Faworytem finałowych potyczek I ligi mężczyzn był AZS Częstochowa. Akademicy wygrali osiemnaście poprzednich meczów, zajęli pierwsze miejsce w fazie zasadniczej, a do tego dwukrotnie pokonali Lechię Tomaszów Mazowiecki. Jednak w obu finałowych spotkaniach przed własną publicznością byli bezradni.
- Nic nie trwa wiecznie. Cała Polska, która interesuje się I ligą, wyczekiwała tej porażki. Wygląda na to, że coś w nas pękło. Nie byliśmy tą samą drużyną. Tomaszowianie łamali nas jak zapałki. Sami wyłączaliśmy się z gry i brakowało kolektywu - powiedział po drugim finałowym meczu atakujący AZS-u, Bartosz Krzysiek.
Trzeba jednak oddać, że rywal częstochowian był świetnie dysponowany. Siatkarze Lechii imponowali grą blokiem, obroną oraz zagrywką. AZS nie potrafił znaleźć recepty na przeciwników. - To nie było spowodowane tylko naszą złą postawą. Rywale nie pozwalali nam na naszą grę. Doskonale obstawili wszystkie strefy, w które lubimy atakować, lepiej realizowali się w zagrywce, a ich dyspozycja była stabilniejsza - dodał Krzysiek.
Przed sezonem działacze i trenerzy AZS-u powtarzali, że odbudowa klubu może zająć kilka lat, a celem długoterminowym jest awans do PlusLigi. Możliwość wywalczenia przepustki do gry w elicie pojawiła się już w pierwszym roku działalności nowego zarządu. To rozpaliło oczekiwania fanów, ale sami zawodnicy spokojnie podchodzą do finałowej rywalizacji. Marzą o grze w elicie, ale zdają sobie sprawę ze swojego położenia.
- W Lechii są zawodnicy, którzy grali w finałach I ligi i robili awans do PlusLigi. Mimo tego, że my zajęliśmy pierwsze miejsce, mieliśmy serię zwycięstw i ograliśmy ich wcześniej, to ich upatrywałem jako faworytów. Na pewno to, że wygrali z nami dwa mecze jest zaskoczeniem, ale trzeba im oddać, że grali świetnie - ocenił Krzysiek.
Siatkarzy AZS-u i Lechii czeka teraz blisko dwutygodniowa przerwa. Trzecie finałowe spotkanie rozegrane zostanie dopiero 7 kwietnia w Tomaszowie Mazowieckim. Dla częstochowian tak długa przerwa może być wybawieniem, choć wcześniej byli do takiej luki w terminarzu nastawieni sceptycznie. - Nie dość, że trzeba zregenerować ciała, to i głowy. Chcemy wrócić do naszej siatkówki, odnaleźć definicję naszej gry. Odstawić na bok przeciwności losu i walczyć dalej - zakończył Krzysiek.
ZOBACZ WIDEO Prezes PZPS: Vital Heynen został wybrany znaczącą większością głosów