WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo

Marcin Górczyński: Wyjdźmy z zaścianka. Podążajmy za trendami (komentarz)

ZPRP wreszcie zrozumiał to, o czym od dawna wie cała Europa. W piłce ręcznej trwa epoka młodych trenerów. I teraz świeża krew wpłynie do tętnic reprezentacji Polski. Nareszcie wychodzimy z zaścianka.
Marcin Górczyński
Marcin Górczyński
WP SportoweFakty / SZYMON ŁABIŃSKI

Piotr Przybecki, Patryk Rombel, Robert Lis, Damian Wleklak, Marcin Lijewski, Rafał Kuptel. To aktualnie najgorętsze nazwiska w polskiej piłce ręcznej. Młodzi, ambitni, choć raczej nie przepadają, gdy mówi się o nich "młody trener". Najstarszy z nich (Przybecki) ma 44 lata. Wszyscy karierę zakończyli stosunkowo niedawno. Z miejsca stali się kandydatami do zastąpienia Tałanta Dujszebajewa.

Krytycy zaraz podniosą raban: "co osiągnął Przybecki, Kuptel etc.". Otóż żaden z nich świata jeszcze nie podbił, nie ma co mydlić oczu. Przeciętny kibic, interesujący się dyscypliną jedynie na przełomie grudnia i stycznia, większość z nich bardziej pamięta z parkietu. A niektórych może nawet nie kojarzy, bo w kadrze nie zaistnieli. Ich wyniki nijak mają się do sukcesów Dujszebajewa. Nie wypada nawet porównywać utrzymania Śląska w Superlidze czy wejścia do ligowej czwórki z wielkimi zwycięstwami w Europie. 

Dlaczego zatem większość środowiska (całe?) jako nowego selekcjonera widzi młodego Polaka? Bo Europa dała przykład. Najlepsi zaryzykowali i zbierają owoce. Przestańmy być zaściankiem, pójdźmy za trendami. Nie chcemy przecież, by świat znowu nam odjechał. 

Gdy Didier Dinart przejmował francuską kadrę od swojego mentora Claude'a Onesty, dopiero debiutował w roli pierwszego szkoleniowca! Wcześniej jedynie podpatrywał mistrza, współpracował z kadrą juniorów. Z czasem znaczył coraz więcej w jego sztabie, na igrzyskach w Rio dyrygował zespołem, a Onesta firmował to tylko swoim nazwiskiem. Kilka miesięcy później pracował już na własne konto i w cuglach wywalczył mistrzostwo świata. Nad Sekwaną tylko nieliczni wątpili, czy Dinart udźwignie ciężar.

ZOBACZ WIDEO: Szczere słowa Michała Kwiatkowskiego o wypadkach i wielkim ryzyku w kolarstwie

Jeszcze bardziej radykalnych zmian dokonali Szwedzi. Staffan Olsson i Ola Lindgren na piłce ręcznej zjedli zęby. Zastąpił ich Islandczyk Kristjan Andresson, 35-letni trener krajowego średniaka Eskilstuna Guif. Wręcz żółtodziób w porównaniu do poprzedników. Pod jego wodzą Trzy Korony grają najlepszy handball od lat. Na styczniowych MŚ nie dopisało im szczęście. Gdyby nie trafili na Francuzów już w ćwierćfinale, mogli cieszyć się z medalu. Młodzież Andressona, z kilkoma starszymi graczami, nie zwalnia i regularnie sprawia rywalom lanie w eliminacjach ME 2018. 

O Szwedach piszę nieprzypadkowo. Kilka lat temu stanęli przed podobnym dylematem jak Polacy. Dawni liderzy zaczęli się starzeć, wprawdzie wznieśli się jeszcze na wyżyny (srebro igrzysk w 2012 roku), ale wkrótce Skandynawowie popadli w przeciętność. Młode wilki rozruszały skostniałą drużynę, a Andresson tchnął w nią nowego ducha. 

Mało? Niedługo po ukończeniu czterdziestki niemiecką kadrę objął Dagur Sigurdsson i wyprowadził ją z zapaści, głównie dzięki drastycznemu odmłodzeniu składu. Norwegów na piedestał zaprowadził 44-letni Christian Berge. Z rodzimym Elverum zdobywał tytuły "tylko" w kraju, w Europie się nie liczył. Kilka lat później na Wikingów, wicemistrzów świata 2017, zaczęto patrzeć z wielkim podziwem.

