KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Rajdy nie dla kierowców wyścigowych - rozmowa z Maciejem Marcinkiewiczem, kierowcą wyścigowym

Nie łatwo w Polsce być kierowcą wyścigowym. Niewielkie zainteresowanie mediów, ciągła walka o sponsorów, jednak kiedy wsiada się do potężnego Porsche, czy Ferrari to wszystko staje się nieważne. Liczy się tylko cel: zwycięstwo. W rozmowie z portalem SportoweFakty.pl Maciej Marcinkiewicz zdradza swoje poglądy co do rajdów, poziomu polskich wyścigów oraz zaangażowania mediów w sporty motorowe.
Paweł Świder
Paweł Świder

Paweł Świder: Ubiegły sezon nie należał do najbardziej udanych dla ciebie i zespołu w Długodystansowych Mistrzostwach Polski. Wraz z Maciejem Stańco i Enrico Buscemą punktowaliście tylko w dwóch wyścigach. Mocne było rozczarowanie na koniec sezonu?

Maciej Marcinkiewicz: O miejscach powyżej podium człowiek stara się szybko zapomnieć, szczególnie jeśli chodzi o klasyfikację sezonu. Ten rok miał być kontynuacją planów z sezonu 2008, kiedy to przesiedliśmy się do Ferrari. Nie był to najmocniejszy samochód, ale miał spory potencjał. Pomimo tego, że mieliśmy najsłabsze auto zdobyliśmy tytuł Wicemistrzów Polski w klasyfikacji generalnej. To było dla nas sukcesem, zważywszy na konkurencyjnośc samochodu - często musieliśmy wbijać zęby w kierownicę, bo auto miało mało mocy. W minionym roku dostaliśmy całkowicie nowe Ferrari i430 Scuderia GT3. Miała to być maszyna do wygrania tego cyklu i teoretycznie wydawało się to możliwe byleby się samochód nie psuł. Od początku jednak musieliśmy się zmagać z chorobami wieku dziecięcego. Niestety samochód stale się psuł i psuje się do dzisiaj.

Czyli najlepszym momentem minionego sezonu było jego zakończenie?

- Tak. Po tamtych wynikach zastanawialiśmy się czy kontynuować jazdę. W tej chwili ten samochód jeździ w Mistrzostwach Czech i dalej są z nim problemy. Ta wyścigówka wciąż nie jest dopracowana.

Jesteś odpowiedzialny za dział motorsportu Radical Motorsport Polska. Na czym dokładnie polegają twoje zadania? Czy to tylko instruktaż jazdy czy także inne sprawy?

- Ja jestem odpowiedzialny za część sportową. Dział motorsportu zajmuje się kierowcami wyścigowymi, którzy będą brali udział w wyścigach tej marki - przede wszystkim monomarkowej serii, która rusza w przyszłym roku. Będzie to najszybszy i najbardziej zaawansowany puchar w całej historii polskiego motorsportu.

Jaka jest w tym twoja rola?

- Nie jestem instruktorem, od tego mamy wykwalifikowanych ludzi w Radical Racing Academy. Dzięki temu wyścigi teraz są dostępne jak nigdy dotąd. Mamy szkołę wyścigową, do której może zgłosić się każdy. Ja zajmuję się rozwijaniem umiejętności naszych klientów - w miarę upływu czasu, kolejnych jazd ja będę się angażował w kontynuację szkoleń takiego zawodnika.

Jako jeden z nielicznych miałeś okazję testować wyścigówkę Radicala. Jakie odczucia po pierwszych kilometrach na torze w Poznaniu?

- Samochód jest bardzo szybki. Czasy jakie osiągnąłem są na poziomie Ferrari czy Porsche, a więc jest to samochód konkurencyjny dla nich pomimo tego, że testowaliśmy najsłabszą wersję o mocy 225 km. Jeździ bardzo szybko na zakrętach, posiada nisko położony środek ciężkości, dodatkowo profesjonalna aerodynamika. Porównanując Radicala z wymienionymi samochodami mogę powiedzieć, że w niektóre zakręty wchodzi szybciej o ok. 30 km/h.

