WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Formuła 1 nie może stracić zespołów. Czarne chmury nad Williamsem

Niewiele brakowało, a w zeszłym roku upadłoby Force India. Pieniądze na ratunek ekipy wyłożył Lawrence Stroll. Nie oznacza to, że F1 pozbyła się problemu. Nadal niektóre zespoły ledwo wiążą koniec z końcem, a zagrożona jest przyszłość Williamsa.
Łukasz Kuczera
Łukasz Kuczera
Materiały prasowe / Williams / Na zdjęciu: Robert Kubica za kierownicą Williamsa

W ostatnich latach budżety zespołów Formuły 1 zaczęły rosnąć w ekspresowym tempie. Z jednej strony, doprowadziło to do szybszego rozwoju największych w postaci Mercedesa czy Ferrari. Z drugiej, okazało się zabójcze dla mniejszych ekip. Z powodu braków finansowych w zeszłym roku mogło upaść Force India. Ratunkiem okazała się inwestycja Lance'a Strolla, który wyłożył 90 mln funtów na przejęcie teamu.

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że już wkrótce podobne problemy przeżywać będą inni mniejsi gracze. Charles Bradley z "Motorsportu" wskazuje na Williamsa, który od lat ratuje swój budżet dzięki pay-driverom. Apogeum widzieliśmy w zeszłym roku, gdy obaj kierowcy zawdzięczali starty w stajni z Grove wsparciu finansowemu. Postawienie na Lance'a Strolla i Siergieja Sirotkina zakończyło się jednak dla ekipy fatalnie.

- Ten przykład pokazuje, że możesz mieć najlepszy silnik w stawce, a utknąć na mieliźnie. Rzeczywistość Williamsa jest taka, że stracił on głównego sponsora w postaci Martini, odszedł Sirotkin wspierany przez ruble z SMP Racing, podobnie jak Stroll napędzany gotówką ojca - uważa Bradley.

ZOBACZ WIDEO: Przygoński jednym z faworytów na Dakarze. "Ma ogromne doświadczenie i spokój"

Dziennikarz "Motorsportu" u progu nowego sezonu obawia się o finanse Williamsa. - Nie znam dokładnych liczb, ale zespół stracił co najmniej 50 mln dolarów na odejściu wcześniej wymienionych podmiotów. A trzeba jeszcze wziąć pod uwagę utratę dochodów z puli nagród F1, skoro Williams zajął ostatnią pozycję w mistrzostwach - dodaje Brytyjczyk.

Zdaniem Bradleya, dziury w budżecie nie zasypią nawet pieniądze PKN Orlen. - Jak dotąd, ogłoszono jedynie podpisanie umowy z tą firmą, co pozwoliło na powrót Kubicy do F1. Mówi się, że umowa warta jest 10 mln dolarów. To wciąż za mało, bo gdzieś po drodze brakuje 40 mln. Wiem, że dział handlowy Williamsa ciężko pracuje, by rozwiązać ten problem. Życzę im powodzenia, bo nikt nie chce, aby ten znakomity zespół upadł. Zwłaszcza, że podjął odważne decyzje przy wyborze kierowców na rok 2019 - stwierdza.

Ekspert "Motorsportu" nie ma wątpliwości, że kluczową pracę do wykonania w tym aspekcie ma Liberty Media. Właściciel królowej motorsportu nie może sobie pozwolić na utratę choćby jednego zespołu i skurczenie stawki F1. - Odpowiedzialność spływa na nich. Liberty Media musi zrobić więcej, aby pomóc ekipom. I to z myślą o przyszłości tego sportu. Wydaje się, że są na to gotowi, ale czy to będzie normą? Czy zapobieganie jet lepsze niż leczenie? Na pewno pomoże w tym aspekcie limit wydatków. Gdyby ograniczyć budżety to 150 mln dolarów, to byłaby to suma, jaką Williams wydał w zeszłym roku - ocenia Bradley.

Brytyjczyk obawia się też tego, że na niekorzyść Williamsa grają też sojusze zawierane w świecie F1. Haas współpracuje blisko z Ferrari, a ich drogą poszli też szefowie Red Bull Racing i Toro Rosso. Pozwala im to za niewielkie kwoty zbudować dość konkurencyjne samochody. Tymczasem Paddy Lowe i Claire Williams chcą pozostać tradycjonalistami. Williams pragnie zachować miano konstruktora w tradycyjnym tego słowa znaczeniu i chce budować jak największą liczbę komponentów na własną rękę.

- Formuła 1 nie jest zalewana nowymi pieniędzmi. Utrata Martini jest bolesna dla zespołu. Gdy grupa Bacardi ogłaszała swoją decyzję, Claire Williams mówiła o stabilnych finansach ekipy. Obawiam się jednak długoterminowych perspektyw, biorąc pod uwagę realia, w jakich funkcjonują zespoły. Tragedią dla F1 byłoby utracenie tak zasłużonej ekipy jak Williams, ale już w przypadku Brabhama czy Lotusa widzieliśmy, że ten sport nie ma sentymentów - podsumowuje Bradley.

Czy obawiasz się o przyszłość Williamsa?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
motorsport.com

Komentarze (2):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Ala Makota 0
    Jedyne skuteczne usprawnienie jakiego Williams moze dokonac to wyrzucenie baby z pozycji naczelnego dyrektora. Zeby madrze prowadzic zespol F1 nalezy to rozumiec, wszystkie zagadnienia techniczne i podejmowac odpowiednie decyzje Tego pani Williams nigdy nie pojmie bo bycie ukochana coreczka genialnego konstruktora to zadne kwalifikacje, tu chodzi o dezyzje warte ponad 100 milionow rocznie. Claire juz w tamtym roku pokazala ze nie jest w stanie podjac madrej decyzji bo nie ma pojecia o technologiach na ktorych oparte sa zespoly F1.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Wilkołak 1
    Te brakujace 40mln jest w znizce za silniki od Merca(za miejsce dla Russella). Nikt o tym nie pisze oficjalnie ale Williams nie daje nic za darmo. Nastepne miliony sa za zerwanie umowy Strolla. A reszta dochodzi od Latifiego. Ojciec dobrze zaplacil za mozliwosc paru treningow + jako rezerwa w Williamsie.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×