Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Bez rywalizacji źle się czułem. Wirtualne ściganie to dobre doświadczenie

Akcje ORLEN Stay&Play i ORLEN e-Tour de Pologne amatorów dały mi zastrzyk adrenaliny i motywację – mówi Jakub Przygoński, kierowca rajdowy, członek ORLEN Teamu.
MT
Jakub Przygoński Kierowca rajdowy, były motocyklista, wielokrotny uczestnik Rajdu Dakar Trzykrotny mistrz Polski w driftingu Materiały prasowe / Jakub Przygoński. Kierowca rajdowy, były motocyklista, wielokrotny uczestnik Rajdu Dakar. Trzykrotny mistrz Polski w driftingu.

Artykuł powstał we współpracy z PKN ORLEN.

Lockdown, odwołane zawody, ograniczone możliwości treningów – to nie były łatwe miesiące dla sportowców. Kilkudziesięciu z nich należących do ORLEN Team smak rywalizacji odnalazło m.in. w akcji ORLEN Stay&Play, gdzie sprawdzali się w dwóch wirtualnych ligach: Assetto Corsa i Rocket League. Jednym z uczestników był Jakub Przygoński, czołowy kierowca ORLEN Team. – To mi się przydało, bo zauważyłem, że jeśli przez miesiąc nie biorę udziału w żadnych zawodach, to się źle czuję – mówi Przygoński.

Jan Sikorski: Na jakim etapie treningów już Pan jest?

Jakub Przygoński: Przypominają już coraz bardziej te prawdziwe. Wyścigi wirtualne, które towarzyszyły mi w ostatnich tygodniach, trochę schodzą na drugi plan. Ale to było bardzo fajne wyzwanie. Akcja ORLEN Stay&Play czy ORLEN e-Tour de Pologne amatorów na trenażerach dały mi zastrzyk adrenaliny i motywację, bo to były prawdziwe zawody i taka sama rywalizacja. To mi się przydało, że jeśli przez miesiąc nie biorę udziału w żadnych zawodach, to się źle czuję.

Czyli nie trzeba było długo namawiać do udziału w tego typy przedsięwzięciach?

Nie, kiedy tylko pojawiła się okazja do startu, zgodziłem się od razu.

Wcześniej miał Pan kontakt z tego typu rywalizacją i z wirtualnymi wyścigami?

Korzystałem z symulatora komputerowego, ale nie rywalizowałem z innymi uczestnikami. Liczył się tylko czas. Teraz pierwszy raz miałem okazję pościgać się z prawdziwymi konkurentami. To było bardzo pozytywne doświadczenie i przez te dwa miesiące dużo się nauczyłem. Do tego w głowie pojawiło się wiele nowych pomysłów na treningi, które będę chciał wykorzystywać w przyszłości.

Co jest jednym z takich pomysłów?

Na pewno dużo będę jeździł na rowerze, na trenażerze w aplikacji, bo bardzo fajnie to działa i umożliwia przeprowadzanie urozmaiconych zajęć, a przy tym efektywnych. Ćwicząc w ten sposób, nie ma szans, by się nie zmęczyć. Natomiast dzięki wyścigom na symulatorze poznałem ciekawą grupę ludzi i musiałem lepiej nauczyć się wszystko obsługiwać. Teraz czuję się w tym dużo pewniej i będzie mi łatwiej do tego usiąść.

Czego jeszcze Panu brakuje, by mówić, że w procesie treningowym wszystko wróciło do normalności?

Kwestia fizycznego treningu nawet nie została przerwana. Była nawet mocniejsza niż zwykle. Teraz już testuję samochód driftowy, więc pod tym względem wszystko zaczyna działać. Braki są, jeśli chodzi o auto dakarowe, które na razie jest w Belgii i nie ma możliwości, by się z nim "spotkać". Tutaj potrzeba jeszcze trochę cierpliwości, ale widzę, że i w tym względzie sprawy się wkrótce wyprostują.

W początkowej fazie kwarantanny, kiedy prawie wszystko było zamknięte, ćwicząc, musiał Pan dużo improwizować?

Domową siłownię szybko uzbroiłem w wiele nowych elementów. Dlatego m.in. pojawił się trenażer, bo to było najłatwiej załatwić i zacząć na nim ćwiczyć. Teraz ta siłownia wygląda całkiem poważnie i dała mi możliwość, aby naprawdę mocno trenować, co w przyszłości da mi siłę.

Już oficjalnie wie Pan, kiedy wznowione zostanie prawdziwe ściganie?

Driftingowe mistrzostwa Polski startują na początku lipca i wezmę w nich udział. Z kolei Puchar Świata w rajdach terenowych, czyli pustynia, wróci najprawdopodobniej dopiero pod koniec sierpnia.

O przyszłorocznym Dakarze jakieś informacje spływają?

Do stycznia zostało jeszcze bardzo dużo i nic nie wskazuje na to, by impreza miałaby być w jakiś sposób zagrożona. Niedługo organizatorzy powinni zacząć szykować trasę, więc tutaj może być trochę komplikacji. Jednak jestem przekonany, że powstanie plan, jak to przeprowadzić, by wszystko odbyło się w sposób bezpieczny.

Dakar wydaje się o tyle bezpieczną imprezą, że rozgrywany jest na otwartej przestrzeni, sportowcy nie są stłoczeni.

Tak, zawody pustynne, takie jak Dakar, to nie są imprezy stadionowe. Największe ryzyko, jakie dostrzegam, to logistyka. Wymaga ona przetransportowania całych zespołów: mechaników, inżynierów, fizjoterapeutów, wszyscy pochodzą z różnych państw. Jeśli ten problem uda się rozwiązać, nie powinno być przeszkód, by Dakar odbył się normalnie.

* Jakub Przygoński. Rocznik 1985. Kierowca rajdowy, były motocyklista, wielokrotny uczestnik Rajdu Dakar. Trzykrotny mistrz Polski w driftingu.

Rozmawiał Jan Sikorski

Artykuł powstał we współpracy z PKN ORLEN.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
Materiał Partnera

Komentarze (0):

    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×