Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Break Point: Australian Open w cieniu zrzędzenia, pogardy i finału wszech czasów

To nie był turniej, który zapisze się w pamięci miłośników tenisa na lata. Australian Open 2015 rozczarował i w pewnym stopniu można czuć ulgę, że te dwa tygodnie już minęły.
Marcin Motyka
Marcin Motyka

Zawsze, gdy kończy się turniej wielkoszlemowy, odczuwam pustkę, bowiem dobiega końca coś, czemu poświęciłem dwa tygodnie życia. Myślę, że podobne odczucia ma duża rzesza kibiców. Turniej Wielkiego Szlema to dla sympatyków białego sportu takie dwutygodniowe Super Bowl. Okres, w którym wiele codziennych spraw schodzi na dalszy plan, a najbardziej liczą się rakiety, piłka i ludzie walczący o chwałę, sławę i pieniądze.


Choć wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe traktowane są na równi, dla mnie od zawsze najważniejszy był Australian Open. Pewnie dlatego, że kilkanaście lat temu właśnie podczas tej imprezy pokochałem tenis. W początkowych latach mojego zainteresowania tą dyscypliną sportu mogłem opuszczać wszystkie inne najważniejsze zmagania tenisistów, ale w drugiej połowie stycznia zawsze byłem przykuty do telewizora i z pasją wpatrywałem się w to, co odbywa się na drugim końcu świata.

Jednak po tegorocznej edycji Australian Open nie odczuwałem pustki czy smutku. Moje uczucia były wręcz odmienne - to była ulga. Ulga ponieważ w Australian Open 2015 herosi współczesnego tenisa nie dali mi najmniejszych powodów do ekscytacji. Większość meczów toczyła się wedle przewidywalnego scenariusza, pojedynków wybitnych, godnych zapamiętania na lata było jak na lekarstwo (o ile były w ogóle takie), a jeżeli już dochodziło do jakiegoś sensacyjnego rozstrzygnięcia, było to przyczyną wyłącznie słabszej dyspozycji faworyta (vide mecze Rafaela Nadala z Timem Smyczkiem bądź Andreasa Seppiego z Rogerem Federerem).

Odkąd pamiętam, impreza w Melbourne charakteryzowała się tym, że podczas drugiego tygodnia tenisiści raczyli nas kosmicznymi widowiskami, po których była pewność, że wryją się w pamięć na długo. Tymczasem w tym roku podczas ostatnich siedmiu dni turnieju aż nie chciało się włączać transmisji z Melbourne. Niedorzeczność, prawda? Niestety nie. Wystarczy odtworzyć sobie przebiegi spotkań, nawet tak chwalonych Tomasa Berdycha z Rafaelem Nadalem czy Novaka Djokovicia ze Stanem Wawrinką.

Do finału doszli ci, którzy powinni. I Djoković, i Andy Murray wyśmienicie czują się na twardej, ale niezbyt szybkiej nawierzchni, jaka jest w Melbourne, więc finał z udziałem tej dwójki absolutnie nie mógł dziwić. Ale i w spotkaniu o tytuł fani tenisa mogli poczuć się rozczarowani. Owszem, obaj główni aktorzy starali się robić maksymalny użytek ze swoich atutów, ale że są tenisistami grającymi w tak bardzo podobnym stylu, mecz bardziej nużył, niż zachwycał. To z pewnością nie był mecz, podczas którego chciałoby się cytować Goethego i mówić: "Chwilo, trwaj".

Tak, może zrzędzę. Ale zrzędzą wszyscy. Kibice, którzy po zwycięstwie swojego idola piszą peany na jego cześć, by po porażce stwierdzić, że do niczego się nie nadaje. Zrzędą tenisiści, bo akurat znów w ważnym meczu nie potrafili zaprezentować pełni możliwości albo że przeciwnik - o zgrozo! - nie chciał popełniać błędów. Zrzędzą też ci, którzy tenisem zajmują się zawodowo i od lat - bo pora meczu nie taka, a bo miał być hit, a wyszedł kit. Powód do ponarzekania zawsze się znajdzie.

W Melbourne piąty raz w karierze najlepszy okazał się Novak Djoković. Zwyciężył jak najbardziej zasłużenie. Każdego z siedmiu rywali odprawił bez większych kłopotów, choć, co normalne, miał w tym turnieju słabsze chwile. Serb zwyciężył, bo posiadł umiejętność która w największym stopniu w obecnych czasach determinuje działania tenisistów - bajeczną grę w obronie. Żyjemy w erze, w której w tenisie nie liczą artyzm, polot czy technika. Najważniejszą rolę odgrywają żelazne płuca i nogi. Warto także podkreślić fakt, że belgradczyk nie przeszedł ani jednego naprawdę poważnego testu. Wygrał regularnością i w pewnym stopniu dzięki słabościom rywali. Bo przecież Murray czy Wawrinka nie są takimi - z góry przepraszam za kolokwializm - przeciętniakami, aby przegrywać sety w stosunku 0:6.