Już wiemy, że to szybkie auto, a cykl ma być najbardziej zaawansowany i przebojowy. Z drugiej jednak strony pewnie też najdroższy…

- I tutaj się nie zgodzę. To jest coś zupełnie nowego i zaskakująco relatywnie tanim. Oczywiście finansowo nie będzie to puchar taki jak Kia, ale tych samochodów nie możemy do siebie porównywać. Trzeba pamiętać, że tu mamy do czynienia ze sports carami. Radical SR3RS, który będzie brał udział w wyścigach w Polsce to najpopularniejszy model tej marki. Zawodnik, który będzie startował w polskim pucharze będzie mógł startować nim w cyklach tej marki na całym świecie. W użytkowaniu auto jest tanie. To ok. 20% tego, co trzeba wydać na Porsche, czy Ferrari.

W swojej karierze jeździłeś wieloma wyścigówkami. Od VW Golfa, przez Porsche, Ferrari czy bolidy F300. Którą z nich darzysz największym uczuciem?

- Ciężko powiedzieć. Wśród samochodów turystycznych, porównując Porsche i Ferrari to jednak obstawiam za włoską marką. Wadą egzemplarzy, którymi jeździłem była ich wysoka awaryjność, jednak dla kierowcy wyścigowego z doświadczeniem to właśnie Ferrari jest lepszym pojazdem. O wiele lepiej zachowuje się na torze, Porsche pozostaje daleko w tyle.

Bywałeś także na odcinkach specjalnych m.in. na Barbórki Warszawskiej, czy Rajdu Tyskiego. Jak wspominasz występy w rajdach?

- Rajd Barbórka to raczej nie specjalnie. Kierowca wyścigowy nigdy nie poradzi sobie na rajdzie. Pamiętam, że jechałem dwa razy i ani razu nie osiągnąłem dobrego rezultatu. Dochodziło do wielu śmiesznych sytuacji - przenoszenie techniki jazdy wyścigowej na taki rajd w ogóle się nie sprawdza. Często opóźniałem hamowanie mimo uwag pilota i zdarzyło się wymalinować w krzaki na Żeraniu. Wspomnienia fajne, jednak to nie dla mnie, wiele przygotowań, pompowania atmosfery dla kilku kilometrów jazdy. Rajd Tyski to zupełnie inna bajka. Trasa była dla mnie lepsza. Przyznaje się, nie słuchałem pilota, ale prowadziliśmy w grupie N do czasu awarii silnika w naszym Renault Clio. Wybierałem się tam jeszcze raz, ale obowiązki wyścigowe nie pozwoliły na to.

Ostatni występ w rajdzie przypadł na rok 2006. Czy podobnie do Roberta Kubicy masz w planach częstsze starty w rajdach?

- Kiedyś na pewno. Kwestia tylko odpowiednich możliwości, samochodu i odpowiedniego rajdu. Niestety wyścigi pożerają mi tyle czasu, że ciężko myśleć o jakichś dodatkach. Wolę posiedzieć w domu. Swego czasu miałem dużą zajawkę na rajdy Cross Country, może nie Rajd Dakar, ale coś mniejszego. Oni tam naprawdę bardzo szybko jeżdżą. Myślę, że jeszcze przyjdzie na to czas.

Czy twoim zdaniem Robert Kubica ma szanse za rok, dwa stać się głównym faworytem do zdobycia tytułu w Formule 1? Jak to oceniasz jako kierowca wyścigowy?

- Myślę, że tak. W przypadku Roberta jedyna rzecz, która go ogranicza to zespół. To czas, aby Robert trafił w końcu do odpowiedniego zespołu w odpowiednim czasie. Wiadomo, że co sezon układ sił się zmienia. Wydaje mi się, że jest najbardziej dojrzałym zawodnikiem wśród tych kierowców. Jednak póki co często nie sprzyja mu szczęście, sprzęt też nie zawsze sprawuje się tak jak należy. Możemy być pewni tego, że Polak jest jednym z najszybszych kierowców na świecie. Kwestia jest tylko samochodu i zespołu.

Po sukcesie Kubicy kierowcy w Polsce coraz głośniej mówią o swoich marzeniach o F1. Do tego cyklu ciągnie m.in. Kubę Giermaziaka czy Natalię Kowalską. Jak podobają ci się te kandydatury?

