WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Dawid Góra: To jasne. Bez Horngachera nie byłoby takich sukcesów

Sukces Polaków to tylko potwierdzenie, jak ważny dla naszej kadry jest Stefan Horngacher. Apoloniusz Tajner miał Adama Małysza, Łukasz Kruczek - Kamila Stocha, Austriak ma całą reprezentację. To olbrzymia różnica. Tymczasem jego słowa niepokoją.
Dawid Góra
Dawid Góra
Newspix / Radosław Jóźwiak / Cyfrasport / Na zdjęciu: Stefan Horngacher

Oczywiście obecny prezes Polskiego Związku Narciarskiego, jako szkoleniowiec, pracował w zupełnie innych warunkach. W Polsce skoki dogorywały, w telewizji publicznej transmitowano tylko Turniej Czterech Skoczni. Gdyby nie Fortuna i Fijas, dyscyplinę traktowano by może nie jako egzotykę, ale na pewno nie więcej niż ciekawostkę. Wojciech Skupień, Robert Mateja czy jeszcze wtedy skaczący Kruczek nie rokowali. Dopiero sukcesy Małysza rozpędziły kulę śnieżną, z której wyłonili się dzisiejsi giganci skoków. Trudno więc obiektywnie oceniać pracę Tajnera.

Pracę Kruczka już jednak znacznie łatwiej. Nasi zawodnicy za jego kadencji skakali nieźle, ale dopiero za Horngachera pokazali pełnię swoich umiejętności. A różnica jest gigantyczna. Austriak tchnął w Polaków technikę, profesjonalizm i podejście do skoków, jakich wcześniej nie mieli okazji poznać. Wszystko wydaje się jasne, kiedy posłuchamy wypowiedzi naszych skoczków. Nieustannie powtarzają, jakim zaufaniem darzą Horngachera. Dawid Kubacki jeszcze niedawno sugerował, że proces przygotowań, w porównaniu do poprzednich lat, odwrócił się o 180 stopni, a Maciej Kot do dzisiaj nazywa Austriaka trenerem i psychologiem "rewelacyjnym".

Czytaj także: Komentator Eurosportu nie ma wątpliwości - Horngacher na szczycie niemieckiej listy życzeń

Były skoczek doskonale wykorzystuje potencjał i umiejętności zawodników. Do tego potrafi właściwie dobrać specjalistów do sztabu trenerskiego, umie postawić na swoim, kiedy szczególnie zależy mu na konkretnym nazwisku, jak było w przypadku zatrudnienia przez PZN dr. Haralda Pernitscha, konsultanta naukowego kadry. Dodatkowo, wraz ze swoimi pomocnikami, potrafi dopełnić całości budowaniem świetnej atmosfery.

ZOBACZ WIDEO: Trzeci weekend PŚ w skokach w Polsce? Hofer ocenił szanse

Znakomite miejsca polskich skoczków w Pucharze Świata, są przede wszystkim ich własną zasługą. Ale nie ulega wątpliwości, że bez Horngachera np. w niedzielnym konkursie w Oberstdorfie Polacy nie zajęliby pierwszego, trzeciego, czwartego i szóstego miejsca. Jego rola w polskich skokach jest nie do przecenienia.

Jestem powściągliwy w swoich sądach i przewidywaniach, dlatego spekulacje odnośnie przyszłości Austriaka przepuszczałem przez gęste sito do odsiewania sensacji. Jednak jego ostatnich wypowiedzi nie da się potraktować neutralnie. Człowiek, który raczej studzi emocje i nie daje pożywki bulwarowym mediom, w rozmowie z ARD wprost powiedział, że praca dla niemieckiej federacji byłaby zaszczytem. Dodał też m.in., że od dawna jest w kontakcie z Niemcami i zawsze chciał tam wrócić, ale ochota to nie wszystko.

Czytaj też: Kamil Stoch szczęśliwy po pierwszym triumfie w sezonie. "Warto było czekać" 

Taka wypowiedź nie tyle daje do myślenia, co wręcz pesymistycznie nastraja do przyszłości trenera w polskiej kadrze. Nie bez powodu podpisał z PZN kontrakt tylko na rok. Sven Hannawald w rozmowie ze mną w Zakopanem sam podkreślił, że Horngacher będzie jednym z głównych faworytów do objęcia kadry Niemiec. Z tych wszystkich przesłanek wyłania się mocno niepokojący obraz.

