WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Przy polityce o sporcie

Wybory parlamentarne 2015 wzbudzają wiele emocji wśród dziennikarzy politycznych. Wbrew pozorom mają ogromny wpływ także na sportowe życie w Polsce.
Damian Gapiński
Damian Gapiński
/ Krzysztof Rzewnicki

Kurz po wyborach parlamentarnych w Polsce opadł. Mandaty podzielone, czekamy na podział ministerialnych tek. Nerwowo jest jedynie w polskim sporcie, który z niepokojem patrzy na potencjalne zmiany w zarządach spółek skarbu państwa. Nie od dziś wiadomo, że stanowiska te obsadzane są z tak zwanego politycznego nadania. Zmiany osobowe w większości przypadków oznaczają także zmiany strategii marketingowych, a to dla klubów uzależnionych od pieniędzy spółek skarbu państwa oznacza spore problemy.

Kluby sportowe z założenia są w trudnej sytuacji. W większości przypadków sezony rozgrywkowe pokrywają się mniej więcej z rokiem szkolnym (system jesień - wiosna). Tak jest w piłce nożnej, siatkówce, koszykówce czy piłce ręcznej. Sezon zespoły rozpoczynają w końcówce roku kalendarzowego bazując na pieniądzach otrzymywanych od firm również w ramach budżetu kalendarzowego. Rozgrywki kończą w następnym roku kalendarzowym. Jeżeli pojawiają się problemy finansowe to właśnie w tym okresie. W czasie gdy kluby rozpoczynają rozgrywki zarówno miasta (które mają duży wpływ na stabilność klubów) jak i sponsorzy ustalają dopiero budżety i choć rozmowy na temat finansów prowadzone są wcześniej, to element niepewnego jutra, zwłaszcza w przypadku zmian politycznych istnieje.

Uzależnienie sportu od polityki jest w tej chwili bardzo duże. Wybory polityczne nie są jednak w tym przypadku najgorsze. Najgorszy jest brak systemu, który byłby kontynuowany nawet przy zmianie opcji politycznej. W polskich ligach dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy spółka skarbu państwa jest jednocześnie sponsorem ligi i dodatkowo ze względu na znajomość pana x z panem y wspiera jeden z klubów ligowych. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy polityk będący ojcem tego sukcesu nie dostaje się do parlamentu. Jeszcze inne kuriozum polega na tym, że sponsorem klubu jest firma stanowiąca bezpośrednią konkurencję sponsora ligi. Rzecz niedopuszczalna przez żadną z poważnych korporacji.

Jeżeli zatem polityka już musi mieć związek ze sportem, to warto określić zasady, które będą sprawiedliwe dla wszystkich. Sprawiedliwą byłaby zasada, że spółki skarbu państwa w większym niż dotychczas stopniu angażują się w rozgrywki sportowe, ale sponsorują ligi, a nie kluby i pieniądze te są dzielone proporcjonalnie pomiędzy wszystkie zespoły uczestniczące w rozgrywkach.

Sport to nie tylko profesjonalne kluby (tak zwany sport kwalifikowany), ale przede wszystkim młodzieżowy utrzymujący się w 80-90 procentach z pieniędzy samorządowych. Niestety wiele samorządów borykających się z problemami przy ustalaniu rocznego budżetu ewentualne oszczędności rozpoczyna od sportu i kultury. Dla sportu młodzieżowego oznacza to zabójstwo. Działalność klubów nie może opierać się na tym, że właściciel dobrze prosperującej firmy posyła swoje dziecko do klubu i przypadkowo zostaje jego sponsorem. Takich przypadków jest niewiele. W kwestii sportu młodzieżowego również potrzebne są regulacje systemowe gwarantujące stabilność w dłuższej perspektywie uzależnioną od liczby uczestników zadania oraz uzyskiwanych wyników sportowych. Jednocześnie zniwelować należy duże dysproporcje w podziale pieniędzy na sporty indywidualne i drużynowe, gdzie wielokrotnie "indywidualiści" otrzymują na osobę kwoty większe niż klub zrzeszający 20 zawodników uczestniczących w rozgrywkach.

Wreszcie ostatnim - trzecim aspektem gwarantującym stabilność w polskim sporcie powinno być przywrócenie przepisów, które dawały prywatnym firmom korzyści z inwestycji w sport. Wcześniej istniały przepisy dające możliwość odpisania od podatku kwot inwestowanych - zwłaszcza w sport młodzieżowy. Dzisiaj poza satysfakcją i efektem marketingowym sponsor nie ma nic. Tyle, że efekt marketingowy można uzyskać nie tylko poprzez sport, ale także inne dziedziny. I na tym cierpi właśnie sport.

