Łukasz Kuczera: Czy to się kiedyś skończy? Robert Kubica na to nie zasłużył [KOMENTARZ]

Zdjęcie okładkowe artykułu: Materiały prasowe / ACO / Antonin Vincent / Na zdjęciu: Robert Kubica
Materiały prasowe / ACO / Antonin Vincent / Na zdjęciu: Robert Kubica
zdjęcie autora artykułu

Robert Kubica twierdzi, że w motorsporcie nie ma czegoś takiego jak pech. Jego zdaniem, o sukcesie lub porażce decyduje praca zespołu i kierowcy. Awarie są naturalnym elementem. Jednak trudno nie ulec wrażeniu, że jego pech prześladuje od 2011 roku.

W tym artykule dowiesz się o:

"Serce pęka", "brutalne", "szokujące" - to niektóre określenia zagranicznych dziennikarzy po tym, co spotkało Roberta Kubicę w 24h Le Mans. Polakowi zabrakło nieco ponad dwóch minut do napisania historii. Byłby stawiany w jednym rzędzie z największymi tego sportu, którzy nie tylko stali na najwyższym stopniu podium wyścigu Formuły 1, ale też 24h le Mans.

Awaria samochodu zabrała Kubicy marzenia. Widok załamanego kierowcy w garażu WRT mógł chwytać za serce. Być może jeszcze bardziej przejmujące były obrazki, na których krakowianin pocieszał mechaników. W końcu to jest motorsport. Dziś przegrywasz, jutro wygrywasz. Dziś masz pecha, innym razem los ci oddaje.

Trudno jednak nie ulec wrażeniu, że w przypadku Kubicy los ciągle zabiera, a nigdy nie oddaje. On sam twierdzi, że w motorsporcie nie ma czegoś takiego jak pech. Że jeśli coś się zepsuło, to gdzieś zawiódł człowiek. Być może. Gdyby na którymś etapie załoga WRT nie forsowała tempa, to być może silnik zatrzymałby się dopiero po przejechaniu mety. Tyle że to gdybanie, a tego sport nie lubi.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: świetna forma żony Kota. A zaledwie kilka miesięcy temu urodziła dziecko

Za samo stawianie sprawy w taki sposób i negowanie prześladowania przez pech, 36-latkowi być może należy się medal, bo wydaje mi się, że los nie oszczędza go począwszy od 6 lutego 2011 roku, kiedy to w Ronde di Andora doszło do poważnego wypadku z jego udziałem.

Tamten moment zabrał mu starty w Ferrari w Formule 1 i być może tytuł mistrzowski. Później wprawdzie wynagrodził mu powrotem do stawki F1, ale w barwach Williamsa i to w momencie, gdy zespół prezentował fatalną formę i sukcesem było dojechanie do mety. Po drodze do niedzielnych wydarzeń z Circuit de la Sarthe były też "pechowe" podejścia do wyścigów długodystansowych w barwach ByKolles Racing czy Manor Racing, niezbyt trafiony wybór serii DTM i jej rozpad po ledwie jednym sezonie startów Kubicy, a także odpadnięcie z Daytona 24h już na samym początku wyścigu.

Aby wygrać w 24h Le Mans, należy przez całą dobę unikać najmniejszych błędów. To Kubicy i WRT udawało się perfekcyjnie. Do 23. godziny i 57. minuty wyścigu. Ani razu nie zaliczyli pobocza, nie przestrzelili żadnego hamowania, nie zniszczyli samochodu, nie otrzymali żadnej kary. W trakcie mijających godzin oglądaliśmy jak błędy popełniają kierowcy z większym doświadczeniem w 24h Le Mans, jak z walki o wygraną żegnają się bogatsze zespoły niż WRT.

Robert Kubica, Yifei Ye i Louis Deletraz wszystko robili perfekcyjnie. Nieprzypadkowo przez zdecydowaną część wyścigu zajmowali pierwsze albo drugie miejsce w LMP2. Dlatego tak boli, że fatalny los dopadł ich na niespełna trzy minuty przed końcem wyścigu, że była to usterka mechaniczna. Być może, gdyby doszło do błędu z któregoś z kierowców, całą sytuację można byłoby szybciej i łatwiej przełknąć. W jakiś sposób zrozumieć.

Być może Kubica jeszcze nieraz stanie na starcie 24h Le Mans. Jednak wydarzenia z tegorocznej edycji wyścigu pozostaną zadrą na sercu. Polak stracił szansę na zwycięstwo w debiucie, a w kolejnych latach wcale nie będzie mu łatwiej. Być może tym razem błąd popełni inny rywal na torze, być może zawiedzie zespołowy partner. W pewnym sensie odniesienie sukcesu na Circuit de la Sarthe jest większym wyzwaniem niż wygranie wyścigu w F1. Bo gdy ścigasz się przez 24 godziny, to ryzyko, że coś się wydarzy, jest kilkukrotnie większe niż podczas niespełna 2-godzinnego "sprintu" w F1.

No chyba że los w końcu zacznie oddawać Kubicy to, co dotychczas mu zabrał. Wtedy zwycięstwo w 24h Le Mans albo innej prestiżowej serii przyjdzie wcześniej niż myślimy. Bo w końcu kiedyś karta musi się odwrócić, czyż nie?

Łukasz Kuczera

Czytaj także: Obajtek o dramacie Kubicy w 24h Le Mans Pokazano załamanego Roberta Kubicę. Serce pęka

Źródło artykułu:
Czy Robert Kubica wygra w przyszłości 24h Le Mans?
Tak
Nie
Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki
Trwa ładowanie...
Komentarze (12)
avatar
Lemmy_K
23.08.2021
Zgłoś do moderacji
0
2
Odpowiedz
tylko dlaczego ta zabawa odbywa się za nasze pieniądze ? Orlen sponsoruje te "wyczyny" Kubicy za kasę, którą wytarga z naszych kieszeni. Bo kiedyś Pinokio coś chlapnął na temat Kubicy Czytaj całość
avatar
ruff
23.08.2021
Zgłoś do moderacji
0
2
Odpowiedz
Wpierw patrzę, kto napisał artykuł a później czytam z dystansem. Chyba nie ma bardziej naiwnego i tak nieobiektywnego redaktora w temacie Kubicy jak przydupas Roberta - Ł Kuczera. Daj Pan już s Czytaj całość
avatar
Adela Rozen
23.08.2021
Zgłoś do moderacji
1
3
Odpowiedz
I od nowa telenowela o nieudaczniku Kubicy i jego pechu od czasu kiedy stracił rękę...  
avatar
Oszukany Polak.
23.08.2021
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
sabotaż w zespole miał 31wygrać i wygrał akcja udana.  
avatar
MrLouie
23.08.2021
Zgłoś do moderacji
2
0
Odpowiedz
Wielu ludzi ma nadzieję, że się to kiedyś skończy panie redaktorze.