Zupełnie nieoczekiwanie nazwisko siostrzeńca Adama Małysza stało się w ostatnich tygodniach jednym z najczęściej powtarzanych w polskich skokach narciarskich. Urodzony w październiku 2000 roku (a więc zaledwie półtora miesiąca przed triumfem wuja w TCS 2000/2001) chłopak zwrócił na siebie uwagę dwoma zwycięstwami w Pucharze Kontynentalnym - w Whistler i w Ruce.
W środowisku wiele osób zastanawiało się, czy nastolatek z Wisły powinien dostać szansę w nadchodzącej 66. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy wysłania Pilcha do Niemiec i Austrii mieli racjonalne argumenty. Trener polskiej kadry Stefan Horngacher wybrał opcję pośrednią - utalentowany skoczek nie pojawi się w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen - w tym czasie będzie walczył o punkty PK w szwajcarskim Engelbergu. Do kadry A dołączy przed konkursem w Innsbrucku.
- Start w Turnieju Czterech Skoczni jest dużym obciążeniem psychicznym. Myślę jednak, że jeśli dołączy do kadry po dwóch konkursach, będzie to dobre rozwiązanie - tłumaczy takie rozwiązanie Horngacher w rozmowie z TVP Sport. - To trochę eksperyment, ale myślę, że Pilch da sobie radę - dodaje.
W Pucharze Kontynentalnym do dwóch pierwszych miejsc w Whistler i Ruce Pilch dołożył również dwie siódme lokaty na tych samych obiektach. Obecnie jest liderem klasyfikacji generalnej cyklu. Wkrótce zapewne to prowadzenie straci, ponieważ na rzecz występu w TCS opuści konkursy w Titisee-Neustadt. Wątpliwe jednak, by był to dla niego powód do zmartwień.
W kadrze Polski na cały turniej znaleźli się Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny.
ZOBACZ WIDEO Zaskakująca wypowiedź Macieja Kota. Stracił cierpliwość? Patryk Serwański: Siła tych słów mnie nie razi
[color=#000000]
[/color]