Ukraina liczy na Polskę? Może się srodze rozczarować - w ostatnich 20 latach nikomu nie pomogliśmy

Zdjęcie okładkowe artykułu:
zdjęcie autora artykułu

"Musimy liczyć na polskich towarzyszy" - piszą ukraińskie media przed meczem Polski z Anglią. Jeśli biało-czerwoni zabiorą Synom Albionu punkty, to Ukraina wywalczy bezpośredni awans na mundial.

1
/ 4

Wszystko dlatego, że podopieczni Mychajła Fomienki, którzy w miniony piątek pokonali nas w Charkowie 1:0, w ostatnim meczu eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii zagrają z San Marino i trudno spodziewać się, by akurat w takim momencie Ukraińcy się wysypali, a dumni koledzy Alessandro Della Valle sprawili niespodziankę na miarę scenariusza hollywoodzkiej produkcji.

Jeśli Ukraina zgodnie z planem wygra z San Marino, a drużyna Waldemara Fornalika choćby zremisuje na Wembley, wtedy to nasi wschodni sąsiedzi wywalczą bezpośredni awans na mundial.

Ukraińcy mogą się jednak srodze rozczarować. W historii najnowszej futbolu w podobnych okolicznościach na ostatniej prostej liczyli na nas już - co ciekawe, tylko bracia Słowianie - Białorusini, Słoweńcy i Rosjanie.

Jak Polacy nie pomagali tak, jak mają pomóc Ukraińcom?

2
/ 4
Jerzy Engel
Jerzy Engel

Za historię najnowszą futbolu uznajemy w tym wypadku czasy, od kiedy za zwycięstwo przyznawane są trzy punkty. Na mistrzostwach świata w USA w 1994 roku nas nie było. Wypadałoby więc zacząć od eliminacji EURO 1996, ale wówczas wszystko rozstrzygnęło się w ostatniej kolejce bez naszego udziału - na zakończenie nieudanych eliminacji zremisowaliśmy bezbramkowo w meczu o nic z Azerbejdżanem.

Podobnie w eliminacjach do MŚ 1998, kiedy w ostatniej serii spotkań graliśmy o honor z Gruzją (3:0), a o bezpośredni awans na mundial grały ze sobą Anglia z Włochami (0:0 i 1. miejsce dla Anglii.

W walce o EURO 2000 w meczu ostatniej kolejki ze Szwecją mogliśmy pomóc tylko sobie samym, ale przegraliśmy w Sztokholmie 0:2, choć do awansu potrzebowaliśmy zaledwie remisu.

Eliminacje MŚ 2002

Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym od nas zależał czyjś los. Na koniec świetnie rozegranych eliminacji mistrzostw świata w 2002 roku w Korei Południowej i Japonii, w których zapewniliśmy sobie grę na mundialu na dwie kolejki przed końcem, graliśmy z Ukrainą.

Mogliśmy zabrać Andrijowi Szewczence i spółce awans do baraży, ale by tak się stało, musieliśmy ich pokonać, a swój mecz z Walią powinna wygrać Białoruś, na korzyść której działałoby nasze zwycięstwo.

Nic z tego - drużyna Jerzego Engela zremisowała w Chorzowie z Ukrainą 1:1, ale i Białoruś nie pomogła sobie, przegrywając 0:1 z Walią.

3
/ 4
Leo Beenhakker
Leo Beenhakker

Na mistrzostwach świata ekipa Engela nie wyszła z grupy, a w meczu honor wygrała 3:1 ze Stanami Zjednoczonymi, ale wynik tego spotkania nie miał żadnego znaczenia dla rozstrzygnięć w grupie, bo niezależnie od rezultatu, Amerykanie byli pewni swojego  awansu do 1/8 finału.

Kwalifikacje do EURO 2004 to gry kompletnie bez historii. Awans przegraliśmy po falstarcie w wykonaniu drużyny Zbigniewa Bońka. Eliminacje kończył Paweł Janas meczem z Węgrami (2:1), który nie miał żadnego znaczenia.

Ekipa "Janosika" śpiewająco przeszła przez eliminacje mundialu w Niemczech w 2006 roku i przed ostatnią kolejką kwalifikacji było już wiadomo, że w grze o awans liczą się tylko Polacy i Anglicy. Podobnie było na samych mistrzostwach, tyle że wtedy w ostatniej serii spotkań fazy grupowej graliśmy tylko o honor z Kostaryką (2:1).

W ostatniej kolejce eliminacji do europejskiego czempionatu w 2008 roku pewni już historycznego awansu piłkarze Leo Beenhakkera grali na wyjeździe z Serbią, a wynikiem tego spotkania żywo zainteresowani byli Portugalczycy, którym do szczęścia wystarczył remis biało-czerwonych. I mecz zakończył się takim wynikiem - Polacy prowadzili już 2:0 po golach Rafała Murawskiego i Radosława Matusiaka, by zremisować 2:2. Portugalia natomiast też wzięła los w swoje ręce i z Finlandią osiągnęła wynik, który promował ją bez względu na rezultat starcia w Serbii.

Na EURO 2008 scenariusz był podobny do spotkań na mistrzostwach świata 6 i 2 lata wcześniej, czyli pierwszy mecz otwarcia, drugi mecz o wszystko i trzeci mecz o honor. Tym razem na pożegnanie zagraliśmy z pewną awansu Chorwacją (0:1).

4
/ 4

Na zakończenie niespodziewanie gładko przegranych przez Polskę eliminacji do MŚ 2010 w RPA drużyna Stefana Majewskiego, który na ostatnie dwa mecze zastąpił Beenhakkera, grała w Chorzowie ze Słowacją.

Biało-czerwoni przegrali 0:1 po samobójczym trafieniu Seweryna Gancarczyka już w 3. minucie spotkania i ten wynik odebrał Słowenii szansę na awans na mistrzostwa bez konieczności gry w barażach. Słoweńcy liczyli, że Polacy chociaż zremisują ze Słowakami, ale nic z tego. Słowenia ostatecznie pojechała do RPA, ale dopiero po barażach z Rosją.

W eliminacjach do EURO 2012 z wiadomych powodów nie startowaliśmy, ale już w czasie samego turnieju mogliśmy zagrać "dla Rosji". Na zakończenie gier fazy grupowej przegraliśmy 0:1 z Czechami, zaprzepaszczając szansę na awans do ćwierćfinału, w którym znaleźlibyśmy w razie zwycięstwa we Wrocławiu.

Nasza porażka wyrzuciła za burtę turnieju Rosję, którą - biorąc pod uwagę jej porażkę z Grecją - najbardziej w naszym spotkaniu interesował remis. Wtedy w małej tabeli Rosjanie i Grecy wyprzedzaliby Czechów. W razie wygranej do ćwierćfinału awansowalibyśmy wspólnie z Grekami.

Źródło artykułu: WP SportoweFakty
Komentarze (7)
avatar
Kamil84
15.10.2013
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
a Ukraińcy w meczu w Charkowie nam pomogli:) ?  
avatar
smok
15.10.2013
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Lejemy Anglików! Trzeba pomóc Ukraińcom!  
avatar
pablo80
15.10.2013
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Czyli jednak komuś pomogliśmy, a w zasadzie to Gancarczyk Słowakom. To był chyba najsmutniejszy mecz kadry w histori.