Oczywiście, nawet jeśli w Polsce czuje się dobrze, ma prawo autonomicznie decydować o swojej przyszłości. Nie jest Polakiem, nie ma wobec niego innych argumentów niż pieniądze, komfort pracy, może jakiś sentyment do samych skoczków. Bazując na tej oczywistej wiedzy PZN musi więc zrobić niemal wszystko, aby został. To obowiązek związku, bo trudno byłoby znów znaleźć tak znamienitego trenera. Wiadomo, nic za wszelką cenę, nie można stać się zakładnikiem własnego pracownika, ale chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, jakie znaczenie ma dla polskich skoków 49-letni Tyrolczyk.

Dawid Góra

Czy bez Stefana Horngachera polscy skoczkowie odnosiliby takie sukcesy?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Zimowe na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (14):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Kordian Tarkowski 0
    A niech wraca krowy pasac!
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Manuel 0
    Nie ma co liczyć na cud. Horngacher odejdzie. Trzeba szukać nowego szkoleniowca.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Kawa212 0
    Skąd wniosek, że występ w Oberstdorfie zdołował Wąska? Proszę sobie obejrzeć wywiady z Pawłem – jest wręcz przeciwnie. Samo powołanie na zawody takiej rangi było dla niego wyróżnieniem i dodało mu pewności siebie. Skoki (pierwsze w życiu!) na skoczni mamuciej natomiast sprawiły mu wiele frajdy i dały zastrzyk pozytywnej energii.
    Brak awansu do konkursów? Ani sam Paweł, ani myślę nikt w sztabie nie oczekiwał awansu i na nikt nie ma do nikogo o to pretensji. Wiadomo, że brak doświadczenia miał tutaj znaczący wpływ na długości skoków Pawła.
    Nawet gdyby Wąsek podczas tego weekendu skoczył „bombę” i złapał noszenie, które pozwoliłoby mu odlecieć poza dwusetny metr, pewnie wyhamowałby ten skok ze strachu. Takie zachowanie zdarza się nawet skoczkom bardzo doświadczonym w występach na skoczniach mamucich, jak choćby Maćkowi Kotowi, kiedy skoczył życiówkę. Kto wie gdzie by zaleciał, gdyby skoku nie wyhamował.
    Paweł ma dopiero 19 lat, pierwszy raz startował na mamucie. Jeśli coś ma go zdołować, to na pewno nie brak awansu, lecz krytyka ze strony kibiców, którzy oczekują zbyt wiele i wywierają tym samym zbyt dużą presję. Szczęście, że Wąsek pewnie nawet tego nie czyta.
    Trzymam za niego kciuki :)
    jotwu Nie przesadzajcie z tymi ochami i achami.O wielkości świadczy nie tylko poziom wyszkolenia najlepszych ,ale i zaplecza oraz juniorów .A tam jest po prostu dno.Z najlepszymi też regres. Pozycja Kota czy Huli o tym świadczy.Najlepszy przykład to ostatnie loty.Nie było kogo wystawić do szóstki.Sięgnął po juniora.I jaki skutek? Chłopak został zdołowany.Nie ma nikogo,kto mógłby zastąpić także Hulę.Mamy 4 podstarzałych skoczków i dalej przepaść.Mamy najstarszą ekipę,która za rok ,dwa odejdzie.I wtedy poziom Finów czy Włochów mamy jak w banku.Dyrektor d/s szkolenia ,jako turysta ,zwiedza konkursy pucharu świata zamiast zająć się szkoleniem.Proszę mi wyjaśnić jaką rolę spełnia dyrektor w zespole podobno genialnego trenera.Widać go tylko jak poklepuje po plecach,przytrzymuje narty czy też opowiada banialuki typu"trzymie na zeskoku".
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (11)
Pokaż więcej komentarzy (14)
Pokaż więcej komentarzy (14)
Pokaż więcej komentarzy (14)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×