WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Roland Garros: Z nieba do piekła i z powrotem, Nadal w finale Rolanda Garrosa!

Rafael Nadal pokonał 6:4, 3:6, 6:1, 6:7(3), 9:7 w Novaka Djokovicia w półfinale wielkoszlemowego Rolanda Garorsa. Spotkanie trwało 4h37', a w czwartym secie Nadal serwował na mecz.
Robert Pałuba
Robert Pałuba

Jak pokonanie Rafaela Nadala na kortach ziemnych jest jednym z najtrudniejszych wyzwań ostatniej dekady, tak dla samego Hiszpana największym rywalem od trzech lat jest Novak Djoković, który swoją nieustępliwością i bezlitosnym stylem gry potrafi doprowadzić go do rozpaczy. Nie inaczej było w piątkowe popołudnie na korcie im. Philippe'a Chatriera w Paryżu i w półfinale Rolanda Garrosa Nadal został zmuszony do kosmicznego wysiłku.

Dzień męskich półfinałów to najcieplejszy dzień tegorocznej edycji imprezy, a słońce i wysoka temperatura miały pomóc Nadalowi, zwiększając kozioł piłki po jego topspinowych forhendach. Przywitani głośną owacją, Djoković i Nadal chwilę po 13. wkroczyli na kort i rozegrali jeden z najlepszych pojedynków turnieju.

Początkowe gemy przypominały walkę bokserską, którą dwóch pięściarzy rozpoczęło od wybadania możliwości rywala. W pierwszy pięciu gemach dominowały krótkie wymiany i liczne błędy, a dopiero po pół godzinie tenisiści rozegrali pierwszy z soczystych punktów, podczas którego piłka kursowała po całym korcie jak po sznurku i pod wszystkimi możliwymi kątami. Jednak to Nadal był zawodnikiem agresywniejszym i przy stanie 3:3 miał trzy okazje na przełamanie, popisując się wspaniałym minięciem z bekhendu i potężnym odwrotnym forhendem w sam narożnik. Serb przy trzeciej szansie posłał forhend w aut i przełamanie stało się faktem, a Hiszpan niezagrożony utrzymał serwis i wygrał seta 6:4.

W drugiej odsłonie uśpiony Djoković ponownie rozpoczął słabo i oddał serwis na 3:2. Przełamanie podziałało jednak na niego jak kubeł zimnej wody - natychmiast odnalazł się zaginiony return Serba, którym zaczął wyrządzać Nadalowi krzywdę, a przysunięcie się bliżej linii końcowej i wcześniejsze, agresywniejsze uderzanie piłki pozwoliło mu przejąć kontrolę nad wymianami. Spotkanie przyjęło obrót znany z poprzednich starć Serba z Hiszpanem, głównie na kortach twardych. Nadal, wycofany daleko za linią końcową jak szalony biegał do każdej piłki rywala, zaś Djoković uderzenie po uderzeniu zaciskał żelazne kleszcze na szyi rywala. Tenisista z Belgradu wygrał cztery kolejne gemy i całego seta 6:3.

Wydarzenia przyjęły niespodziewany obrót w trzeciej odsłonie. Djoković, który w świetnym stylu wygrał drugą partię, zamiast pójść za ciosem, wyraźnie osłabł i stracił cały impet. Spóźniony do większości piłek, bez cienia agresji i posyłający w aut najprostsze zagrania, błyskawicznie przegrywał 0:5 i musiał bronić się przed porażką 0:6. Dwa odparte setbole pozwoliły mu wywalczyć pierwszego gema, ale Nadal bez kłopotów zamknął seta przy własnym serwisie.

Prawdziwą kulminacją były jednak ostatnie dwie odsłony pojedynku. Djoković wziął się w garść i choć wciąż nierówny, postawił rozochoconemu Nadalowi niezwykły opór. Gdy Hiszpan przełamał na 4:3 po serii błędów rywala, mogło się zdawać, że belgradczyk składa broń. Tymczasem Serb wspaniałymi returnami wywalczył przełamanie powrotne i utrzymał serwis na 5:4, wywierając presję na Hiszpanie. Król mączki z Majorki znakomicie wytrzymał krytyczną chwilę i pewnie wygrał swojego gema, a następnie przełamał Djokovicia i przy stanie 6:5 podawał na mecz.

Nadal rozpoczął dwunastego gema jak na wielkiego mistrza przystało. Dwa absurdalne wręcz kończące forhendy dały mu prowadzenie 30-15, ale Serb ani myślał o poddaniu się. Każdy forhend lidera rankingu uderzany był z pełną mocą i na pełnym ryzyku, co przyniosło wspaniałe efekty. Djoković wygrał trzy kolejne wymiany, a w tie breaku dał popis skuteczności, bezlitośnie wygrywając wszystkie punkty przy własnym serwisie w stylu nie pozwalającym na słowo sprzeciwu rywala. Serbska maszyna ponownie złamała rywala i tenisiści musieli rozegrać piątą partię.

Decydującą odsłonę Djoković zaczął tak, jak zakończył poprzednią. W znakomitym stylu przełamał pasywnego i zdezorientowanego Nadala, a następnie sam obronił się przed breakiem, w kluczowym momencie zaskakując rywala wspaniałym dropszotem. Jednak podobnie jak Serb w partii czwartej, Hiszpan nie złożył broni. Piąty set przypominał pod wieloma względami dalszą fazę wspaniałego finału Australian Open 2012. Nadal uderzał w piłkę z pełną mocą, popisując się zapierającymi dech w piersiach winnerami z obu skrzydeł, Djoković zaś doskonale serwował i sam narzucał tempo przy własnym podaniu.

