie. Tor od początku zmagań sprawiał zawodnikom sporo problemów, utworzyło się wiele kolein, a mijanki jeśli były, to najczęściej spowodowane błędami lub problemami z opanowaniem motocykla przez innego uczestnika danej gonitwy.
Po dwunastu wyścigach odbyła się trzecia tego dnia kosmetyka. W porównaniu z poprzednimi trwała jednak znacznie dłużej, bo ponad 30 minut. W ruch poszły grabie, łyżki, zmiotki, szczotki, łopaty, wszystko, co tylko może. Na torze oczywiście nie zabrakło też... polewaczki.
ZOBACZ WIDEO Sensacyjne słowa. Kołodziej wyjawił ogromne problemy zdrowotne
- Zaczyna się jakaś psychiatria (śmiech). Śmiech przez łzy. Ten żużel, który oglądamy czy też my pokazujemy na torze... zawodnik z przodu lub z tyłu, to nie jest żużel, jaki chcemy oglądać - mówił przed kamerami Eurosportu Andrzej Lebiediew.
Łotysz zapytany przez Marcelinę Rutkowską-Konikiewicz czy potrzebna była polewaczka po dwunastu biegach z uśmiechem na ustach poprosił o inny zestaw pytań. Niezbyt chętny do rozmów na temat toru w Landshut był również Bartosz Zmarzlik. - Generalnie jest jak jest, Speedway Grand Prix - dodał Polak.
Ostatecznie po długiej przerwie zawody wznowiono - z nadziejami, że druga część zmagań będzie znacznie bezpieczniejsza i bardziej widowiskowa. Z kompletem punktów prowadzi Daniel Bewley. Śledź naszą relację LIVE klikając odnośnik poniżej.