Dla Canarinhos będzie to już 27 pojedynek w ramach Confederations Cup. Swój udział w turnieju Brazylia rozpoczęła od bardzo szczęśliwego zwycięstwa z Egiptem, kiedy to pokonała swojego przeciwnika 4:3. Dwie bramki dla podopiecznych Carlosa Dungi strzelił wówczas Ricardo Kaka, a po jednej dołożyli Juan i Luis Fabiano. Do 89. minuty utrzymywał się remis 3:3. Stany Zjednoczone natomiast chociaż do przerwy prowadziły 1:0 z Włochami po golu Landona Donovana, to ostatecznie musiały się pogodzić z goryczą porażki 1:3. Warto jednak zaznaczyć, że przez ponad połowę starcia grały w dziesiątkę.
W drugim meczu grupy B doszło do bezpośredniej rywalizacji pomiędzy Canarinhos, a USA. Brazylijczycy prowadzili już od 7. minuty po bramce Felipe Melo. W 20. na 2:0 podwyższył Robinho, a wynik spotkania na 3:0 ustalił Maicon. Także i tym razem triumfator Złotego Pucharu CONCACAF grał w dziesiątkę po tym, jak czerwoną kartkę zobaczył Sacha Kljestan.
Przed ostatnią kolejką zanosiło się na to, że Stany Zjednoczone pożegnają się z Pucharem Konfederacji, bo aby udało im się awansować do półfinału, to przy porażce 0:1 Włochów z Brazylią musiały wygrać 5:0, przy 0:2, potrzebowaliby czterech bramek, nie tracąc żadnej, a jeśli Italia uległaby Kanarkom 0:3, wówczas USA właśnie w takim stosunku bramkowym musiałoby ograć Egipt. Sprawdził się ostatni scenariusz, który był dla Landona Donovana i spółki niezwykle szczęśliwy, a przede wszystkim dla wspomnianego kapitana, który wówczas rozgrywał swój setny mecz dla reprezentacji.
Piłkarze z Ameryki Północnej pokonali Egipt 3:0 po bramkach Charlie Daviesa, Michaela Bradleya i Clinta Dempseya. Właśnie ta konfrontacja była jedyną, w której Stany Zjednoczone nie grały w liczebnym osłabieniu. W równolegle rozgrywanym meczu Brazylia nie dała żadnych szans Włochom, pewnie wygrywając w takim samym stosunku bramkowym, co USA. O zwycięstwie Kanarków zadecydowały dwa gole Luisa Fabiano i samobójcza bramka Andrei Dosseny.
W półfinale Stany Zjednoczone sensacyjnie wyeliminowały Hiszpanię. Chociaż przed meczem nikt nie dawał im większych szans na triumf, to dzięki znakomitej grze i świetnej postawie bramkarza Tima Howarda USA wygrało 2:0. O ich sukcesie zadecydowały gole Jozy Altidore’a i Clinta Dempseya. W samej końcówce czerwoną kartkę zobaczył Michael Bradley, przez co nie zobaczymy go w wielkim finale.
Brazylia natomiast bardzo długo męczyła się z Republiką Południowej Afryki, mało tego, momentami to gospodarz turnieju sprawiał lepsze wrażenie. Ostatecznie po golu z rzutu wolnego z 88. minuty rezerwowego Daniela Alvesa popularne Kanarki zdołały zakwalifikować się do finału. W nim jednak Canarinhos będą musieli sobie poradzić bez kontuzjowanego Juana.
Wydaje się, że to gracze Dungi powinni być górą i tym samym obronić trofeum, ale Stany Zjednoczone są żądne rewanżu za grupową porażkę i chociaż mogą mówić o sporym szczęściu, że w ogóle zakwalifikowały się do półfinału, to teraz mają ochotę na końcowy triumf w Pucharze Konfederacji.
Fernando Torres, David Villa (obaj Hiszpania) i Luis Fabiano (Brazylia) mają na swoim koncie po trzy bramki i wydaje się, że właśnie ci piłkarze powalczą ze sobą o koronę króla strzelców turnieju. O jednego gola mniej strzelili Bernard Parker (RPA), Ricardo Kaka (Brazylia) oraz Clint Dempsey (USA).
Przed ósmą edycją Pucharu Konfederacji reprezentacje Brazylii oraz Francji mają na swoim koncie po dwa triumfy w tych rozgrywkach co oznacza, że jeśli zwycięzca ostatniej edycji COPA America pokona w finale USA, wówczas będzie samodzielnym liderem.
Johannesburg: USA - Brazylia / nd 28.06.2009 godz. 20:30
Przewidywane składy:
USA: Tim Howard, Jonathan Spector, Oguchi Onyewu, Carlos Bocanegra, Jay DeMerit, Clint Dempsey, Ricardo Clark, Benny Feilhaber Landon Donovan, Charlie Davies, Jozy Altidore.
Brazylia: Julio Cesar, Maicon, Lucio, Luisao, Gilberto Silva, Felipe Melo, Andre Santos, Ramires, Ricardo Kaka, Robinho, Luis Fabiano.
Dotychczasowi triumfatorzy:
1992: Argentyna
1995: Dania
1997: Brazylia
1999: Meksyk
2001: Francja
2003: Francja
2005: Brazylia.