WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Jarosław Wierczuk: Hamilton jest w innej lidze (komentarz)

Zwycięstwem w Grand Prix USA, Lewis Hamilton znacznie przybliżył się do zdobycia mistrzostwa świata w kolejnym wyścigu, który odbędzie się w Meksyku.
Andrzej Prochota
Andrzej Prochota
Materiały prasowe / Mercedes AMG F1 / Wolfgang Wilhelm / Na zdjęciu: Lewis Hamilton

Lewis Hamilton ponownie w życiowej formie. To znamienne, że właśnie teraz, kiedy presja jest już ewidentnie niższa wygrywa on w swoim starym, niepowtarzalnym stylu. Nie ma sobie równych tak podczas kwalifikacji, jak i w samym wyścigu.

To prawda, Sebastian Vettel robił co mógł i po rewelacyjnym starcie objął prowadzenie, ale Hamilton był jakby w innej lidze. Bardzo szybko przeprowadził skuteczny kontratak i swoim zwyczajem odszedł na bezpieczną odległość. Lewis był na Circuit of the Americas po prostu bezkonkurencyjny. Nie tylko w stosunku do bolidów Ferrari, ale również w porównaniu do drugiego kierowcy Mercedesa - Valtteriego Bottasa. Zresztą od początku weekendu był uosobieniem luzu, a to nie zawsze jest standardem w przypadku tego zawodnika. W moim odczuciu jest to w miarę powtarzalny element wahań formy Lewisa. Przeważnie gdy jego pozycja staje się niezagrożona jeździ najlepiej. Wystarczy przeanalizować poszczególne wyścigi z czasów rywalizacji z Rosbergiem.

Nie możemy jednak zapomnieć o jeszcze jednym aspekcie przy ocenie formy Hamiltona, a mianowicie strategii dwóch rywalizujących ze sobą teamów. Zarówno Mercedes jak i Ferrari stawiają na tym etapie tylko na jednego kierowcę. Włosi nie bawią się w dyplomację, Kimi Raikkonen regularnie przepuszcza swojego kolegę z zespołu, a rozwój technologiczny skoncentrowany jest zdecydowanie bardziej na jednej stronie garażu. W Stanach obaj kierowcy jechali po prostu samochodami o zróżnicowanej specyfikacji. Zdecydowanie większym zakresem unowocześnień legitymował się oczywiście bolid Vettela. Mercedes jest co prawda bardziej wstrzemięźliwy jeśli chodzi o team orders, ale nie można mieć wątpliwości, że ta część sezonu oznacza w ekipie z Brackley pracę na Lewisa, co na tak ekstremalnym poziomie jaki możemy podziwiać w Formule 1 i to w zespole walczącym któryś rok z rzędu o mistrzostwo, odbywa się zawsze ze szkodą dla tego drugiego kierowcy. Moim zdaniem właśnie w tej zakulisowej koncentracji Mercedesa na Hamiltonie należałoby upatrywać powodów relatywnie słabszej formy Bottasa w ostatnich startach.

Przecież potrzeby obu kierowców w sensie set upu, balansu samochodu i rozwoju technologicznego nie są tożsame. Pierwsza część sezonu w wykonaniu Valtteriego wyglądała przecież zupełnie inaczej i dawała duże nadzieje na zaciętą rywalizację w teamie Mercedesa w skali całego sezonu. Jednak ze względu na realne zagrożenie ze strony Vettela, który przypomnijmy prowadził w klasyfikacji od pierwszego wyścigu oraz niepokojąco rosnącą formę Red Bulla taka rywalizacja po prostu nie mogła być elementem scenariusza.

ZOBACZ WIDEO: Piękny gest Marcina Lewandowskiego. Odda swoją gażę

A propo Red Bull Racing… nie można nie wspomnieć o Maxie Verstappenie, który po raz kolejny pokazał swoją wyjątkowość. Start z końca stawki, topowe tempo przez cały wyścig i sensacyjne zdobycie podium na ostatnim okrążeniu można podsumować tylko w jeden sposób - materiał na mistrza świata.

Na koniec jeszcze jedna uwaga dotycząca strategii. Dla mnie był to kolejny wyścig, który pokazał błędy na tym polu w wykonaniu czołowych zespołów. Rozumiem poniekąd Ferrari, które musiało po prostu postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Efekt nie był pozytywny. Gdyby nie pełna współpraca ze strony Kimiego to Vettel, a nie Raikkonen padłby najprawdopodobniej na kilka kilometrów przed metą łupem Verstappena. Trudniej mi jest jednak zrozumieć Mercedesa, który pozostawił Bottasa na torze przy skrajnie dużym zużyciu opon i śmiesznie niskiej przyczepności. Skończyło się na pit stopie raptem trzy okrążenia przed metą. Jednym słowem wpadka lub… wspomniana pełna koncentracja na tym co dzieje się z Hamiltonem.

Jarosław Wierczuk - były kierowca wyścigowy. Ścigał się w Formule 3000, Formule 3, Formule Nippon oraz testował bolid Formuły 1. Obecnie Prezes Fundacji Wierczuk Race Promotion, której celem jest promocja i pomoc młodym kierowcom.

Strona fundacji Wierczuk Race Promotion

Profil Fundacji Wierczuk Race Promotion na Facebooku

Czy Lewis Hamilton wygra GP Meksyku?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (0):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×