KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Bez skrzydeł nie da się lecieć. Czeski błąd kosztował nas mundial (komentarz)

Ile wystarczy czasu, by zmarnować wysiłek kilkunastu dni przygotowań? Osiem minut. Tyle potrzebowały polskie zawodniczki, by przegrać niemal wygrany mecz z Czeszkami i tym samym odpaść z walki o mundial w Japonii.

Michał Kaczmarczyk
Michał Kaczmarczyk
PAP

Utrata kontroli nad meczem i rozpaczliwe ratowanie sytuacji to właściwie codzienność w damskiej siatkówce, a fani tej dyscypliny wykupują zapobiegawczo zapasy waleriany i melisy, by przeżyć oglądanie tych pościgów i wybuchów. Można przegrać, prowadząc w tie-breaku 8:0 jak siatkarki Taurona MKS-u Dąbrowa Górnicza w ligowym półfinale; można być gwiazdozbiorem reprezentującym dumnie Eczacibasi Vitra Stambuł, prowadzić 2:0 z VakifBankiem Stambuł, wygrywać 20:10 w trzeciej partii i efektownie zmarnować cały swój meczowy dorobek. Czasem da się wytłumaczyć tak zapadające w pamięć przestoje błędami siatkarek lub trenera, a czasem po prostu należy uznać, że wybrało się zły kolor w ruletce życia lub stanęło się po niewłaściwej stronie mocy.

To, co wydarzyło się na Torwarze w meczu Polska - Czechy, niektórzy próbowali tłumaczyć żartobliwie (połykając jednocześnie łzy): Polkom wychodziło wszystko, gdy grały na lewej stronie parkietu, prawa była najwidoczniej przeklęta.

Nie zmienia to faktu, że wszyscy obserwujący sobotnie spotkanie byli w szoku, gdy Biało-Czerwone przy stanie 8:2 w piątym secie nagle zapomniały, jak się punktuje i w tym wypadku nie pomógłby nawet egzorcysta. Być może wystarczyłaby jedna, dwie udane akcje, by pogubione Czeszki dalej uderzały daleko poza pole punktowe. Wszystko było wtedy przeciwko gospodyniom, nawet sędzia liniowy, który uznał idealne trafienie Gabrieli Polańskiej w linię 9. metra za atak autowy. Ale gdybanie niczego nie naprawi.

A przecież byliśmy dumni z kadrowiczek Jacka Nawrockiego, gdy wyszarpały Czeszkom pierwszego seta niemal z gardła (35:33!). Polki umiały odbić się po porażce 14:25 w kolejnej części meczu i odpowiedzieć pięknym za nadobne, nie mówiąc już o tym, ile nadziei wlał w serca kibiców start tie-breaka, gdy wydawało się, że reprezentantki Polski trzymają ster i już go nie puszczą.

Co pozostało, gdy opadł bitewny kurz? Fatalna atmosfera, chóralne zwalnianie Nawrockiego przez triumfujących w tej chwili krytyków jego poczynań i lawina komentarzy o pogrzebie polskiej siatkówki kobiet. Czyli to samo, co cztery lata temu, wystarczy wymienić nazwisko Nawrocki na Makowski. Można dodać apele o reformę fatalnego szkolenia siatkarskiej młodzieży i zatrudnienie psychologa do kadry. Zestaw błagań i próśb jest od lat ten sam i tradycyjnie nic z tego nie wynika.

ZOBACZ WIDEO Serie A: polski mecz dla SSC Napoli [ZDJĘCIA ELEVEN]

Sam selekcjoner nie poprawia swojej sytuacji. Pod jego adresem padają konkretnie i nieraz celne zarzuty dotyczące wyboru składu na mecze w Warszawie, wielu kibiców zarzuca mu niedostateczne korzystanie z rezerw kadry i brak kontroli nad drużyną w chwilach kryzysu. Tymczasem Jacek Nawrocki pozwala sobie na złośliwe komentarze pod adresem wszystkowiedzących krytyków i tłumaczy: to jest nasze granie i na razie nie będzie lepszego, zwłaszcza na przyjęciu. Dla kibiców takie tłumaczenia to wywieszanie białej flagi i zrzucanie odpowiedzialności za własne błędy na poziom ligi. Fani naszych siatkarek mają dość słuchania o miejscu w szeregu, chcą widzieć efekty trzech lat pracy Nawrockiego. Ale trudne je dojrzeć znad ogromu klęski z Warszawie.