Tak naprawdę największą furorę może zrobić ten, który tylko przez chwilę miał styczność z reprezentacją. Węgrzy za Ljubomira Vranjesa, byłego selekcjonera Serbów, zapłacili jak za zboże. 43-letni Szwed, który ponoć wciąż jest w stanie wyjść na parkiet, ma zbudować potęgę Telekomu Veszprem i węgierskiej drużyny narodowej.

Na deser przykład z własnego podwórka. Zanim Bogdan Wenta objął reprezentację, terminował w sztabie szkoleniowym Flensburga. Wystarczyło doświadczenie nabyte w trakcie kariery, świetny kontakt z kadrowiczami, nowatorskie spojrzenie na wiele spraw. Jak ta historia się kończy, chyba nie trzeba przypominać. Gdyby nie Wenta, prawdopodobnie nie rozważalibyśmy, kto zostanie nowym trenerem. Kogo przecież interesowałby los reprezentacji z europejskiej drugiej czy trzeciej ligi?

Oczywiście, wątpliwości jest mnóstwo. Nominacja młodego trenera to kupowanie kota w worku. Nie wiadomo, jak poradzi sobie z największą presją w karierze. Szczypiorniści stali się przecież dobrem narodowym i rola selekcjonera coraz bardziej przypomina pracę sapera.

Do tej pory związek stawiał na doświadczenie. Michael Biegler miał za sobą wiele lat w Bundeslidze, Dujszebajewa nie trzeba było nikomu przedstawiać. Ich wybory gwarantowały stabilizację i natychmiastowy wynik, przynajmniej w teorii. W końcu ta formuła się wyczerpała.

W sytuacji Biało-Czerwonych nie ma miejsca na kunktatorstwo. Wszyscy wiemy, że rewolucja oznacza, oby chwilowy, brak wyników. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Szwedów czy Niemców, nasi juniorzy zbierają cięgi w Europie. Trzeba jednak działać brawurowo. Zapomnieć o IO w Tokio w 2020 roku, zbudować nowy zespół na MŚ 2023, postawić na trenera z wizją. Nawet jeśli z worka po jakimś czasie wyskoczy Zonk.

Marcin Górczyński

Polecamy: Polska - Rumunia w Ergo Arenie już 18 czerwca! Sprawdź gdzie kupić bilety >>>