Czy tenis oparty na defensywie jest zły? I tak, i nie. Na pewno nie zachwyca tak, jak tenis ofensywny, oparty na improwizacji, fantazji i doskonałym wyszkoleniu technicznym. Mimo to, typowi defensorzy także potrafią tworzyć mistrzowskie spektakle - półfinał Australian Open 2009 Nadala z Fernando Verdasco jest tego najlepszym przykładem. Jednak komuś, kto tą dyscypliną sportu interesuje się od nieco dłuższego czasu niż od chwili, gdy swój talent całemu światu pokazała Agnieszka Radwańska i wychowywał się na całkowicie innym tenisie, trudno wmówić, że tegoroczny finał imprezy w Melbourne był widowiskiem wybitnym.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że w interesie stacji telewizyjnych jest, by dany mecz czy program obejrzało jak najwięcej ludzi. Jednak nie wolno przekraczać granicy hipokryzji. Dlatego też opinie o finale wszech czasów czy najlepszych setach, jakie w niedzielę rozegrano na Rod Laver Arena w XXI wieku, należy włożyć między bajki. Te o mchu i paproci.

Nie przywykłem do krytykowania starszych, bardziej doświadczonych i znanych ekspertów. Nie w takim stylu uczono mnie pracy dziennikarskiej i uważam, że nie ma to nic wspólnego z profesjonalizmem, a tym bardziej zwykłą ludzką moralnością, ale obok pewnych spraw, tak jak obok zrzędzenia, obojętnie przejść nie można. A opinie wygłaszane z pogardą w głosie i w tonie "ja wszystko wiem najlepiej", zarówno w wydaniu rodzimych znawców, jak i tych z "lepszego świata", przynoszą więcej szkody niż pożytku. I aż przykro się robi na myśl, że takie słowa padają z ust ludzi, którzy mogliby być autentycznymi autorytetami, prowadzącymi przez meandry tak trudnej i pięknej zarazem dyscypliny sportu, jaką jest tenis.

W tenisie zakochałem podczas jednej z pierwszych w XXI wieku edycji Australian Open, słuchając niemieckiego komentarza. Ludzie, w których świadomości biały sport istnieje nieco dłużej, wbrew radom mędrców zza kryształu, nie zmienią dyscypliny. Co najwyżej zmienią język komentarza. Możliwe, iż właśnie na niemiecki. A następna edycja turnieju w Melbourne ruszy 18 stycznia 2016 roku. Oby była lepsza niż ta, którą mamy za sobą.

Marcin Motyka

Czy Australian Open 2015 rozczarował poziomem?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna / YouTube

Komentarze (18):

