[b]
Korespondencja z Gdańska - Arkadiusz Dudziak[/b]
Trener reprezentacji Polski Nikola Grbić zaskoczył składem przed półfinałem Ligi Narodów z Japonią. Posadził na ławce Wilfredo Leona. Zamiast tego posłał do gry Bartosza Bednorza. Dlaczego zdecydował się na taki krok?
- Chciałem dać więcej stabilności w przyjęciu. Japończycy potrafią wywierać ogromną presję zagrywką. Później są bardzo dobrze zorganizowani w bloku i defensywie. Jeśli przyjęcie u rywali jest dobre, to tak udanie im bloki i obrony nie wychodzą w porównaniu do innych drużyn. Leon nie przyjmuje najlepiej, więc szukałem stabilności, byśmy mogli grać więcej środkowymi - opowiada selekcjoner Biało-Czerwonych.
"To muszą zrozumieć wszyscy zawodnicy"
Bednorzowi jednak nie poszło zbyt dobrze. Miał problem z przyjęciem, czyli tym elementem, który miał być jego mocną stroną. Do tego nie kończył ataków i został już w pierwszym secie zmieniony przez Wilfredo Leona. Ten spisał się znakomicie, skończył spotkanie z 23 punktami i 72 proc. skutecznością w ataku.
ZOBACZ WIDEO: Pod Siatką - Polki z brązowym medalem Ligi Narodów! Zobacz euforię po meczu
- To muszą zrozumieć wszyscy zawodnicy. Jeden zły mecz cię nie definiuje. Najważniejsza jest reakcja na problemy na poziomie indywidualnym, ale także w zespole. W sobotę to nam się udało, choć w drugim secie nie było łatwo. Nasza sytuacja byłaby skomplikowana, gdyby rywale prowadzili 2:0. Mam nadzieję, że tak samo zareagujemy na kłopoty w niedzielę - tłumaczy Grbić.
Komentuje także rywalizację o miejsce w składzie. Zwłaszcza na pozycji przyjmującego jest ona ekstremalnie duża.
- Mam finalistów Ligi Mistrzów, którzy siedzą na ławce. To nie jest najprzyjemniejsza rzecz dla ego. Chcę im przekazać, że nawet jeśli nie zaczynają w podstawowym składzie, to nie dzieje się tak, ponieważ w nich nie wierzę. Wszyscy są dobrzy. Niektórzy w jednych, niektórzy w innych elementach - tłumaczy.
- W drużynach klubowych zwykle jest, że nieważne czy zawodnik prezentuje się dobrze, czy źle, to i tak będzie grać. Świetną rzeczą jest to, że mamy ławkę i wygramy jako drużyna. Może w niedzielę odwróci się sytuacja i ktoś wejdzie za Leona. To ściąga z graczy presję, bo nawet jeśli nie prezentują się dobrze to nie znaczy, że przegramy mecz - dodaje.
Czas na złoto
W sobotę Japończycy postawili poprzeczkę bardzo wysoko. Zawodnicy z Azji pewnie wygrali pierwszego seta, a i w drugim mieli nawet piłki setowe. Nasi reprezentanci zdołali na szczęście odwrócić losy meczu i ostatecznie zwyciężyli w czterech setach.
- Taka jest dzisiejsza siatkówka. Nie ma łatwych przeciwników. Każdy stara się wykorzystać słabości rywala. Mamy długą ławkę i zmienników, którzy mogą nam pomoc. Dla mnie to ekstremalnie ważne - ocenia Grbić.
W niedzielę Biało-Czerwoni zagrają w finale Ligi Narodów. O 20:00 Polacy zagrają z USA. To dopiero trzeci finał naszej ekipy w tych rozgrywkach, biorąc pod uwagę także Ligę Światową.
- My polepszaliśmy swoją grę, ale inni także podnosili swój poziom. Ten finał to potwierdzenie, że to, co robiliśmy przez ostatnie dwa miesiące, było właściwe - kończy Nikola Grbić.
Czytaj więcej:
Bartosz Kurek o swoim urazie. "W tej chwili praktycznie uniemożliwia mi grę"
Oglądaj siatkówkę mężczyzn w Pilocie WP (link sponsorowany)