Gdyby Polki postawiły na dobry kolor w siatkarskiej ruletce i triumfowały, można byłoby im wybaczyć niepokojące chwile słabości w spotkaniach z Cyprem i Słowacją, które okazały się zwiastunem najgorszego. Opiewalibyśmy Agnieszkę Kąkolewską i jej szalone 28 punktów oraz ręce, które dziesięciokrotnie karciły rywalki z południa. A tak stajemy nadzy w bolesnej prawdzie, że bez dobrych skrzydeł nie da się dolecieć na mundial. Skrzydłowe w meczu z Czeszkami: 28 procent skuteczności Bereniki Tomsi, 20 u Martyny Grajber, 26 u Natalii Mędrzyk, jedynie 18 w wykonaniu Malwiny Smarzek, z którą wiązano tak wielkie nadzieje na obudzenie potencjału lewego skrzydła reprezentacji...

Tak nie da się wygrać z nikim. Można to tłumaczyć brakiem doświadczenia w sytuacjach problemowych, gdy potrzeba wziąć na swoje barki odpowiedzialność za wynik i zdobyć punkt brzydko, ale jednak zdobyć. Można psioczyć na polskie szkolenie niezdolne do wypuszczenia w świat pełnowartościowej przyjmującej. Tak czy siak - świetnie diagnozujemy, brakuje nam lekarstwa.

Żeby zachować mundialowe szanse, Polski musiały wygrać z kadrą Serbii. Już po pierwszym secie widać było, że jest to misja niemożliwa, a aktualne wicemistrzynie olimpijskie grają w zdecydowanie wyższej lidze.

Kibice na Torwarze patrzyli na 20-letnią Tijanę Bosković, która już teraz jest gwiazdą europejskich parkietów i zastanawiali się: czemu kraj czterokrotnie większy od Serbii, posiadający o niebo lepszą ligę, nie jest w stanie dochować się tak dobrych siatkarek? Dlaczego zawodniczki z Bałkanów atakują dwa razy mocniej i szybciej od Polek? Czego brakuje naszym rodaczkom?

Biało-Czerwone zawiodły nie tylko kibiców, ale przede wszystkim rozczarowały same siebie i niezwykle trudno będzie im wrócić do zwykłej gry z podwójnym bagażem smutków na plecach. Przez ostatni sezon notowały drobne sukcesy i cierpliwie budowały dobrą atmosferę wokół kadry narodowej, by w chwili prawdy znów ugrzęznąć w polskim piekiełku. Nikt nie chciałby, żeby ta porażka pokryła cieniem całą resztę długiego sezonu reprezentacyjnego, ale tak może się stać. Niestety, w tej chwili brakuje nawet jednej dobrej wiadomości.