Kto powinien zostać trenerem kadry?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Ręczną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (3):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Indianin 0
    Autor zapędził się w euforii zapominając, że porównuje nasze warunki z potęgami szkolenia, z krajami regularnie posiadającymi znakomite kolejne roczniki młodzieży. Zgoda, trener z własnego podwórka, znającego handball w najlepszym wydaniu jest konieczny. Młody czy dojrzały, to rzecz drugorzędna i uważam za grubą przesadę wskazywanie wzorów nieporównywalnych z naszym podwórkiem. Bo jak porównywać 500 tys; 300 tys czy nawet 200 tys trenujących zawodników z naszym, niecałym 20 tysięcznym łącznie kobiet i mężczyzn? Przespaliśmy minione 10 lat w radosnym nastroju dobrych i bardzo dobrych wyników, przespaliśmy na zapleczu marniejącym z roku na rok. Na ten moment i cudotwórca, nawet z poparciem wszelkich sił pozaziemskich nie zwojuje wiele. Bo z pustego to i Salomon nie nalewał. "Polacy potrafią"... i to może nam pomóc przejść najbliższe lata w jakim takim stanie, by przez najbliższe 6-10 lat co najmniej podwoić (jeśli nie potroić) liczby uprawiających handball dziewcząt i chłopców, by pasjonatom nie blokować a ułatwiać pracę w młodzieżą, by rzeczywistymi motorami napędzającymi rozwój piłki ręcznej stały się okręgowe związki piłki ręcznej i kluby, by młodzieżowe zespoły rozgrywały nie 10-12 meczów o coś, lecz dwa razy więcej. Spełnienie choćby tych warunków może dać dopiero szansę trenerowi, który będzie miał z czego wybrać kadrę i zbudować reprezentację z zawodników ogranych i z sukcesami juniorskimi, młodzieżowymi, dopiero wtedy.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • MGorczyński 0
    może faktycznie trochę niefortunne sformułowanie z tymi sprawdzonymi rozwiązaniami, miałem po prostu na myśli ich wieloletnie doświadczenie na ławce :)
    Grzymisław Z początku oczywiście artykuł bardzo trafny. Historie reprezentacji, które postawiły na nowych trenerów, bez większego doświadczenia, uczą, że warto, wręcz trzeba tak zrobić, skoro inaczej się nie udało, coś się bezpowrotnie skończyło.. Natomiast związek nie stawiał na sprawdzone rozwiązania nominując nieznanego szerszej publiczności Bieglera, który wcześniej nie prowadził żadnej reprezentacji, a tym bardziej mającego doświadczenie wyłącznie w prowadzeniu gotowych, potężnych klubów Dujszebajewa(jeszcze epizod z węgierską kadrą optymistycznym sygnałem nie był). Zdecydowanie ktoś, kto nie ma wielkiego doświadczenia, ale ma pomysł. I ktoś, kto będzie ciągle szukał, nawet(choć nie trawię tego określenia) budował reprezentację z myślą o przyszłości, ale również teraźniejszości. Jeśli nie wypada porównywać utrzymania Śląska w lidze, czy półfinałów z MMTS-em, to nie wypada porównywać wygrywania Ligi Mistrzów na czele klubowych potęg z prowadzeniem reprezentacji Polski bez szerokiego, pewnego składu. Poświęcanie kilku lat, by może coś osiągnąć w 2023 to nie jest skrajne ryzyko, ale jeszcze więcej. Reprezentacja, samo to określenie, powinno do czegoś zobowiązywać. Dla dyscypliny aktualne wyniki reprezentacji to tragedia, nie można z niej robić poligona doświadczalnego dla co najwyżej solidnych ligowców na kilka lat wierząc, że może uda się dzięki temu osiągnąć coś za ileś lat..Odpadając w eliminacjach, ewentualnie zajmując kolejne 17-te miejsca zawodnicy, którzy otrzymają wielki kredyt zaufania, nie zyskają doświadczenia w walce o medale, które przyda się na MŚ u siebie.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Grzymisław 0
    Z początku oczywiście artykuł bardzo trafny. Historie reprezentacji, które postawiły na nowych trenerów, bez większego doświadczenia, uczą, że warto, wręcz trzeba tak zrobić, skoro inaczej się nie udało, coś się bezpowrotnie skończyło..
    Natomiast związek nie stawiał na sprawdzone rozwiązania nominując nieznanego szerszej publiczności Bieglera, który wcześniej nie prowadził żadnej reprezentacji, a tym bardziej mającego doświadczenie wyłącznie w prowadzeniu gotowych, potężnych klubów Dujszebajewa(jeszcze epizod z węgierską kadrą optymistycznym sygnałem nie był). Zdecydowanie ktoś, kto nie ma wielkiego doświadczenia, ale ma pomysł. I ktoś, kto będzie ciągle szukał, nawet(choć nie trawię tego określenia) budował reprezentację z myślą o przyszłości, ale również teraźniejszości.
    Jeśli nie wypada porównywać utrzymania Śląska w lidze, czy półfinałów z MMTS-em, to nie wypada porównywać wygrywania Ligi Mistrzów na czele klubowych potęg z prowadzeniem reprezentacji Polski bez szerokiego, pewnego składu.
    Poświęcanie kilku lat, by może coś osiągnąć w 2023 to nie jest skrajne ryzyko, ale jeszcze więcej. Reprezentacja, samo to określenie, powinno do czegoś zobowiązywać. Dla dyscypliny aktualne wyniki reprezentacji to tragedia, nie można z niej robić poligona doświadczalnego dla co najwyżej solidnych ligowców na kilka lat wierząc, że może uda się dzięki temu osiągnąć coś za ileś lat..Odpadając w eliminacjach, ewentualnie zajmując kolejne 17-te miejsca zawodnicy, którzy otrzymają wielki kredyt zaufania, nie zyskają doświadczenia w walce o medale, które przyda się na MŚ u siebie.
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)