"Nie obchodzi ich to". Rosjanie werbują nawet niepełnosprawnych

O dramatycznych sytuacjach na terenach okupowanych przez Rosję opowiedziała mediom Alina Shinkarenko, medalistka IO 2020. Jej słowa porażają.

Piotr Bobakowski
Piotr Bobakowski
Alina Shinkarenko Instagram / www.instagram.com/shynkarenko_alya / Alina Shinkarenko
Bliscy Aliny Shinkarenko, ukraińskiej pływaczki synchronicznej, mieszkają w okupowanym przez rosyjskie wojska Doniecku. Brązowa medalistka IO w Tokio 2020 ukrywa się w schronach, walczy o przetrwanie. Wojna, którą Rosja rozpętała w Ukrainie (trwa od 24 lutego), całkowicie zmieniła jej plany życiowe, a także sportowe.

Teraz 23-latka znalazła sposób, jak pomóc swojemu tacie, któremu grozi rosyjska mobilizacja.

- Po prostu boję się o moich rodziców. Mój brat jest niepełnosprawny. Mama jest z nim stale i nie może pracować. Tylko tata pracuje. A tam (w Doniecku - przyp. red.) ludzie są po prostu zabierani z ulic przez Rosjan. Codziennie, na własne ryzyko, tata chodzi do pracy - zdradziła sportsmenka, cytowana przez portal sport.ua.

ZOBACZ WIDEO: Tego się nie spodziewała. Problemy Igi Świątek

Ukrainka podkreśliła, że Rosjanie są bezwzględni. Zatrzymują autobusy na ulicach, wyprowadzają z nich mężczyzn. Następnie dają im mundury i... wysyłają do Charkowa na front.

- Tata powiedział mi, że niedawno zabrali mężczyznę z protezą nogi. Wysłać na wojnę człowieka z protezą? Zabrali też osobę ze stwierdzoną astmą. Nie obchodzi ich to. To jest okropne - dodała.

Shinkarenko jest przygotowana na najgorsze. Wysłała już ojcu instrukcje, jak ma się poddać, jeśli zostałby zabrany przez wojska agresora i wysłany na wojnę. "Tato - oto instrukcja, poddaj się, a ja cię potem odbiorę (od Ukraińców - przyp. red.)" - zakończyła, zdradzając treść instrukcji.

Rodzina pływaczki uległa putinowskiej propagandzie, że rosyjskie wojska wtargnęły do Ukrainy, aby ją wyzwolić od nazistów. Shinkarenko od jakiegoś czasu nie rozmawia z tego powodu ze swoją mamą (więcej TUTAJ).

Zobacz: Syn nie żyje, żonie grozi amputacja. Rosjanie zamienili życie sportowca w koszmar

Marcin Gortat po raz pierwszy opowiada o pożegnaniu z tatą. "Kiedy ścisnął moją dłoń, prawie zgniótł mi kości". ZOBACZ PREMIEROWY ODCINEK PROGRAMU "ŻYCIE PO ŻYCIU"
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×