Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

LOTTO Warsaw FIM SGP of Poland oczami Bartłomieja Czekańskiego

Od zawsze pisałem, że jeżeli w Warszawie nie będzie silnej drużyny ligowej i wielkich imprez to żużel w Polsce nadal pozostanie niszową oraz opłotkową dyscypliną.
Bartłomiej Czekański
Bartłomiej Czekański

Teraz moje chciejstwo w połowie się spełnia, gdyż dzisiaj mamy na Stadionie Narodowym w stolicy turniej GP. Jednak jako urodzony malkontent, który już sporo widział i przeżył mam pewne swoje wątpliwości. Podzielę się nimi.


Stadion Narodowy jak stadion, wcale nie ładniejszy od Ullevi czy Wembley i nie tak wielki jak Śląski w Chorzowie. Jednak wszyscy kibice niecierpliwie czekają na dzisiejszy wieczór. Ja również, jak już napisałem, jestem za GP na Narodowym w Warszawie, ale aż tak się nie podniecam jak ta cała masówka na facebooku, bo wiem, że akurat ta impreza nie przywróci ligowego żużla w Warszawie, gdzie jest miejsce tylko na piłkarską Legię, ani stałego zainteresowania tą dyscypliną centralnych mediów. Czy po udanych i zwycięskich dla nas mistrzostwach świata w siatkówce (także m.in. i na Narodowym) coś znacząco drgnęło z siatą w stolicy? W Warszawie startowali już wielcy żużlowcy np. Nilsson, Pajari, Bishop, Kamper, Fundin, Plechanow, Craven, Wright, Briggs, Moore, Knutsson, Nielsen, Gollob itd, organizowano tam mecze międzypaństwowe, finał IMP, jeździły miejscowe drużyny ligowe i to z sukcesami. I co? I nic. Teraz warsiawiakom i innym słoikom speedway śmierdzi i hałasuje (jest awantura o próbę budowy toru na Ursynowie).

Że dziś na Narodowym będzie frekwencyjny sukces? A jakże, ale nie taki jak na Śląskim w Chorzowie (to tam w 1973 roku odbyła się największa impreza w historii speedwaya z publiką rzędu 130 tysięcy!). Do tego za rok do Warsiawki nie przyjadą kibice stadionu, bo już dzisiaj zaspokoją swoją ciekawość, jeśli chodzi o speedway na tym obiekcie. Początkowo na mecze piłkarskiego Śląska na nowym stadionie we Wrocławiu przychodziło ponad 40 tysięcy luda. Dziś zostało tam 8 tysięcy plus 3-4 tys. dzieci naganianych ze szkół. No i pamiętajmy, że w przyszłym roku nie będzie kolejnego marketingowego magnesu, czyli "pożegnania Tomka Golloba", więc zobaczymy jaka wtedy będzie realna frekwencja. Brak Golloba położył już na łopatki ubiegłoroczną GP w Bydzi.

A przy okazji, dlaczego tak na siłę wysyłamy "Gallopika" na reprezentacyjną emeryturę? Ja też kiedyś tak robiłem, przyznaję, ale już nie robię. Nawet Marek Cieślak powiada, że jeśli Tomek uzyska wysoką formę to go powoła na DPŚ. Sam Gollob puścił plotkę, że BSI wstępnie proponuje mu, by z dziką kartą wystartował w każdym turnieju GP do końca sezonu, o ile to nie jest wyłącznie podpucha i gra na złość toruńskiej firmie Sport One, organizującej SEC (IME). Tak więc to już dzisiejsze
"pożegnanie Golloba z mistrzostwami świata" może się okazać jedynie naciąganym chwytem marketingowym.

Poza tym, jak i inni rozsądni, zdaję sobie sprawę, że ta dzisiejsza GP na Narodowym to taki listek figowy mający przysłonić dość dramatyczny obraz polskiego żużla: bankructwa klubów, trudności w skompletowaniu lig, upadek szkolenia, porażki reprezentacji z Duńczykami itd. To ma być taka zasłona dymna, a zarazem lans szefów naszego speedwaya? I chyba właśnie na tym to polega. Nie dajmy się więc zwieść niczym murzyni świecącą blaszką, jak to mawia pan Skrzydlewski z miasta Łodzi. No cóż, PZM bawi się swoim fajerwerkiem za rzekomo 5 mln zł. Może warto było wydać te pieniądze bardziej np. na ratowanie naszych lig? Tak tylko sobie rozmyślam.

