"To szkodzi sportowi". Afera wokół szefa Red Bulla nie ma końca

- To szkodzi sportowi - mówi Mohammed ben Sulayem o ciągnącej się aferze wokół Christiana Hornera. Szef Red Bull Racing został oczyszczony z zarzutów dotyczących "niewłaściwego zachowania", ale to nie zakończyło sprawy.

Katarzyna Łapczyńska
Katarzyna Łapczyńska
Mohammed ben Sulayem (po lewej) i Christian Horner Materiały prasowe / Red Bull / Na zdjęciu: Mohammed ben Sulayem (po lewej) i Christian Horner
Christian Horner znalazł się w centrum dochodzenia prowadzonego przez Red Bulla po tym, jak jedna z pracownic oskarżyła go o "niewłaściwe zachowanie". Wewnętrzne postępowanie trwało osiem tygodni i zakończyło się oczyszczeniem 50-latka z zarzutów. Ze środowego komunikatu dowiedzieliśmy się, że prawnik nie znalazł dowodów na złamanie prawa przez Hornera.

Minęło jednak kilkanaście godzin, a doszło do wycieku danych z wewnętrznego śledztwa Red Bulla. Ponad 100 osób, głównie dziennikarze i najważniejsze osoby w FIA oraz Formule 1, otrzymało dokumenty zgromadzone przeciwko Hornerowi.

Chociaż Red Bull nie potwierdził autentyczności tych dokumentów, to część redakcji opublikowała szczegóły rozmów i wiadomości, jakie się w nich znalazły. Nie ma tam jednoznacznych dowodów na winę szefa Red Bull Racing, ale niektóre teksty miały zabarwienie seksualne.

ZOBACZ WIDEO: Koniec kariery, spokój czy nowy impuls. Czego potrzebuje Tai Woffinden?

To wszystko powoduje, że część zespołów F1 i FIA ma zastrzeżenia do postępowania Red Bulla i oskarża zespół z Milton Keynes o brak przejrzystości. Mohammed ben Sulayem w rozmowie z "Financial Times" przyznał, że kierowana przez niego organizacja na razie nie zamierza interweniować ws. Hornera, choć sprawa rzutuje na wizerunek dyscypliny.

- To szkodzi sportowi. To jest szkodliwe na poziomie ludzkim. Mamy początek sezonu, Formuła 1 staje się coraz popularniejsza. Powinniśmy się cieszyć rozpoczęciem nowej kampanii. Zobaczcie, jaką mamy rywalizację w F1. Dlaczego przyćmiewamy to negatywnymi komunikatami? - zapytał prezydent FIA.

Red Bull w środę wydał jedynie lakoniczny dokument ws. Hornera. Zespół stwierdził, że dane pochodzące ze śledztwa są poufne, więc nie będzie ich ujawniał. Nie ujawnił też, co przekonało go do stwierdzenia, że nie doszło do złamania prawa. Dlatego rywale twierdzą, że "czerwone byki" próbują zamieść sprawę pod dywan.

- Przeczytałem to oświadczenie. Z tego co widzę, to nadal krąży wiele plotek, spekulacji i pojawia się mnóstwo pytań. Organ nadzorujący F1 ma pewną odpowiedzialność i autorytet. Powinien się upewnić, czy wszystko odbyło się tu w zgodzie z przepisami i było w pełni przejrzyste - powiedział Zak Brown z McLarena.

Teoretycznie FIA mogłaby wkroczyć do sprawy, gdyby oceniła, że postępowanie przeciwko Hornerowi wyrządza szkody moralne i marketingowe dyscyplinie. Światowa federacja mogłaby nawet zmusić szefa Red Bull Racing do ustąpienia ze stanowiska. Na razie wydaje się to jednak wykluczone.

Czytaj także: - Hubert zginął, on przeżył. Dwa lata po tragedii stał się cud - Rozwód? Gwiazda Spice Girls z jasnym komunikatem

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Czy Christian Horner powinien stracić stanowisko szefa Red Bulla?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×