Nigdy nie byłem zwolennikiem żadnej partii politycznej. Zawsze chciałem jedynie normalności. Prywatne układy muszą zostać zastąpione przez jasny dla wszystkich system. Konkursy znajomości organizowane przez urzędy miast należy zastąpić faktycznymi konkursami ofert, gdzie pieniądze dzielone są według zasad, a nie stopnia znajomości urzędnika dzielącego kasę z działaczem sportowym. To wyzwanie dla obecnej i każdej kolejnej opcji politycznej w Polsce.



Polecamy:
2018 PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland - KUP BILETY >>>













Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (5):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • yes 0
    Będzie nowy Minister Sportu, wskazany już przez przyszłą Panią Premier.
    Jakie będą (nadchodzą) czasy dla sportu?
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • stary kibic 0
    Inny trochę punkt widzenia i inne możliwości na finansowanie sportu:
    http://sportowefakty.w...ce-zawodni
    stary kibic Skądinąd słuszne dywagacje z punktu widzenia działacza sportowego zawarte w artykule, trącą trochę utopią w istniejącej rzeczywistości. Jak najbardziej środki z budżetu państwa powinny być przeznaczane na edukację (sportową także), profilaktykę zdrowotną (sportową także) i rozwój społeczeństwa (poprzez sport także). Ironią utworzonego systemu jest, że społeczne cele (a więc demokratycznie potrzebne), oprawione w gołosłowne hasła, nie są w stanie przebić się przez krótkowzroczny interes kadencyjności określonych decydentów, z których dla każdego priorytetem jest tu i teraz, a nie co będzie za lat kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt. Dla tego konkretnego celu publiczne środki "defraudowane" są na potrzeby istnienia konkretnej persony z konkretnego układu politycznego. System finansowania sportu istnieje - teoretycznie (podobno jak cała reszta systemu), tylko skutki działania nie spełniają jego ustawowych oczekiwań. Nie da się na w gruncie chorym i patologicznym tworze, jaki zarządza systemem, stworzyć wyjątkowo skutecznie i "sprawiedliwie" działającego systemu finansowania sportu. "Sprawiedliwie" wpisałem w cudzysłów, bo ta nasza dzisiejsza sprawiedliwość bardzo także zależy od pozycji w systemie. Nie jest w tym tylko i wyłącznie wina polityków, ale generalnie osób wpływowych, których pozycja jest uzależniona od działającego systemu politycznego. Działa to na wszystkich szczeblach decydenckich - od sołtysa, wójta czy rady gminy aż po najważniejsze osoby w państwie. Łatwiej o głosy radnemu czy wójtowi, jeśli przeznaczą środki na koło gospodyń czy strażaków, niż na bezimienną ochronę środowiska, czy walkę z alkoholizmem.. Podobnie z resztą funkcjonuje rozdawanie apanaży na potrzeby pozyskania głosów i tworzenia lobbingów w związkach sportowych - co jest publiczną tajemnicą. Nie wierzę, że obecny układ polityczny (oby tak się stało) był w stanie wypracować właśnie dla sportu "sprawiedliwą" i skuteczną metodę współpracy z samorządami, federacjami sportowymi i organizatorami rozgrywek ligowych, tak samo jak nie wierzę w tylko uczciwe działania samych federacji w zakresie finansów. Zbyt mocno zaangażowane finansowo jest stworzone całe otoczenie biznesowe wokół działań związków sportowych, by łatwo było o przejrzystość finansów w federacjach, niezbędną przy uczciwym korzystaniu z finansów publicznych.Jedyną wspólną sprawą, w której podzielony sejm był w stanie zdecydowanie się dogadać niezależnie od opcji, były własne apanaże (podwyżki, odprawy i wszystkie możliwe dodatki). To świadczy o ogromnej degrengoladzie i dwulicowości działaczy partyjnych, którzy w sejmie stanowią niemalże 100%. Kuriozum jest już dla mnie tzw "odprawa" po utracie mandatu - to tak, jakby pracodawca był zobowiązany zapłacić odprawę pracownikowi przy zwolnieniu dyscyplinarnym. Czerwona kartka od wyborców powinna skutkować raczej potrzebą odpracowania pobranych świadczeń, na które wybrany nie zapracował, a nie jeszcze dodatkowymi świadczeniami. W dobie, kiedy permanentnie mówi się o kryzysie finansów ładowanie kasy sobie do kieszeni brzmi jak kpina z wyborców - władza się wyżywi..Szanse na ułożenie publicznego, ustawowego i uczciwego finansowania sportu na dziś oceniam 50/50 - jest nowa miotła i ma szansę wyprostować wiele knotów i nieczytelnych zasad. Nie może to jednak odbyć się bez dostosowania zasad finansowania działań przez same federacje i związki sportowe do publicznej przejrzystości i kompletnej informacji publicznej na temat ich wykorzystania. Jak w sprawozdaniach samorządów czy innych organów publicznych.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • stary kibic 0
    Skądinąd słuszne dywagacje z punktu widzenia działacza sportowego zawarte w artykule, trącą trochę utopią w istniejącej rzeczywistości. Jak najbardziej środki z budżetu państwa powinny być przeznaczane na edukację (sportową także), profilaktykę zdrowotną (sportową także) i rozwój społeczeństwa (poprzez sport także).
    Ironią utworzonego systemu jest, że społeczne cele (a więc demokratycznie potrzebne), oprawione w gołosłowne hasła, nie są w stanie przebić się przez krótkowzroczny interes kadencyjności określonych decydentów, z których dla każdego priorytetem jest tu i teraz, a nie co będzie za lat kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt. Dla tego konkretnego celu publiczne środki "defraudowane" są na potrzeby istnienia konkretnej persony z konkretnego układu politycznego.
    System finansowania sportu istnieje - teoretycznie (podobno jak cała reszta systemu), tylko skutki działania nie spełniają jego ustawowych oczekiwań.
    Nie da się na w gruncie chorym i patologicznym tworze, jaki zarządza systemem, stworzyć wyjątkowo skutecznie i "sprawiedliwie" działającego systemu finansowania sportu. "Sprawiedliwie" wpisałem w cudzysłów, bo ta nasza dzisiejsza sprawiedliwość bardzo także zależy od pozycji w systemie. Nie jest w tym tylko i wyłącznie wina polityków, ale generalnie osób wpływowych, których pozycja jest uzależniona od działającego systemu politycznego.
    Działa to na wszystkich szczeblach decydenckich - od sołtysa, wójta czy rady gminy aż po najważniejsze osoby w państwie. Łatwiej o głosy radnemu czy wójtowi, jeśli przeznaczą środki na koło gospodyń czy strażaków, niż na bezimienną ochronę środowiska, czy walkę z alkoholizmem..
    Podobnie z resztą funkcjonuje rozdawanie apanaży na potrzeby pozyskania głosów i tworzenia lobbingów w związkach sportowych - co jest publiczną tajemnicą.
    Nie wierzę, że obecny układ polityczny (oby tak się stało) był w stanie wypracować właśnie dla sportu "sprawiedliwą" i skuteczną metodę współpracy z samorządami, federacjami sportowymi i organizatorami rozgrywek ligowych, tak samo jak nie wierzę w tylko uczciwe działania samych federacji w zakresie finansów. Zbyt mocno zaangażowane finansowo jest stworzone całe otoczenie biznesowe wokół działań związków sportowych, by łatwo było o przejrzystość finansów w federacjach, niezbędną przy uczciwym korzystaniu z finansów publicznych.