- Ciężko mi ocenić. Na pewno lepiej byłoby gdyby większa ilość Polaków jeździła w F1, dzięki temu zwiększyłaby się popularność motorsportu w kraju. Natomiast musimy być realistami, nie jest prosto dostać się do Formuły 1. Robert przeszedł naprawdę ciężką drogę, jego najbliżsi ponieśli ogromne inwestycje powiązane z nim. Potrzeba było też wiele wyrzeczeń - on przez wiele lat nie mieszkał w kraju, nie miał kontaktu z rówieśnikami poza torem. I to się udało, ale nie udaje się każdemu. To jest dwudziestu kilku kierowców, więc nie liczyłbym na to, że w najbliższych latach będziemy mieli kilku kierowców z Polski.

Trzymając się tematu Natalii Kowalskiej. Czy kobieta w Formule 1 może się sprawdzić? Niewiele osób jest pozytywnie nastawionych do tej propozycji…

- Mnie się wydaje, że byłaby to ciekawostka marketingowa, duże byłoby zainteresowanie kobietą startującą w Formule 1. Popatrzmy na przykłady amerykańskich kobiet, które startując w seriach za oceanem mając ogromne poparcie z tamtej strony planowały przejść do F1. Do dnia dzisiejszego się to nie udało. Polska kobieta ma jeszcze mniejsze szanse, chociaż na pewno byłoby to ciekawostką.

Oprócz startów za kierownicą prowadzisz program z telewizji regionalnej pod tytułem "ABS". Jak to traktujesz?

- Zwiększa się popularność kierowcy, kiedy udziela się w mediach. To ma odpowiednie przełożenie na zainteresowanie kibiców, sponsorów itp., więc każdy zawodnik, który coś takiego robi na pewno jest w korzystnej sytuacji. Chociaż w moim przypadku nie ma takiego bezpośredniego przełożenia na sponsorów, ponieważ ja zaczynam się opierać na zespołach wyścigowych, które współpracować z kierowcami z doświadczeniem.

Czy dużo trudniej znaleźć sponsorów jeśli nie ma odpowiedniej promocji cyklu? Długodystansowe Mistrzostwa Polski nie mają nawet swojej strony internetowej…

- To jest bardzo duży ból wyścigów samochodowych. Puchary markowe posiadają swoje strony i nic więcej. W porównaniu do rajdów, które są łatwiej dostępne, są na wyciągnięcie ręki przy trasie. Wyścigi są o wiele bardziej zamknięte. Na świecie jest odwrotnie - tam wyścigi są o wiele bardziej popularne niż rajdy, dlatego że wyścigi są bardziej elitarne dla kibica. On nie musi iść kilka kilometrów na odcinek specjalny po błocie, przez lat. Na torze może sobie usiąść na trybunie, zasiąść w loży VIP i w luksusowych warunkach obejrzeć wyścig. W dodatku rywalizacja jest bardziej klarowna - tam zawsze wiadomo kto wygrywa. W rajdach tak nie ma. W Polsce wyścigi nie stoją na wysokim poziomie. Między innymi dlatego Mistrzostwa Polski rozgrywane są także poza granicami kraju.

Jak w Czechach, czy na Słowacji wygląda zaplecze marketingowe wyścigów?

- Tam wyścigi są bardzo popularne. W ubiegłym roku brałem udział w wyścigu na Litwie, gdzie nie ma torów, rywalizacja toczyła się na ulicach. Przy trasie było ok. 70 tys. kibiców, co w Polsce jest nierealne. Dodatkowo, wyścig był transmitowany przez kanał państwowej telewizji litewskiej. Tam było to ogromne wydarzenie.

Czy masz już zatem zamknięte plany na ten sezon. Czy oprócz Radicala będziesz startował Ferrari 430 Scuderia GT3?

- Co do Ferrari to do końca jeszcze nie wiadomo. W tej chwili najwięcej czasu poświęcam na projekt Radicala. W tym sezonie planujemy wystartować w kilku europejskich wyścigach modelem SR8, który jest mocniejszy. Tak naprawdę cały czas trwają prace przygotowawcze, aby wystartować w wyścigu 1000 kilometrów Palanga. Tam jest 10 godzin jazdy, bardzo niebezpieczny wyścig, ale bardzo dobrze zorganizowany marketingowo.

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (5)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×