  • margota Zgłoś komentarz
    Zgadzam się z p. Marcinem Motyką i uważam, że ten artykuł całkowicie oddał moje odczucia po tym szlemie :)) Dziwi mnie jednak pewna sytuacja : Wawrinka, który w ostatniego seta oddaje
    Czytaj całość
    do zera i toż samo Anduś. Kłopotliwy zbieg okoliczności, przynajmniej ja tak uważam !
    • WTA-man Zgłoś komentarz
      Ale często tylko wspomniana długość pojedynku pozwala odróżnić dobrego tenisitę od rzemieślnika czy słabeusza który może soibie wyserwować 7-6 np. Słabszym trudniej też utrzymać
      Czytaj całość
      dyspozycję przez kilka setów, w końcu te umiejętności lub ich brak zaczyna grać rolę
      • Mossad Zgłoś komentarz
        Tenis od dawna idzie w zlym kierunku. Ciezko wytrwac caly mecz. Na kogo mecze teraz czekamy? Kto gwarantuje emocje , widowisko ? NIKT . W niedalekiej przeszlosci....Becker , Santoro , Chang
        Czytaj całość
        , Ivanisevic. Wymieniac by mozna bez konca.
        • Załamany Crzyjk Zgłoś komentarz
          Przepraszam, a tak właściwie to o czym mowa? Może ktoś w skrócie wyjaśnić, czy znów nie chodzi o "wielkość świąt"?
          • Eleonora Zgłoś komentarz
            Określenia kosmiczny finał,prawdopodobnie jest nadużyciem,gdyż popełniono łącznie w 4 setach;89 niewymuszonych błędów plus 4 podwójne, 2 serwis Andego oscylował w granicach ok.34%
            Czytaj całość
            oraz na zwieńczenie tego wybitnego widowiska dodatkowo na osłodę bajgiel...:) Wszyscy eksperci i komentatorzy,którzy oceniają ten finał,wyrażają swoje subiektywne oceny. To prawda,że drażniło pozerstwo i teatralność Djoko,ale zdążyłam się już przyzwyczaić do Jego show. Oglądałam mecz z zainteresowaniem do połowy 3 seta. Dla mnie skończył się wtedy mecz, gdy Andy się rozsypał na kawałki i poddał mecz, być może wtedy zrozumiał,że Novak wprowadził go w błąd swoim umierającym zachowaniem na korcie. Andy,nie wytrzymał mentalnie. Po czym Djoko, udowodnił w 4 secie,że jest świeżutki...:) Taka jest moja subiektywna ocena finału AO - Murray vs Djokovic ...:)
            • WTA-man Zgłoś komentarz
              Trochę mało treści ale z głównymi tezami można się zgodzić. To był słabszy turniej niż przed rokiem. I jeśli chodzi o poziom, ilość dobrych meczów i emocje, niespodzianki. I
              Czytaj całość
              jeśli chodzi o turniej panów i pań. Obsady finałów były banalne, trochę też pomogły drabinki jak to w takich sytuacjach bywa, finały też skończyły się banalnie. Pół biedy gdyby tak było po super turnieju pełnym emocji i kapitalnych spotkań, bo przecież nie przegrane faworytów świadczą o dobrym turnieju. Trzeba jednak brać pod uwagę, że nie zawsze szlem będzie porywał, ubiegłoroczny wysoko ustawił poprzeczkę, zresztą gdyby to nie AO to nie byłoby tego tekstu. Na całe szczęście przed nami bardzo obiecująca faza sezonu która charakteryzuje się dużą dawką dobrego tenisa a zawodnicy i zawodniczki nie są jeszcze przemęczeni i połatani
              • Seb Glamour Zgłoś komentarz
                No cóż,wszystko jest kwestią gustu,nie oczekiwałem w finale AO jakichś fajerwerków,wiem jak gra Andy,wiem jak gra Novak.Ich poprzednie spotkania też do wielkich widowisk nie
                Czytaj całość
                należały.Ale są osoby,którym taki tenis się podoba i to też należy uszanować.Finał pań niby też nie porwał,zagrały tenisistki,których styl gry mnie osobiście nie zachwyca,a mimo to musiałem przyznać,że ,,były momenty''.Z ostatnich finałów turniejów WS chyba najmilej wspominam USO 2013 Rafa-Novak...finał Wimbla z tamtego roku Roger-Novak też był ok.Jak już wspomniałem wcześniej-każdy ma inny gust,pewnie jakby zapytać wszystkich o najlepszy finał turnieju WS to każdy napisałby co innego. A jeszcze wracając do tego zrzędzenia...kiedyś spotkałem się z opinią na pewnym forum,że kiedyś to był tenis,a nie to co teraz...że prawdziwy tenis to był za czasów Samprasa i Agassiego...że teraz to jest żenada bo wygrywają tacy rzemieślnicy jak Nadal i Djokovic itd.No właśnie tylko po co to oglądać?Mam wrażenie,że są osobnicy,którzy oglądają tylko po to żeby móc później właśnie ponarzekać jak to kiedyś było wspaniale,a teraz jaka kicha.Czy to nie jest trochę masochizm?Są ponoć osoby,które nie cierpią Agnieszki Radwańskiej ale mecze z jej udziałem oglądają....
                • erefka Zgłoś komentarz
                  się zrobiła walka "komentatorów i znawców" tenisa. Narobiło się ich jak mrówek.. Niedługo dojdzie do rękoczynów czy AO 2015 było interesujące czy też nie.
                  • stanzuk Zgłoś komentarz
                    Gdyby nie komentarz Celta, to ten finał dałoby się oglądać.
                    • Sharapov Zgłoś komentarz
                      Mi się podobał zdecydowanie moj ulubiony szlem ma ten klimacik zabraklo mi jedynie upalow mam nadzieje ze za rok temperatury beda 40 stopniowe ;) mimo ze jeszcze 3 szlemy i duzo fajnych
                      Czytaj całość
                      mastersow w tym roku ja juz czekam na kolejny Aussie Open ;*
                      • Mind Control Zgłoś komentarz
                        Wszystkim którym Australia w tym roku się tak bardzo nie podobała proponuję trochę odpocząć od tenisa. Mój rozłam z tą dyscypliną trwał jakieś półtora roku kiedy śledziłem
                        Czytaj całość
                        wyniki pobierznie i obejrzałem jakiś mecz od czasu do czasu. Nie piszę tego złośliwie ale naprawdę wszystko po pewnym czasie zaczyna "powszednieć". :)
                        • Szopen hauer Zgłoś komentarz
                          To pan Motyka kocha tenis , czy niemieckie komentarze, bo nie jarze ?
                          • AkL Zgłoś komentarz
                            Kurcze, ale zrzędzimy :D Dobra, na duży plus zaliczam australijską inicjatywę - Kyrgios i Kokkinakis! Ten pierwszy, wyśmiewany - także przeze mnie - za "mus" wygrania AO pokazał się z
                            Czytaj całość
                            rewelacyjnej strony. Może po roczniku '87 będzie przeskok i Nick weźmie szturmem czołówkę. Grę na pewno ma. Drugi plus - Murray! Widać, że Szkot wraca do formy i ponownie docenia wartość agresywniejszej gry. Finał nic nie zmienia. Trzeci plus - Makarowa! Tyle napisano na forum, że nie będę nic dodawał. Czwarty plus - Keys! Ma dziewczyna talent (wiadomo, że 'hamerykanki i Brytyjki oceniam łagodniejszym okiem, ale jednak). Jest potencjał w kobiecym tenisie. Czasem można na coś popatrzeć w męskim świecie.
                            Zobacz więcej komentarzy (5)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×