WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Władysław Kozakiewicz: Nie muszę się o nic martwić. Mam wszystko

Władysław Kozakiewicz wybrał życie w Niemczech, bo w przeszłości Polacy nie byli mu przychylni. - Chciałem dociągnąć do takiego momentu, gdzie będę całkowicie szczęśliwy - powiedział złoty medalista olimpijski.
Dominika Pawlik
Dominika Pawlik
Agencja Gazeta / Adam Stępień / Na zdjęciu: Władysław Kozakiewicz

W 1980 roku podczas igrzysk w Moskwie został mistrzem olimpijskim w skoku o tyczce. Słynny gest w kierunku prowokujących go kibiców jest tematem, który wraca praktycznie przy każdej rozmowie. 

Władysław Kozakiewicz miał jednak trudne życie po tamtym wydarzeniu w stolicy Rosji. Był szykanowany, a Polacy nie byli mu przychylni. Kiedy pojechał na zawody do Hanoweru, zgłosił się do niego trener Edward Kowalczuk i pomógł załatwić starty w zawodach z tamtejszego klubu. - Ominąłem kary i dyskwalifikacje i po roku - przy pomocy niemieckiej rodziny mojej żony - dostaliśmy niemieckie obywatelstwo. Powiem z przekąsem, że jak pani w urzędzie wręczała mi paszport, mówiła: "U Pana widzę czysta nordycka rasa". A ja jej na to: "Tak, spod Wilna" - wspominał w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem z Polsatu Sport. 

Od tamtej pory było mu znacznie łatwiej, jego sukcesy zostały uznane. Pozostał w Niemczech, najpierw jako zawodnik, trener i aktualnie jako nauczyciel. - Moje życie było skomplikowane na początku, nie było łatwo w domu, nawet też w szkole, bo zawsze byłem "ruskiem", który przyjechał spod Wilna. Trzeba było się ścierać z różnymi przeciwnościami. Później to się oczywiście zmieniło, im więcej było sportu w moim życiu, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pokazywałem swoją wartość poprzez sport - tłumaczył. 

Nie liczyły się jego tytuły i sukcesy, ale to, co potrafił przekazać młodzieży. W szkole za sukces uznał to, że dzieci same do niego podchodziły, pytając, kiedy będzie je uczył. 

ZOBACZ WIDEO: Paweł Fajdek znalazł się na ustach całego świata. "Ta historia nie zniknie już nigdy" [1/2]

Do miejsca pracy dojeżdża 50 kilometrów, bo razem z rodziną osiedlił się pod Hanowerem. - Żyje nam się spokojniej, czas inaczej leci, wszystko jest ułożone i nie ma chaosu, że coś jest niezrobione. Tu wreszcie mam całkowity spokój, pełen luz i muszę powiedzieć, że na to czekałem bardzo długo. Chciałem dociągnąć do takiego momentu, gdzie będę całkowicie szczęśliwy i jest to właśnie teraz, mając w życiu wszystko, czego chciałem. Nie muszę się o nic martwić, jesteśmy z żoną razem od 42 lat, dzieci rosną, mam dwie wnuczki, wszyscy mają dobre prace i możliwości. Mam wszystko - podsumował Kozakiewicz. 

Jedynym powodem do narzekań są... sąsiedzi. - W ostatnim miejscu zamieszkania mieliśmy słabego sąsiada, niemiecka rodzina. To jest przypadkowe, ale robili wszystko, co mogli, aby mnie zgnębić. Na policji musiałem się tłumaczyć, że po ogródku chodzę nago, co było nieprawdą. Miałem też sąsiada, któremu liście z mojego drzewa spadały na działkę, ale z drugiej strony był już fajny sąsiad. To nie jest tak, że wszędzie było przyjemnie, bo byłem mistrzem olimpijskim. Dla nich było wszystko jedno, kim byłem - tłumaczył. Teraz jednak nie może na nic narzekać.
Trenujesz bieganie? Sprawdź z jakich aplikacji do uprawiania sportu warto skorzystać, znajdziesz je TUTAJ.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
Polsat Sport

