Marcin Kikut na początku lutego systematycznie zaczął wchodzić w treningi. Na głowę musi zakładać jednak specjalny kask, który ma go chronić przed narażaniem głowy na kolejny uraz. - Bardziej przypomina to ochraniacz dla rugbystów, ale będę zmuszony w tym grać, aby wyeliminować ryzyko odniesienia urazu głowy, bo przekonałem się, że to bardzo poważna sprawa - mówił kilka tygodni temu obrońca Kolejorza.
Obecnie "Kiki" pali się do gry, ale na jego powrót musi zgodzić się Komisja Lekarska PZPN, która w najbliższych dniach zweryfikuje kask Kikuta i zdecyduje czy lechita będzie mógł w nim występować. - Musieliśmy wysłać kask do ekspertyzy i od kilku dni jest już w Warszawie. Trudno mi powiedzieć kiedy będzie zgoda. Mamy nadzieję, że jak najprędzej, bo Marcin chciałby już zacząć grać - opowiada Jacek Zieliński. Kikut będzie pierwszym zawodnikiem z pola, który grać będzie w kasku. Do tej pory głośno było jedynie o Petru Cechu, bramkarzu Chelsea Londyn. - Wbrew pozorom to nie jest taka prosta sprawa, bo bramkarz w kasku krzywdy nie powinien nikomu zrobić, ale zderzenie innego zawodnika z kaskiem może być niebezpieczne, dlatego się nie dziwię, że muszą go zweryfikować, bo jest to ewenement. Jeszcze nikt nie grał w kasku, jeśli chodzi o zawodników z pola - dodaje trener Kolejorza.
Kikut jest już gotowy do gry i jeśli tylko otrzyma zgodę to zacznie występować w Młodej Ekstraklasie. Dopiero po pewnym czasie będzie miał szansę na grę w pierwszej drużynie. - On nie grał w piłkę prawie pół roku, więc jakaś hierarchia musi być - zakończył Zieliński.