Niezłomność Nadala triumfowała w ósmym gemie, przy stanie 3:4, kiedy odrobił stratę podania. Doszło w nim do niecodziennej sytuacji, bowiem Djoković uderzył prostego smecza, po czym... wpadł na siatkę i stracił punkt. Zdekoncentrowany oddał potem serwis i przy stanie 4:5 to nagle on znalazł się w tarapatach. Kolejnych sześć gemów spotkania było z gatunku "święto tenisa". Nadal przy podaniu rywala dwoił się i troił za linią końcową dobiegając do wszystkiego i podbijając każdą piłkę, Serb za to wspaniale podawał i wykorzystywał swoje szanse w ofensywie (nie licząc kilku wyrzuconych smeczów). Hiszpan także pilnował podania jak oka w głowie, zagrywając momentami niespotykanej klasy winnery, także z bekhendu, na które odpowiedzi nie znajdywał nawet serbski król defensywy. Djoković skapitulował ostatecznie przy stanie 7:8, gdy niesamowity bekhend Nadala dał mu prowadzenie 30-0, a Serb wyrzucił dwa kolejne forhendy, kończąc pojedynek.

Eksplozja radości w obozie Hiszpana pokazała, jak wiele znaczy dla niego i jego bliskich to zwycięstwo. Wuj Toni, zazwyczaj dość spokojnie dopingujący swojego podopiecznego, skakał i krzyczał razem z resztą sztabu.

Przegrany Djoković opuszczał kort centralny żegnany głośną owacją i sam pokazał klasę, dziękując publiczności za sprawiedliwy doping. Paryski Wielki Szlem wciąż musi poczekać. Nadala za to jedno zwycięstwo dzieli od wyczynu, który ponownie pozwoliłby mu wpisać się na karty historii. W Erze Otwartej nikt jeszcze nie wygrał jednego turnieju wielkoszlemowego aż osiem razy.

Roland Garros, Paryż (Francja)
Wielki Szlem, kort ziemny, pula nagród w singlu mężczyzn 7,984 mln euro
piątek, 7 czerwca

półfinał gry pojedynczej:

Rafael Nadal (Hiszpania, 4) - Novak Djoković (Serbia, 1) 6:4, 3:6, 6:1, 6:7(3), 9:7

Program i wyniki turnieju mężczyzn

Robert Pałuba
z Paryża
robert.paluba@sportowefakty.pl

Polub i komentuj profil działu tenis na Facebooku, czytaj nas także na Twitterze!

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (80):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • vamos 0
    A tymczasem Rafiki wycofał się z Halle.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • MSha 0
    Brutalna prawda i jednocześnie najtrafniejsza ocena uzmysławiająca,
    dlaczego Federer, aż tak bardzo nie radzi sobie z Nadalem.
    Jednakże bez tego backhandu nie byłoby takiego Rogera, jakim go znamy.
    Alk Jednoręczny bekhend vs taki topspin.. mission: Impossible.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • MSha 0
    Dobrze wiesz mości Polihistorze, że trudną jest odpowiedź na pytanie:
    kto jest tenisistą wszech czasów?
    Możemy albo w ogóle jej nie udzielać (bo i tak na dobrą sprawę "po co?")
    Albo przyjąć jakieś kryteria.
    Łączna liczba wygranych turniejów? Tylko tych wielkoszlemowych?
    Liczba tygodni bycia numerem 1? A może pieniądze zarobione na korcie???
    Samprasowi towarzyszyła magia, ale na którą to poza samą grą, składał się w dużej mierze jego wizerunek na korcie, który był wręcz posągowy, majestatyczny, dostojny.
    Tyle że sama jego gra już jednak nie była, aż tak wyrafinowana, jakby to wiele osób chciało ją postrzegać. Ale przyjmijmy, że i to trudno jednoznacznie oceniać, bo i wtedy nieco inaczej grano w tenisa.
    Dla mnie postacią, która wyniosła ową grę na zupełnie inny poziom, był właśnie Federer. 17 tytułów wielkoszlemowych działa na wyobraźnię. Ponad 300 tygodni bycia liderem rankingu również.
    Nie musisz przytaczać bilansu spotkań z Rafą, bo znany jest on powszechnie i w tym wypadku liczby nie kłamią, który z nich w bezpośredniej rywalizacji okazywał się lepszy i na 3 spotkania wygrywał 2.
    Nie jestem fanką Nadala, bo to Roger skradł moje tenisowe serce.
    Ale jeśli Hiszpan znacząco się przybliży do tych 17-stu tytułów Federera, a może nawet i go dogoni lub wręcz przeskoczy (choć osobiście w to wątpię), to nie miałabym żadnych oporów, aby to właśnie jego postrzegać jako tego najlepszego w historii.
    Póki co można nieco przewrotnie powiedzieć, że Rafa w bezpośredniej rywalizacji jest lepszy od tenisisty wszech czasów
    (i ten ostatni wyraz piszemy rozdzielnie!
    a nie jak większość bożych owieczek czyni to łącznie)
    fulzbych vel omnibus W tenisie liczy się wyłącznie efekt końcowy. Jeśli tą "siekierą" jest w stanie wyciosać zwycięstwo, to czapki z głów. Typowi gracze siłowi nie dochodzą zresztą najczęściej daleko, tu trzeba coś więcej. Nadala podziwiam za regularność no i fakt, że z całą czołówką ma pozytywny bilans a maestro niestety mając 10:20 z Rafą nie będzie nigdy dla mnie tenisistą wszechczasów jak niektórzy chcą. Takim pozostaje Sampras.;-)
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (77)
Pokaż więcej komentarzy (80)
Pokaż więcej komentarzy (80)
Pokaż więcej komentarzy (80)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×