I niezbyt wierzę, że PZM potrafi marketingowo wykorzystać GP na Narodowym, tak jak nie potrafił tego zrobić, gdy Gollob został IMŚ, a biało-czerwoni seryjnie wygrywali DPŚ.

I nie dajmy sobie wmówić propagandystom z PZM, że dzisiejsza GP na Narodowym to najważniejsza impreza w historii żużla. W Polsce mieliśmy już bardziej historyczne wydarzenia jak w ogóle pierwszy światowy finał w naszym kraju - czyli DMŚ w 1961 roku we Wrocławiu - i od razu wygrany przez biało-czerwonych w dramatycznych okolicznościach, pierwszy finał IMŚ poza Anglią i Szwecją, też Wrocław w 1970 r., srebro dla Waloszka, brąz dla Woryny, MŚP w Rybniku w 1971 r. i zwycięstwo Szczakiela oraz Wyglendy z maksimum punktów, finał IMŚ w Chorzowie w 1973 r. z ponoć aż 130-tysięczną widownią (ludzie stali także i na koronie stadionu), złotem Szczakiela i pechowym brązem Plecha, czy pierwszy w historii turniej GP we Wrocku w 1995 roku wygrany przez Tomka Golloba.

Dzisiejsze zawody na Narodowym w Warszawie są ważne, ale zarazem są jednymi z wielu.

Oczywiście dziś będę do białości ściskał kciuki za to, by speedway nie skompromitował się na naszej ziemi, bo to nikomu nie jest potrzebne. Ani Gollobowi, ani kibicom, którzy pojechali do Warszawy. Nikomu! Ale połowiczną wtopę już zaliczyliśmy i nic tej organizacyjnej plamy nie zmaże, nawet ewentualny udany turniej. W piątek odwołano bowiem trening, gdyż świeżo ułożony, pod batutą Ole Olsena, "jednorazowy" tor rwał się, rozsypywał i robił się dziurawy. Zawodnicy nie chcieli ryzykować, zwłaszcza, że o kontaktowej jeździe w czwórkę można było tylko pomarzyć. Czy Olsen i organizatorzy zdążą coś sensownego zrobić z torem do dzisiejszego wieczora?

Chciałoby się zażartować: A taki ładny hamerykański miał być! I nasi panowie granatowomarynarkowi już narobili sobie fotek na torze na Narodowym w stolycy, a tu taka wpadka.

Znany trener Roman Tajchert napisał na facebooku: - Pierwsze GP i pierwsza wtopa. Oczywiście w Polsce, gdzie mamy najlepszą ligę speedwaya na świecie, „nie ma dobrych toromistrzów”. Trzeba sprowadzać kolesiów z zagranicy, co ubijają tor jak pod autostradę. Powodzenia życzę.

Jak to bywa w takich razach w sieci pojawiły się na temat wpadki Olsena i organizatorów złośliwe memy.

Myślę, że tę nawierzchnię zaczęto kłaść zbyt późno, by się zdążyła należycie związać (zwłaszcza przy zasuniętym dachu i braku słońca). Że na Narodowym jest wiele imprez? Nie kupuję tego. Taki fajerwerk za 5 baniek musi być przygotowany perfekcyjnie, wcześniej i zgodnie z żużlową sztuką. Nic kosztem bezpieczeństwa zawodników! To przecież ekstremalny sport.

Czytam dzisiaj na SF:Organizatorzy nie zgodzili się wpuścić na przełożony sobotni trening przedstawicieli mediów, dlatego nie jesteśmy w stanie zaprezentować stanowiska zawodników o torze. Na stadionie obecna jest jednak telewizja, a Marcin Majewski i Gabriel Waliszko z nc+ za pośrednictwem twittera poinformowali, że "wygląda to lepiej".

A w czym by te media przeszkodziły? Czyżby jakiejś prawdy się obawiano? Tak tylko pytam.