Komentarze (11):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Adam Krol 0
    Abiturient ! Kozakiewicz za zasługi dostał od miasta mieszkanie... A co się stało z tym jego miszkaniem, gdy wyjechał do Niemiec ?? A ty Abiturient za co dostałeś mieszkanie? Odpowiesz nam ?
    abiturient Wolał się sprzedać i jako sportowiec występować pod niemiecką flagą., choć wcześniej od władz Gdańska za zasługi otrzymał mieszkanie.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Adam Krol 0
    Panie Popławski Alexander- ale głupoty pan wypisujesz. Głupoty aż głowa boli. Kozakiewicz oszukał na 120 tys. DM. Jak oszukał? Chyba oszusta. Pracowałem w Niemczech w tamtych czasach, prowadziłem własną firme budowlana i stwierdzam kategorycznie, że oszukać w ten sposób opisany przez pana poprostu się NIE DAŁO. Nie dało sie tak oszukać w Niemczech, to i Kozakiewicz oszukać tak nie mógł. A jak , żeś pan sam robił przekręty, łamał niemieckie prawo by nie płacić Steuer to nie mów pan o oszustwie. Jeżeli coś tam mogło być, to nie dotrzymanie słownej obietnicy w szemranych interesach. Nie znam sprawy, to nie będe bronił Kozakiewicza, może faktycznie nie wywiązał się z jakichs obietnic, boś mu pan fałszywie i kolorowo przedstawił aspekty budowy domu, pan żeś się podawał za fachowca, architekta i kierownika budowy, znającego ten temat. Kazakiewicz mógł polegać, ulec pana opini i obietnicą, które były nie prawdziwe i nie realne i z których Kozakiewicz poprostu nie mógł się wywiązać. W każdym razie zgodnie z prawem niemieckim, a Niemcy były wtedy państwem prawa, Kozakiewicz poprostu NIE mógł tak pana oszukać. A jeśli nawet oszust oszukał oszusta, to jesteś pan żałosny publicznie to mówiąc. Opisz pan to jeszcze po niemiecku na niemieckim portalu, może sprawa się nie przedawniła i Niemcy wezma pana za dupe za przekręty i unikanie podatków.
    Alexander Poplawski Dipl. Ing. Arch. Aleksander PoplawskiTen rzekomy sportowiec " bohater z Moskwy "z wulgarnym gestem porownywalnym dzisiaj do gestu srodkowego palca- bo inaczej tego jego "wala " nie mozna interpretowac ,chwalacy sie "ze ma wszystko co w zyciu chcial osiagnac i nie musi sie dzisiaj o nic martwic " okazal sie w przeszlosci i to w latach 1984-1987 zwyklym oszustem, budujac na terenie Niemiec w poblizu Hanoweru dom swoich marzen na moj koszt. Jako projektant jego domu i zarazem wykonawca robot budowlanych z uwagi na brak umiejetnosci jego i przez niego zatrudnianych ludzi ( polakow ) pomagalem mu jako rekomendowanemu sportowcowi i przedstawionego mi ( przez drugiego oszusta-jego znajomego ) jako nie tylko sportowca ale i nad wyraz uczciwego. W rzeczywistosci okazalo sie inaczej. Pan Wladyslaw zaczal budowac dom nieposiadajac srodkow finansowych z wyjatkem zakupu gruntu, tlumaczac sie, ze oczekuje na przyplyw sporych srodkow finansowych z udzialow w imprezach sportowych i od sponsorow reklamowych itp. i proszac mnie o zakupy niezbednych materialow budowlanych- prawie wszystkich i obiecujac zaplate zaraz po otrzymaniu ,niebagatelnych w.g jego okreslen-sum za uczestnictwa sportowe.Tlumaczyl sie rowniez, ze padl ofiara oszustwa przez znajomego niemca-powierzajac mu pieniadze za sprzedany dom w Gdyni celem przewozu gotowki przez granice i nie uzyskania po przyjezdzie do Niemiec. Prawdopodobnie zamiarem jego byla metoda "zostalem oszukany-musze to odbic na innym" Po ukonczeniu jego budowy pozostaly koszty do zaplacenia za materialy budowlane i robocizne pracownikow niemieckich w wysokosci ponad 125.000 DM , ktore to pan Wladyslaw niechcial placic tlumaczac sie rzekomymi usterkami budowlanymi.Sprawa zaplaty musiala byc rozwiazana za posrednictwem niemieckich sadow-gdzie na mocy wyroku pan Wladyslaw i jego zona zmuszeni zostali do zaplaty.Po wyroku sadowym panstwo Kozakiewczowie dom sprzedali i nowy nabywca zaplate zrefundowal w niepelnej wysokosci i z duza strata. Niezrozumiany jest dlamnie fakt, ze pan Wladyslaw do dnia dzisiejszego dalej zamieszkuje w tym samym domu i na swojej wlasnosci. Czyzby nowy przekret? Oto jak polski sportowiec wyniesiony na piedestal mistrza olimpijskiego a teraz niemiecki obywatel z duma twierdzi-"mam w zyciu wszystko czego chcialem i nie musze sie o nic martwic "
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Fives75 0
    Właśnie od takich popie#dole#ców jak poniżej Kozakiewicz uciekł. 100 lat i wała wszystkim szu#owino# poniżej.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (8)
Pokaż więcej komentarzy (11)
Pokaż więcej komentarzy (11)
Pokaż więcej komentarzy (11)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×