    Jedyną wspólną sprawą, w której podzielony sejm był w stanie zdecydowanie się dogadać niezależnie od opcji, były własne apanaże (podwyżki, odprawy i wszystkie możliwe dodatki). To świadczy o ogromnej degrengoladzie i dwulicowości działaczy partyjnych, którzy w sejmie stanowią niemalże 100%. Kuriozum jest już dla mnie tzw "odprawa" po utracie mandatu - to tak, jakby pracodawca był zobowiązany zapłacić odprawę pracownikowi przy zwolnieniu dyscyplinarnym. Czerwona kartka od wyborców powinna skutkować raczej potrzebą odpracowania pobranych świadczeń, na które wybrany nie zapracował, a nie jeszcze dodatkowymi świadczeniami. W dobie, kiedy permanentnie mówi się o kryzysie finansów ładowanie kasy sobie do kieszeni brzmi jak kpina z wyborców - władza się wyżywi..

    Szanse na ułożenie publicznego, ustawowego i uczciwego finansowania sportu na dziś oceniam 50/50 - jest nowa miotła i ma szansę wyprostować wiele knotów i nieczytelnych zasad. Nie może to jednak odbyć się bez dostosowania zasad finansowania działań przez same federacje i związki sportowe do publicznej przejrzystości i kompletnej informacji publicznej na temat ich wykorzystania.
    Jak w sprawozdaniach samorządów czy innych organów publicznych.

    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)