KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Gigant ostrzega Mariusza Pudzianowskiego przed walką na KSW 59

- Jeśli Pudzianowski nie zmieni swojego podejścia do walki, wszystko skończy się szybko - zapowiada Serigne Ousmane Dia przed sobotnim starciem z Polakiem na gali KSW 59. "Bombardier" to żywa legenda senegalskich zapasów.

Artur Mazur
Artur Mazur
Serigne Ousmane Dia będzie rywalem Mariusza Pudzianowskiego na KSW 59 YouTube / Serigne Ousmane Dia będzie rywalem Mariusza Pudzianowskiego na KSW 59
198 centymetrów wzrostu, 145 kilogramów i status żywej legendy w swoim kraju. Najbliższy rywal "Pudziana"  to dwukrotny Król Aren tradycyjnych senegalskich zapasów. W MMA stoczył dwie walki i obie wygrał. W rozmowie z WP SportoweFakty "Bombardier" opowiedział o swoim dzieciństwie, życiu w Senegalu i sobotnim starciu gigantów na gali KSW 59. Przypominamy, że gala będzie pokazywana w systemie pay-per-view.

Artur Mazur, WP SportoweFakty: Czy mógłbyś na chwilę zamknąć oczy?

Serigne Ousmane Dia: Oczywiście.

Jak wyobrażasz sobie Senegal?

Widzę blask zachodzącego słońca, słyszę szum Atlantyku. Łodzie rybackie przybijają właśnie do brzegu po całym dniu połowów. Na plaży cały czas coś się dzieje: młodzież biega, trenuje zapasy, gra w piłkę. Czuję się, jakbym był w raju i cieszę się, że mnie tam zabrałeś.

ZOBACZ WIDEO: Kto będzie kolejnym rywalem Mameda Chalidowa? Wielkie nazwiska w głowach włodarzy KSW

Ale ten raj nie jest idealny. Co jest jego największym przekleństwem?

Polityka - to z niej biorą się wszystkie nasze problemy. Infrastruktura w zasadzie nie istnieje. Na ulicach jest duży ruch i mnóstwo wypadków samochodowych. Drogi są fatalne, a auta jeszcze gorsze. Na ulicach nie brakuje głodnych dzieci. Ich rodzice uciekają od odpowiedzialności. Oddają je do szkół i liczą, że ktoś je za nich wychowa na dobrych ludzi. Ale nie to nie zawsze tak się kończy.

Jak wyglądało twoje dzieciństwo?

Byłem trudnym dzieckiem. Ciągle walczyłem na ulicach. Bójki to była moja codzienność. Ale obok nich była ciężka praca. Pochodzę z biednej rodziny rybackiej. Od małego pomagałem w pracy na morzu. Tak naprawdę rybak codziennie liczy na szczęście. Kiedy rusza w morze, nie wie, co przyniesie dzień. Jednego dnia wraca z wielką ilością ryb, innego - z niczym.

Czy to prawda, że w Senegalu młody chłopak ma wybór: zostać muzykiem, gangsterem albo zapaśnikiem?

Według mnie w Senegalu nie ma wielu przestępców, ale jest mnóstwo zapaśników. Zapasy to szansa na lepszą przyszłość.

Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś trenować laamb?

Około 14 lat.

Jak to się stało?

Po powrocie z połowów zawsze siadałem na plaży, żeby obserwować treningi senegalskich zapaśników. Ci ludzie są w naszym kraju idolami młodzieży. Już wtedy miałem wyśmienite warunki fizyczne. Zajęcia prowadził bardzo ceniony trener i mistrz zapasów. To on któregoś dnia wyłowił mnie z tłumu. Powiedział: "chodź, spróbuj". Tak to się zaczęło. Mama bardzo się o mnie martwiła, bo przemoc ją przerażała. Kiedy zobaczyła, że zapasy stały się moją pasją, zaakceptowała to.

Czy to prawda, że zapaśnicy w Senegalu zarabiają kosmiczne - jak na tamtejsze warunki - pieniądze?

Za pierwsze walki dostawałem 100 euro. To duże pieniądze jak na warunki w Senegalu, ale wciąż małe jak na możliwości w tym sporcie. Gwiazdy zarabiają krocie: po 150 a nawet 200 tysięcy euro. Kosmos! Ale nie należą tylko do zapaśnika, a to wynika z naszej kultury. Zawodnik dzieli się swoją wypłatą z całym otoczeniem: trenerem, czarnoksiężnikami, rodziną, sąsiadami, a zdarza się, że po kasę przychodzą też kibice. Zapaśnik po walce to taki mały bankomat, do którego ustawia się kolejka.

Czy laamb to sport numer 1 w twoim kraju?

Zdecydowanie tak. Zawodnicy są w stanie wypełnić największe stadiony. Na moje walki przychodziło nawet 25 tysięcy ludzi. Każdy zapaśnik ma swoich kibiców - zupełnie jak klub piłkarski. Dochodzi do tego, że na arenach o bezpieczeństwo musi dbać wojsko i policja. Na trybunach bywa gorąco.

