Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Aussie Open, jeszcze nie teraz - rozmowa z Katarzyną Piter, młodzieżową mistrzynią Polski

Każdy rok przynosi jakiś przełom w karierze Katarzyny Piter. W sezonie 2010 poznała smak pierwszego wygranego meczu w WTA Tour oraz zdobyła tytuł w turnieju ITF o puli nagród 25 tys. dol. Czas na debiut w Wielkim Szlemie, choć nie nastąpi to jeszcze w Melbourne.
Krzysztof Straszak
Krzysztof Straszak

Krzysztof Straszak: Ale przecież mogłaby pani wystąpić w eliminacjach Australian Open.

Katarzyna Piter: - Załapałabym się na końcówkę listy kwalifikacyjnej, ale nie lecę do Australii. Tak zadecydowałam.

Zadowolona z sezonu?

- Uważam, że mogło być jeszcze lepiej, ale mimo wszystko jestem zadowolona. Staram się patrzeć na to wszystko pozytywnie. Nie tylko wygrana "25" i runda turnieju WTA po zwycięstwie nad Martą [Domachowską]: w ogóle zagrałam parę innych bardzo fajnych meczów. Czuję, że gram dużo lepiej niż w ubiegłym roku, na pewno jestem teraz lepszą zawodniczką. Uważam, że zrobiłam postęp, mój tenis idzie do przodu. To najważniejsze.

Ale sezon zamknęła pani nie najlepiej: trzeci występ w Zawadzie (ITF, 25 tys. dol.) i trzecia porażka na starcie, tym razem 6:2, 4:6, 4:6 z Ukrainką Fiedak (WTA 268).

- Ta dziewczyna nie grała nic w pierwszym secie: prezentowała się słabo, robiła dużo błędów. Potem zaczęła trafiać, co mnie zaskoczyło i sama zaczęłam się często mylić. Uważam też, że grałam za pasywnie, byłam trochę spięta. A punkty tylko uciekały. Mecz był rwany. Rywalka na pewno była do ogrania.

Co było ważniejszym osiągnięciem z owych dwóch, które stały się pani udziałem w tym roku?

- Oba sukcesy miały oczywiście miejsce w turniejach różnej rangi, ale na ten w Warszawie trzeba spojrzeć inaczej. Ja przecież dążę nie do tego, by przechodzić rundy w takich zawodach, ale żeby w ogóle w takich grać, się do nich "łapać" z rankingu. Ale na to potrzebuję jeszcze trochę czasu, jeszcze trochę muszę pograć, pewnie powygrywać kilka kolejnych imprez mniejszej rangi.

4cff658ad7e1f089716005.jpg
Katarzyna Piter, 19 lat, w Koksijde zdobyła pierwszy w karierze tytuł w turnieju ITF o puli nagród 25 tys. dol. (foto Puyde/fltkoksijde.be)


A może próba dostania się do turniejów WTA Tour przez eliminacje? W październiku w Linz była pierwsza próba.

- W takich eliminacjach są trochę inne zawodniczki, ale na pewno się też mieszają z tymi z ITF-ów. Te dziewczyny wybierają sobie starty w zależności od tego jak się czują: jeżdżą jako rozstawione na mniejsze turnieje lub na większe ze świadomością, że muszą przebijać się przez eliminacje. Uważam, że z moim rankingiem trzeba mieszać te występy: spróbować i tego, i tego.

Gdy zanotowała pani latem życiowy ranking, blisko już bariery Top 200, nie było opcji, żeby spróbować postawić zdecydowanie na starty w WTA Tour?

- Jeszcze nie z takim rankingiem. Jak w końcu wejdę do Top 200, będę chciała grać dużo więcej w WTA Tour, nawet jeżeli będę musiała przechodzić przez eliminacje.

Dobrze się stało dla turnieju warszawskiego, że Polki spotkały się w I rundzie. Gorzej, że cieszący się wielkim zainteresowaniem pojedynek kończono drugiego dnia na bocznym korcie...

