Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

NBA. Wielka koszykówka wraca do Los Angeles. Lakers dumą Kalifornii

Po kilku latach upokorzeń, Los Angeles Lakers znów są dumą miasta. Drużyna za wszelką cenę chce wrócić na tron NBA. Po raz ostatni była na nim w 2010 roku.
Jakub Artych
Jakub Artych
mecz Los Angeles Lakers - Los Angeles Clippers PAP/EPA / ETIENNE LAURENT / Na zdjęciu: mecz Los Angeles Lakers - Los Angeles Clippers

Los Angeles jest miastem specyficznym. Nie znosi przeciętności. To serce mody, biznesu, nowych technologii czy rozrywki. Oprócz tego Hollywood to stolica światowego przemysłu filmowego. Swoje miejsce w mieście Aniołów ma także sport, na czele z koszykówką i Los Angeles Lakers.

Tej organizacji nikomu szerzej przedstawiać nie trzeba. Jeziorowcy to 16-krotni mistrzowie NBA. W ich składzie grali wielcy Magic Johnson, Shaquille O'Neal, Kobe Bryant czy Kareem Abdul-Jabbar. Od sezonu 2013/14 drużyna popadła jednak w niewytłumaczalną przeciętność. Od tamtego czasu kończyli rozgrywki kolejno na 14., 14., 15., 15., 10. i 10. miejscu w konferencji zachodniej. Awans do play-off był jedynie mrzonką.

Powrót do przeszłości

Los Angeles Lakers mają za sobą wiele chudych lat. Oczekiwania w Kalifornii są zdecydowanie większe niż miejsca w dolnych rejonach tabeli. Ekipa z Miasta Aniołów chce wydostać się z marazmu i odzyskać swój blask. Pierwszym krokiem było w 2018 roku ściągnięcie LeBrona Jamesa, prawdopodobnie najlepszego koszykarza w XXI wieku. Jeden gwiazdor nie zagwarantował jednak sukcesu, dlatego latem tego roku Lakers poszli na całość.

ZOBACZ WIDEO: Tajemnica wielkiej formy Roberta Lewandowskiego. "Mam najlepsze wyniki fizyczne w życiu"

Początkowo wydawało się, że plan Lakers został zrealizowany tylko w 50 procentach. Oprócz Anthony'ego Davisa, priorytetem działaczy z Los Angeles było ściągnięcie MVP Kawhi Leonarda. 28-latek wrócił do Kalifornii, jednak wybrał rywala zza miedzy - Clippersów.

Zobacz także: Marcin Gortat i zazdrość hejterów. "Są tacy, którzy czekają na moje potknięcia

Jeziorowcy nie załamali się niepowodzeniem i zaczęli aktywować plan B. Ostatecznie do zespołu dołączyli latem DeMarcus Cousins, Anthony Davis, Danny Green, Jared Dudley, Avery Bradley czy Dwight Howard.

Maszyna z Los Angeles szybko weszła na swoje właściwe tory. Jest znakomicie naoliwiona i wszystkie tryby funkcjonują jak należy. Są najlepszą drużyną konferencji zachodniej (bilans 8 zwycięstw, 2 porażki), a na ich grę patrzy się z wielką przyjemnością.

Znakomita obrona

Od początku sezonu bardzo dobrze grają liderzy Lakers, jednak ich największą siłą jest defensywa. Obecnie mają najmniej straconych punktów w całej konferencji zachodniej.

Świetnie w tym aspekcie czuje się sam LeBron James. - Zarówno trener Vogel, jak i Anthony Davis rzucili mi wyzwanie lepszej gry w obronie. Sam miałem podobne podejście, więc całe lato ciężko pracowałem nad moją dynamiką i szybkością reakcji w obronie - potwierdza LeBron (za ESPN), który wszystkie problemy ze zdrowiem ma już za sobą.

- Wreszcie gram bez żadnego urazu. Wróciła moja normalna szybkość reakcji i siła. Przez uraz pachwiny, który nawet po moim powrocie na boisko nie był jeszcze w stu procentach wyleczony, nie mogłem się odpowiednio poruszać i reagować w obronie - dodaje.

Na osobny rozdział zasługuje środkowy Dwight Howard, który znakomicie wkomponował się do zespołu. Wydawało się, że jego kariera zmierza ku końcowi, jednak potrafił wykrzesać z siebie dużą energię. W Los Angeles prezentuje wielką formę. - To zupełnie inny zawodnik, nie poznaję go. Dojrzał i to bardzo. Do pracy przykłada się z maksymalnym zaangażowaniem, po ciężkich meczach idzie na siłownię i nadal ćwiczy. Widać, że ten sezon jest dla niego niezwykle istotny - komentował jeden z członków sztabu szkoleniowego Lakers.

Howard stał się ulubieńcem kibiców, którzy w Los Angeles są niezwykle wymagający. To nie są fani, którzy w każdym meczu zdzierają gardła dla swojej drużyny. W hali Staples Center czują się bardziej jak w teatrze. Chcą podziwiać sztuki na najwyższym poziomie, a idealnym zakończeniem każdej z nich jest zwycięstwo.

Zmiana warty w Kalifornii

Lakers korzystają poniekąd na rozpadzie Golden State Warriors, którzy w ostatnich latach wiedli prym w rozgrywkach.

Wszyscy zdawali sobie jednak sprawę, że nadmuchany balon Warriors musi pęknąć z wielkim hukiem. Zmiany były koniecznością, gdyż zawodnicy domagali się większych pieniędzy. Latem odeszli między innymi DeMarcus Cousins, Andre Iguodala, czy Kevin Durant. Gdy dodamy do tego poważne kontuzje Klaya Thompsona i Stephena Curry'ego, z wielkiej drużyny pozostały zgliszcza.

Pech jednej drużyny, jest szansą dla drugiej. Lakers mieli nieco ułatwione zadanie, aby wdrapać się na szczyt konferencji. Ich bilans będzie jeszcze lepszy, gdyż w środę zmierzą się właśnie z Golden State Warriors. Trudno przypuszczać, że rozpędzona drużyna z Los Angeles zatrzyma się w pojedynku z najsłabszym zespołem w NBA.

- Zanim się zorientujemy, Los Angeles Lakers ponownie zostaną mistrzami NBA - podkreślił Kobe Bryant, który wbija także szpilkę fanom "Wojowników". - Będziemy wtedy śmiać się ze wszystkich sympatyków Golden State Warriors, którzy pojawili się znikąd - dodał.

Zobacz także: Igor Milicić apeluje do kibiców Anwilu Włocławek

Czy Los Angeles Lakers zostaną mistrzami NBA?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (2):

Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×