Ile zawodowych walk stoczyłeś w senegalskich zapasach?

38. Przegrałem tylko 7 z nich.

Wspomniałeś o czarnoksiężniku. Na czym polega jego rola w sztabie?

On dba o sferę mentalną, która ma ogromne znaczenie. Wierzymy, że mistyka jest bardzo ważną częścią naszego sportu. Ale chce was uspokoić, urok na Pudzianowskiego nie został rzucony. Nie wykluczam jednak, że w tym momencie mój czarnoksiężnik skupia wszystkie swoje moce, żeby dodać mi siły.

Jak wyglądały przygotowania do walki?

Musiałem wyjechać do Francji. Tam mam idealne warunki do trenowania MMA. Tym razem nie mogłem postawić na tradycyjne przygotowania - czyli trening na plaży.

W mieszanych sportach walki stoczyłeś tylko dwie walki. MMA zaczyna się tam, gdzie kończą się senegalskie zapasy. Brak doświadczenia może się okazać bolesny.

W senegalskich zapasach walka kończy się, kiedy rywal dotknie podłoża trzema kończynami. W takiej sytuacji w MMA pojedynek dopiero się rozpoczyna. Mam świadomość, że to dwa różne światy. Ja jestem dopiero na początku drogi i w żaden sposób nie mogę się porównywać do Pudzianowskiego.

Widziałeś jego walki?

Obejrzałem wiele z nich. Śledzę jego karierę już od dłuższego czasu. Mariusz lubi atakować, lubi iść do przodu.

Lubi łapać i rzucać.

Nie dopuszczam do siebie myśli, że może mnie przewrócić. Mam świadomość, że w Polsce ma status gwiazdy i legendy sportu, ale uważam, że to ja jestem faworytem tej walki. Czuję, że jestem bardziej kompletnym zawodnikiem sportów walki. Zapasy trenuję od lat, ale nie zapominajmy, że w naszym sporcie dozwolone są również uderzenia. Mam swój styl i jeśli Pudzianowski nie zmieni swojego podejścia do walki, to wszystko skończy się bardzo szybko. Miałem już okazję zamienić kilka słów z Mariuszem, który jest bardzo sympatycznym gościem. Powiedziałem mu, że z nim wygram, a później zaproszę go do Senegalu.

Jak długo trwały twoja najkrótsza i najdłuższa walka?

Kiedy po raz pierwszy sięgałem po tytuł Króla Aren, pokonałem Mouhameda "Tysona" Ndao w zaledwie 11 sekund. Ale wiem, czym pachnie długa walka. Mój najdłuższy pojedynek trwał 35 minut. Wiem, do czego zmierzasz. Pewnie chcesz zapytać, czy wytrzymam trudy walki przez 15 minut. Nie będzie żadnego problemu. W 35-minutowej walce też go nie było. 15 minut? To jest nic.

Jakoś nie wierzę, że o zwycięstwie zdecydują sędziowie punktowi.

Ta walka nie potrwa długo i zakończy się moim zwycięstwem przez nokaut. Nie wiem tylko, czy po ciosach w stójce, czy parterze.

Masz 44 lata. Po co ci to MMA?

Walka to pasja i przyjemność. Na swoim podwórku osiągnąłem już wszystko. Zdobyłem dwa tytuły mistrzowskie i dziś z moim zdaniem liczy się prezydent kraju. Jestem wzorem dla młodych ludzi. Wpajam im, że dzięki ciężkiej pracy stać się kimś. Teraz liczę na karierę poza granicami kraju. Jestem pierwszym zapaśnikiem z Senegalu, który rozpoczął karierę w MMA. Reprezentuję nasz kraj, to wielka odpowiedzialność. Dociera już do mnie wiele pytań od rodaków, którzy chcą obejrzeć mój pojedynek z Pudzianowskim. Cały czas rozsyłamy linki do transmisji internetowej. Wierzę, że moją walką będzie żył cały kraj.

Jak długo chcesz to robić?

Dopóki mój organizm mi na to pozwoli. Mam nadzieję, że moja kariera w MMA potrwa około 5 lat. Kontrakt z KSW został podpisany na trzy pojedynki, więc jeszcze mnie tutaj zobaczycie.

Czy oprócz Pudzianowskiego jest ktoś, z kim chciałbyś się zmierzyć?

Tak, to Bob Sapp. Mamy sobie parę rzeczy do wyjaśnienia. Sapp mnie prowokuje, kiedyś podarł nawet moje zdjęcie. Chętnie spotkam się w nim klatce.

Co byś robił, gdybyś nie walczył?

Nie wyobrażam sobie życia bez walki. Gdybym nie był zapaśnikiem, wstąpiłbym do wojska. To też było jedno z moich marzeń.

Wielka gala FEN 37 we Wrocławiu. Oglądaj walki w usłudze WP Pilot

Czy "Bombardier" pokona w klatce Mariusza Pudzianowskiego?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Walki na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (4)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×