Michał Kaczmarczyk

Czy polskie siatkarki zrehabilitują się w dalszej części sezonu reprezentacyjnego?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (7)
  • Mariusz Zapała Zgłoś komentarz
    nic nowego raz w historii się udało i wszyscy myślą iż można na tym latać całą wieczność . Czas poszukać trenera prawdziwego i rozpocząć pracę z młodymi kadrami a nie gwiazdami
    Czytaj całość
    co się obrażaja na wszystko
    • Korcula Zgłoś komentarz
      niestety ale tym zawodniczkom potrzebny jest psycholog i to na boisku nie w szatni
      • Stronghold Zgłoś komentarz
        Szkolenie leży na całej linii. W podnoszeniu ciężarów odstajemy od USA i Europy o 30%, co przekłada się na anemię w ataku. Żałosne zacofanie w dziedzinie przygotowania motorycznego
        Czytaj całość
        ujawnia nam bolesną prawdę - nie jesteśmy wcale awangardą siatkówki, ślizgamy się tylko na powierzchni drugiej ligi światowej tytułem dużego potencjału ludnościowego i statusu siatki jako sportu zespołowego nr 1 wśród dziewczyn. Ogólna sprawność fizyczna na poziomie oceny dostatecznej z wfu przekłada się na katastrofalny poziom techniczny zawodniczek i w rezultacie łatwo pękającą psychikę. Ciężko dostrzec jakieś światełko w tunelu, bajdurzenie o "młodych zdolnych" zbywam śmiechem. Cały system jest do zreformowania, co nie zmienia faktu, że niekompetentny trener-nieudacznik bez honoru powiniem podać się do dymisji minutę po blamażu z Serbią.
        • Wiesia K. Zgłoś komentarz
          Potencjał Malwiny Smarzek moim zdaniem został zmarnowany ,bo do przyjęcia ona się raczej nie nadaje - na ataku była świetna i mogłaby być jeszcze lepsza...
          • Kazimierz Wieński Zgłoś komentarz
            Rozumiem ,że może być słaby dzień, ale żeby brakowało wszystkiego łącznie z zagrywką Ani jedna zawodniczka nie serwuje z wyskoku a do tego bardzo niecelnie Czego jak czego ale zagrywki
            Czytaj całość
            w końcu można się nauczyć, chyba ,że trener jest do niczego !!!
            • Edward Moska Zgłoś komentarz
              W maksymalnym skrócie. Grają każdy mecz na przegranie, a nie na punkty. (Ataki siłowe zamiast z głową-walą na ślepo w blok, nie wiedzą jak się atakuje, aby piłka nie wróciła na
              Czytaj całość
              własne pole- kierunek i miejsce ataku w blok, zły nabieg do ataku-zamiast krok do tyłu uciekają za linię boczną boiska do nabiegu-karygodne-brak widoku luki w bloku,brak możliwości ataku w 3 kierunkach, ataki zawsze z pozycji opadającej, zamiast wznoszącej-szybkość ataku i jeszcze odpowiedni wyskok do ataku w zależności od bloku,ale to widać tylko przy ataku na wprost. Mówiąc krótko - karygodne nie stosowanie żelaznej zasady PIŁKA PRZED SOBĄ, A NIE NAD GŁOWĄ I ATAK NA WPROST, NIE BOKIEM!!!! To maksymalny skrót ataku na skrzydłach. A teraz głupota w meczu z Czechami. Dwie wierze atakują jak z nut, a rozgrywająca wystawia na skrzydła (głupota własna, czy trenera?). Każdy siatkarz może mieć słabszy dzień, dlatego trzeba wykorzystać maksymalnie dobrą dyspozycję zawodnika w danym dniu, a nie liczyć na nazwisko i renomę słabeusza w danym dniu (vide Berenika). Na koniec pytanie, dlaczego w większości udają się ataki z drugiej linii? Odpowiedż, bo jest zachowana żelazna zasada (którą nikt nie jest w stanie zmienić) atak przodem do siatki i piłka przed sobą!!!!!!Mogę tylko dodać, że przy takim ataku widać doskonale i blok i piłkę i atakować tam, gdzie się chce. Środkowe, pomimo, że robiły dużo błędów w podejściu do ataku, jednak w tym dniu były bardzo skuteczne. Gołym okiem widać, że trenerzy nie mają pojęcia, jak należy atakować.To jest jeszcze dużo niuansów, które tylko praktycznie można przekazać. Po dojściu Czeszek do stanu 7 do 8 jeszcze dla nas., wiedziałem, że mecz już jest przegrany.(łapki się trzęsą i atak ze strachem).
              Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
              ×
              Sport na ×