Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Skoki

Korespondencja z MŚ: Wycierpieliśmy swoje. Warto było

Za naszymi siatkarzami najtrudniejszy mecz tegorocznych mistrzostw świata. Łatwiejszych już nie będzie. Zwycięstwo i to w takich okolicznościach z USA pokazało siłę mentalną reprezentacji Polski, o którą mogliśmy się nieco obawiać.

Krzysztof Sędzicki
Krzysztof Sędzicki
reprezentacja Polski siatkarzy podczas hymnu w Arenie Gliwice WP SportoweFakty / Tomasz Kudala / Na zdjęciu: reprezentacja Polski siatkarzy podczas hymnu w Arenie Gliwice
Ćwierćfinał ważnej imprezy, jesteśmy kandydatem do medalu... brzmi znajomo? No właśnie, a nie zawsze kończyło się dobrze. Do tej pory wszystko szło dość lekko i gładko. Praktycznie bez problemów przeszliśmy przez pierwsze cztery spotkania tracąc w nich tylko jednego seta. Teoretycznie można było się odnosić do grupowego starcia z Amerykanami, ale nie do końca było ono miarodajne.

Oczywiście jednym z powodów była różnica na pozycji rozgrywającego po amerykańskiej stronie siatki. Powrócił Micah Christenson i widzieliśmy, że poza pierwszym setem nie byliśmy w stanie zdobyć więcej niż dwóch punktów blokiem w jednej partii. Co ciekawe po drugiej stronie siatki było jeszcze gorzej - jeden blok w trzeciej odsłonie, trzy w czwartej i... tyle.

Kto bohaterem?

Gdy zadajemy pytanie, czym lub kim wygraliśmy ćwierćfinał z USA, padają różnorakie odpowiedzi. Kapitan Bartosz Kurek odpowiada, że to zasługa Aleksandra Śliwki, który skończył ostatnią piłkę, a w przyjęciu obciążony został zdecydowanie najbardziej (więcej TUTAJ). Parę razy został ustrzelony, ale wstał i pomógł. Swoją drogą możemy już chyba zapomnieć o ogólnonarodowej debacie Śliwka vs. Fornal, bo okazało się, że w pewnym momencie do gry musieli zostać posłani obaj - od początku seta numer cztery.

ZOBACZ WIDEO: Zwycięski thriller! Kulisy ćwierćfinału z USA | #PodSiatką - vlog z kadry #27

Drudzy (na przykład Jakub Kochanowski) odpowiedzą, że bohaterem meczu był Kamil Semeniuk, którego rywale raz za razem podbijali na początku spotkania, aż musiał opuścić boisko i popatrzeć na wszystko z prostokąta dla rezerwowych. Ale Nikola Grbić go zna i ufa mu na tyle, że wprowadza go do szóstki w tie-breaku, a on odwdzięcza się dwiema punktowymi zagrywkami w piątym secie, z czego drugą z nich przy stanie 13:11 dla Polski.

Jest grupa, która wskaże na Jakuba Kochanowskiego, za którym przemawiają liczby: W ataku 15/16, a do tego trzy asy serwisowe. Wyszło na to, że był drugim najlepiej punktującym tego wieczoru, zaraz za Kurkiem (21 punktów). Można byłoby się przyczepić do braku punktowych bloków, ale tu z pomocą przyszedł grający po przekątnej Mateusz Bieniek z sześcioma "czapami" na koncie.

Jeszcze inni, co też jest zrozumiałe, bohaterem ogłoszą jednak Bartosza Kurka. Wszak to nasz lider, najlepszy punktujący i najskuteczniejszy ze skrzydłowych. W piątej partii czuł się doskonale, a mecz zakończył z najwyższym statystycznym ratio (bilansem punktów zdobytych do straconych) spośród wszystkich reprezentantów Polski.

To tylko sprowadza nas do jednego wniosku: wygrała drużyna. Cały zespół był potrzebny, by pokonać bardzo mądrze i skutecznie grającą reprezentację Stanów Zjednoczonych. Drużynę wzmocnioną mentalnie po tym, jak wstała z kolan w 1/8 finału z niesamowicie skutecznym Aaronem Russellem, bardzo mądrze grającym Matthew Andersonem, trzymającym przyjęcie Garrettem Muagututią i niemal wszystko broniącym Erikiem Shojim.

Strach rzeczywiście zajrzał nam w oczy. Musieliśmy przetrwać pierwszy naprawdę trudny moment na tym mundialu. Być może nie ostatni. Choć gdy cofniemy się do każdych mistrzostw świata z XXI wieku, na których zdobywaliśmy medal, właśnie tuż przed fazą finałową mieliśmy taki mecz-klucz, mecz-trampolina, który nas poniósł dalej. W 2006 mecz z Rosją, w 2014 z Iranem, a w 2018 z Serbią. Obyśmy mogli i ten mecz do tej grupy zaliczyć.

Kibice sami zdecydowali

I na koniec słowo o kibicach. Wygląda na to, że cisza w meczu z Tunezją, gdy piłka była po stronie rywali, była wyjątkiem od reguły. Ale po raz kolejny imponować mogło to, że kilkukrotnie kibice sami z siebie intonowali to, co uznali w danym momencie za stosowne i potrzebne. Tak, pojawiła się też "Pieśń o Małym Rycerzu", ale za pierwszym razem nie popłynęła z głośników. Taki mecz z pewnością w Gliwicach będzie wspominany latami, szczególnie jeśli sięgniemy po medal.

Na mecze o medale wracamy jednak do Spodka, który znamy doskonale. Niestety, wejdzie do środka mniej ludzi, ale będą oni bliżej centrum wydarzeń. Biletów na te mecze już dawno nie ma, a jeśli gdzieś hulają po internecie, to po cenach, za które można byłoby kupić pół hulajnogi elektrycznej.

Czyli chcemy być z naszymi siatkarzami na drodze do kolejnego medalu. Nie ma co już pisać, że historycznego, bo - jeśli go zdobędziemy - na pewno będziemy go wspominać w naszych historiach.

Z Gliwic - Krzysztof Sędzicki, WP SportoweFakty

Zobacz galerię z meczu Polska - USA ->

Jeżeli chcesz być na bieżąco ze sportem, zapisz się na codzienną porcję najważniejszych newsów. Skorzystaj z naszego chatbota, klikając TUTAJ.

Czy Spodek to odpowiednie miejsce na finał MŚ siatkarzy 2022?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×