Kolejna wielka szansa stracona. W Szczecinie muszą patrzeć za siebie

Sandra Spa Pogoń podejmowała Górnika będąc pod presją. Gospodarze byli jednak o krok od niespodzianki z zabrzanami (25:27). Kolejna okazja na punkty uciekła szczecinianom przez Jakuba Skrzyniarza.

Krzysztof Kempski
Krzysztof Kempski
drużyna Górnika Zabrze WP SportoweFakty / Kuba Hajduk / Na zdjęciu: drużyna Górnika Zabrze
Szczypiorniści Sandra Spa Pogoni nie przystępowali do spotkania z Górnikiem z przysłowiowym "nożem na gardle", ale z niepewnością już tak. Sytuacja Portowców przed tym meczem byłaby jednak dużo lepsza, gdyby nie fatalna postawa zespołu w Opolu (więcej o tym meczu tutaj). Szczecinianie, przy niekorzystnym rozstrzygnięciu z zabrzanami i ewentualnym triumfie Stali nad Wybrzeżem, mieliby już tylko "oczko" przewagi na outsiderem i widmo spadku z PGNiG Superligi Mężczyzn nadal nad sobą.

Do drużyny ze Śląska wrócił Łukasz Gogola, co oznaczało dla gospodarzy dodatkowy problem. Środkowy rozgrywający miał miesiąc przerwy i nie był gotowy na pełne 60 minut. Niemniej, trener Marcin Lijewski postawił na niego już od pierwszych chwil zawodów i to właśnie on był w tamtej fazie najczęściej rzucającym zawodnikiem gości, ale z mocno zmiennym szczęściem. Ekipie z Grodu Gryfa bardziej szkodził Jakub Skrzyniarz. Zanotował aż 55 proc. obron po kwadransie.

Bramkarzowi Górnika "pozazdrościł" Maksym Wiunik, bo i on bardzo szybko doskoczył poziomem do swojego vis'a vis. Przyjezdni mogli mieć jeszcze jeden problem. W 18. minucie po raz drugi na 2 minuty "wyleciał" Paweł Dudkowski. Podstawowy obrońca musiał mieć się na baczności, jeśli zamierzał dokończyć ten mecz.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Miss Euro szalała na wakacjach. I to jak!

Znakomicie spisywał się reprezentant Polski Damian Przytuła. Indywidualnymi próbami z dystansu kończył niemal każdą akcję zabrzan. W pierwszej części gry zaliczył 7 bramek. Jego zespół długo remisował z Pogonią, ale końcówkę wygrał aż 4:0. Pomyśleć co by było, gdyby nie niebotyczny procent interwencji Skrzyniarza.

Kiedy w 35. minucie na 19:13 trafił Przytuła, wydawało się, że szczecinianie już się nie podniosą i wyraźnie przegrają z faworytem. Rafał Biały nie szczędził drużynie gorzkich słów. Podziałało. A zaczęło się od obrony Wiunika rzutu karnego wykonywanego przez Dmytro Artemienkę. Goście jakby za wcześnie uwierzyli, że spotkanie samo się wygra. A gospodarze robili swoje. W końcu kontaktowe trafienie zaliczył Paweł Krupa (21:22) i odżyły nadzieje na urwanie Górnikowi punktów.

Przytuła zupełnie stracił skuteczność (nawet z karnych). Skrzyniarz także przygasł. Zabrzanie ogólnie nie prezentowali się dobrze w ataku. W zachowaniu rytmu gry przeszkadzały im kary indywidualne. Pogoń jednak raz po raz nie potrafiła wykorzystać przewagi liczebnej. A tak meczu się nie wygra.

Patryk Krok stanął przed szansą na doprowadzenie do remisu po 26. Przegrał jednak pojedynek sam na sam w kontrze ze Skrzyniarzem. Lijewski wziął czas. Ostatecznie sytuację wyjaśnił rzut Gogoli. Było blisko, a jednak tak daleko. Pogoń nadal musi oglądać się za plecy.

PGNiG Superliga Mężczyzn, 24. kolejka:

Sandra Spa Pogoń Szczecin - Górnik Zabrze 25:27 (11:15)

Sandra Spa Pogoń: Arsenić, Wiunik - Krok 3, Kapela 1, Wąsowski 2, Zalewski, Gierak 2, Krupa 5, Bosy, Starcević 1, Jedziniak 3, Krysiak 3, Zaremba 2, Polok 3.
Karne: 0.
Kary: 8 min. (Wąsowski, Krupa, Starcević, Polok - 4 min.).

Górnik: Skrzyniarz - Molski 2, Łyżwa 1, Artemienko 4 (0/1), Krawczyk, Gogola 3, Ivanytsia 3, Dudkowski, Kaczor, Adamuszek 3, Ilczenko 3, Rutkowski, Przytuła 8 (2/4).
Karne: 2/5.
Kary: 12 min. (Dudkowski - 4 min., Łyżwa, Ivanytsia, Adamuszek, Ilczenko - 2 min.).

Sędziowie: Habierski, Skrobak (obaj z Głogowa).
Widzów: 200.

Czytaj więcej:
--> Ten mecz może zdecydować o mistrzostwie Polski
--> Coraz większe emocje w walce o brąz w Superlidze

Czy Sandra Spa Pogoń Szczecin utrzyma się w PGNiG Superlidze Mężczyzn?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×