- Mecz dwóch polskich dzikich kart: cały czas była dużo presja na nas obu. Wydawało mi się, że z tej racji to było starcie psychologiczne: kto dłużej wytrzyma, ten wygra.

Inne warunki, gdy w Koksijde sięgała pani w połowie września po największy tytuł w karierze.

- Było zupełnie inaczej. W turniejach o niższych rangach byłam wcześniej w półfinałach. Czułam, że jestem już w stanie wygrać taką imprezę.

Czy po tych osiągnięciach poczuła też pani, że wchodzi na wyższy poziom tenisowy?

- Po zwycięstwie w Belgii nabrałam dużo pewności siebie. Bardzo chciałam wygrać w finale: tak się już nastawiłam i nie wyobrażałam sobie porażki, gdy w końcu wywalczyłam sobie szansę walki o tytuł. To był ważny dla mnie turniej z tego właśnie powodu: dominowałam na korcie, miałam odpowiednie, czyli pozytywne nastawienie w czasie meczów. To ostatnie nie zawsze mi się udaje.

4cff63190d695578506691.jpg
W Warszawie, w trzecim podejściu, w meczu granym przez dwa dni, pokonała Domachowską, odnosząc pierwsze zwycięstwo w WTA Tour (foto Straszak)


Miło gra się w kraju Clijsters i Henin? Oni potrafią tam promować tenis.

- W Koksijde zorganizowali turniej na jednym korcie, umiejscowionym w centrum miasta. Tak jakby ktoś postawił kort na Starym Rynku w Poznaniu! Każdy, kto akurat przechodził, mógł sobie usiąść na trybunach, a więc z jednej strony było dość głośno, ale z drugiej na każdym meczu towarzyszyło nam mnóstwo kibiców. Wszyscy klaskali, można się było poczuć jak na jakimś większym turnieju.

Rok temu zapowiadała pani walkę o wejście do Top 200. Czy dziś uważa pani, że to było realne?

- Na pewno było realne, ale niestety ostatnio coś często przegrywałam w pierwszych rundach. Nie wypełniłam rocznego planu, ale nie będę się przecież załamywać. Trzeba grać dalej.

Czy Linette i jej sukcesy to dla pani czynnik motywujący?

- Na pewno. To, że Magda wygrała tyle turniejów i doszła do Top 200, to mnie motywuje. Utrzymujemy ze sobą dobre kontakty i życzymy sobie jak najlepiej.

Podobnie jest w całym gronie poznańskich tenisistek?

- Wiadomo jak to jest u dziewczyn: zawsze czuć jakąś rywalizację, ale utrzymujemy bardzo dobre relacje.

Czasem też trenujecie razem. A jak wygląda normalny dzień, gdy nie jest pani akurat na wyjeździe?

- O 7:45 mam pierwszy, 45-minutowy trening ogólnorozwojowy na AWF-ie, w CityZen Club: tam są zajęcia dla sportowców na specjalnych piłkach, różne ćwiczenia stabilizacyjne, siłowe. Potem jadę na trening tenisowy, ok. 2-3 godz. Przez godzinę lub półtorej odpoczywam i coś jem. Później jest drugi trening. Do domu wracam ok. 16-17. Rozciągam się, kąpię i odpoczywam do następnego dnia.

Nie planuje pani na razie studiów?

- Po maturze, która poszła lepiej niż przypuszczałam, chciałam poświęcić się tenisowi.

Po ubiegłorocznym debiucie nie wystąpiła pani w tym sezonie w Pucharze Federacji. Na początku lutego zdolna do gry w Izraelu może nie być jeszcze Agnieszka Radwańska. Miała pani już jakieś sygnały od kapitana Wiktorowskiego?

- Żadnej propozycji jeszcze nie otrzymałam. Ula [Radwańska] wygrała ostatnio turniej o puli nagród 50 tys. dol., więc myślę, że ona zagra w pierwszej kolejności. Drugą rakietą powinna być Magda, bo prezentuje się lepiej ode mnie, jest wyżej na liście. Czekamy jednak na oficjalne powołania.

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (0):

    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×