Ja oczywiście rozumiem chęć organizowania turniejów GP (w końcu to mistrzostwa świata) na nowoczesnych, pięknych i dużych stadionach w wielkich miastach z lotniskami, hotelami, restauracjami itd. Problem leży jednak w jednorazowych nawierzchniach. Już były z nimi wtopy choćby w 2003 roku na Ullevi w Szwecji, gdzie z powodu złego stanu toru zawody przełożono, czy w 2008 roku na obiekcie niemieckiego klubu piłkarskiego Schalke 04, kiedy to trzeba było awaryjnie przenieść imprezę do dzielnej i mobilnej Bydgoszczy. Problemów było więcej. Teraz notujemy wpadkę w Warszawie. Myślę, że prawdziwi, wytrawni kibice żużla woleliby mistrzostwa oglądać na stadionach z prawdziwymi torami, które funkcjonują na co dzień i są dobrze przygotowywane. Zawodnikom również by to bardziej pasowało.

Na krótkim i zawijanym torze mogą być fajne wyścigi w kontakcie, bo tam nie ma jak wyrobić sobie dużej przewagi. Jeśli jednak nawierzchnia zrobi się dziurawa i wredna, to ewentualne wyprzedzanki będą jedynie wynikiem błędów lub pecha ścigantów. To będzie loteria. Także dlatego, że to obiekt nowy dla wszystkich, tak więc pierwszy raz u siebie Polacy nie będą mieli atutu własnego toru (a dotąd zwykle stawali na naszej ziemi na podium), co najwyżej atut własnej gorącej publiczności, co oczywiście daje dodatkową mobilizację, ale powiedzmy sobie szczerze: w czasie jazdy dopingu z trybun nie słychać! Nazwa jest więc adekwatna: "Lotto Warsaw FIM Speedway GP of Poland". Loteria, a nawet rosyjska ruletka. A właśnie, bez Sajfutdinowa, Łagutów czy Vaculika i jedynie z symbolicznym, pożegnalnym (?) udziałem Golloba to trochę takie "wicemistrzostwa", nie uważacie?

Mamy za sobą kolejkę ligową, ale nadal trudno powiedzieć, który z zawodników jest już w optymalnej formie, który dopasował się do nowych tłumików itd. No i który najlepiej da sobie radę z krótkim 270-metrowym torem? Zbyt wiele niewiadomych, żeby jakoś rozsądnie typować. Wygra chyba ten, który zachowa zimną głowę i spokój, i do tego umie jeździć na krótkich zawijasach. Czyli Hancock? Zawodnicy z ligi brytyjskiej też chyba będą mieli łatwiej. Kris Kasprzak na razie cieniuje, ale on w Anglii na takich trudnych torach zawsze brylował.

Co z Iversenem? Ostatnio jakby w dołku. Czy Doyle rzeczywiście okaże się rewelacją? Jeśli nawierzchnia zrobi się dziurawa, to Tomek Gollob raczej będzie się woził i świętował to swoje pożegnanie(?) przy aplauzie publiczności. Taka celebra. Hampel na fali, Maciek Janowski bardzo pozytywnie i bojowo nastawiony do walki. W Anglii na "zawijasach" i na dziurach błyszczy.

Generalnie do wygranej jest kilku kandydatów.

Zaryzykuję i wytypuję:

1. Greg Hancock
2. Nicki Pedersen
3. Jarosław Hampel
4. Tai Woffinden
----------
7. Maciej Janowski
8. Krzysztof Kasprzak
11. Tomasz Gollob

Bartłomiej Czekański

TAURON zaprasza na Speedway Euro Championship w Gnieźnie. Oglądaj w Eurosporcie!

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (10):

  • yes Zgłoś komentarz
    Czekański pisze: "Od zawsze pisałem, że jeżeli w Warszawie nie będzie silnej drużyny ligowej i wielkich imprez to żużel w Polsce nadal pozostanie niszową oraz opłotkową
    Czytaj całość
    dyscypliną". To brzmi strasznie - pochował żużel jako dyscyplinę sportową!!
    • Maciej Karolczak Zgłoś komentarz
      Herbie masz racje ale szacun dla tych co w powstaniu walczyli
      • Maciej Karolczak Zgłoś komentarz
        Bartolo ukochany ostrow i herbie w finale zdrowia zycze
        • Wilk Zgłoś komentarz
          Najogólniej rzecz ujmując zgadzam się z Panem - Panie Bartłomieju. Cała otoczka wokół tego wydarzenia została strasznie rozdmuchana, a nie zadbano o to, żeby tor ułożyć odpowiednio
          Czytaj całość
          wcześnie. Nie wpuszczono dziennikarzy bo boją się prawdy. Nie ma połowy najsilniejszych zawodników... to całe GP dawno przestało być czymś przyciągającym do żużla. Doskonale widać to na przykładzie firmy One Sport, która wystartowała z imprezą mniejszej rangi, a osiąga lepsze wyniki. Ludzie widzą, że GP to farsa. Ale żeby nie było, że jestem malkontentem. Ciesze się, że GP odbędzie się na takim dużym obiekcie przy tak licznej publice. Szkoda tylko, że zanosi się na przerost formy nad treścią i niestety plagę kontuzji. Będę bardzo pozytywnie zaskoczony, jeśli każdy z zawodników biorących udział w turnieju będzie w stanie następnego dnia usiąść na motocykl i tego wszystkim zawodnikom przede wszystkim życzę.
          • gkm braz. Zgłoś komentarz
            GOLLOB w finale !!!!!!!!!
            • Przecież to ja Zgłoś komentarz
              W tym mieście ludzi z kasą interesuje lans,dlatego wielu się pokaże na GP i na tym koniec.W tym mieście ma rację bytu wyłącznie kopana jako pralnia kasy niewiadomego pochodzenia.W tym
              Czytaj całość
              mieście nie ma e-ligi w żadnej innej dyscyplinie,jeżeli są ligowe drużyny to pałętają się w końcówce ligi.Zobaczcie jakie świetne zespoły ma W-wa w piłce ręcznej,siatkówce,koszykówce i.t.d.czyli w dyscyplinach w których mamy światowe wyniki i co...? i nic.Więc wybijcie sobie szlakę w wielkiej wiosce.
              • dillinger79 Zgłoś komentarz
                porównywanie frekwencji z lat 70-tych z tą obecną jest więcej niż niepoważne, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze obecnie inne mamy standardy bezpieczeństwa i nie jest możliwe
                Czytaj całość
                tak upchać ludzi na stadionie, aby tylu kibiców weszło, nie łamiąc przy okazji obowiązujących przepisów i norm. To jest fizycznie niemożliwe. I to akurat jest bardzo dobre bo już widzę te jęki kibiców, którzy stoją w kilometrowych kolejkach do kibli, którzy kłócą się o swoje miejsca na trybunach itd. Że o hipotetycznej aczkolwiek możliwej sytuacji wybuchu paniki na stadionie nie wspominam. A od tego płynnie przechodzimy do drugiego powodu, mianowicie kiedyś, gdy żyliśmy w siermiężnym PRL-u, gdzie możliwość podróżowania była znacznie ograniczona, gdzie tv i media nie były aż tak rozwinięte, ludzie zwyczajnie szukali rozrywki i jedyną opcją było zobaczenie czegoś na żywo. Sądzę, że gdyby w 1970 do Warszawy przyjechała drużyna goryli i dawała pokaz na motorach żużlowych to też z palcem na trybunach zasiadło by z 50 tys. ludzi. Tak więc kolejny strzał w płot Panie Czekański. Pewnie trudno to zrozumieć ludziom w wieku 20 lat, którzy nie pamiętają tamtego okresu, ale Pan czy nawet ja, którzy dobrze pamięta lata 80-te i także 90-te gdzie wszystko się zmieniało, doskonale wie o czym piszę. Po prostu z czasem następuje przesyt i ludzie, w miarę możliwości gdy dostęp do dóbr staje się bardziej powszechny, stają się bardziej wymagający i nie zadowalają się byle czym.
                • przemek76 Zgłoś komentarz
                  Jedyny co w GOLLOBA nie wierzy. Tak jak ja oczywiście.
                  • zsmarti Zgłoś komentarz
                    jak zwykle z humorem pozdrowionka
                    • Herbi Zgłoś komentarz
                      Nikt w warszawce nie chce żużla po co im się narzucać tam jest kopana i niech tak zostanie.Słoiki nie kumają tego sportu żużel to dla nich abstrakcja.
                      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                      ×
                      Sport na ×