KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Piotr Olkowicz. Pan z telewizora: Ludzie majętni lubią mieć kaprysy

Dobra passa Keitha Chapmana trwa. Przewodniczący Stowarzyszenia Brytyjskich Promotorów Żużlowych dał po raz kolejny odetchnąć zaniepokojonym sympatykom żużla na Wyspach i nie tylko. Kolejny klub został właśnie uratowany i wystartuje w Premiership.

Piotr Olkowicz
Piotr Olkowicz
Jason Garrity WP SportoweFakty / Jarek Pabijan / Na zdjęciu: Jason Garrity

Pan z telewizora to cykl felietonów Piotra Olkowicza, który przez wiele lat komentował żużel w Canal+. To jego głos słyszeliśmy oglądając rundy Grand Prix.

***

Mowa o ekipie tradycyjnie nazywanej Pszczołami. W ich siedzibie, w dzielnicy Brandon miasta Coventry, wrzało zimowymi miesiącami jak w ulu. Właścicielem klubu od wielu lat był Avtar Sandhu, biznesmen pochodzenia indyjskiego, którego swoje "wejście" w speedway, w zasadzie już w roku 2004, łączone było z potencjalną atrakcyjnością terenów. Ponad pięć lat temu Sandhu wycofał się z żużlowania, oczekując kolejnych intratnych ofert w związku z jego gruntami. Ubiegłej jesieni zmiana właściciela stał się faktem, ale w ślad za tym poszły w świat doniesienia o aktach wandalizmu na obiekcie. Newsy te zastanawiały wielu wobec oświadczeń, że budowa osiedla domów nie zacznie się od razu, a żużlowcy w żółto-czarnych kevlarach mają szykować się do batalii o kolejne mistrzostwo Anglii. I szykują się, tyle że okazuje się, że sezon mają rozpocząć nie na swoim dotychczasowym obiekcie, a w Leicester.

Wspomniany Sandhu i jego ludzie postanowili bowiem zdemontować na stadionie przedstawiające jakąś wartość ruchomości, wypruwając chociażby instalacje elektryczne, co wskazywać mogłoby na rychłe pojawienie się w tej okolicy buldożerów. Wersja oficjalna na koniec stycznia głosi o ponownym dostosowaniu obiektu do niezbędnych standardów, choć czy na Brandon wyjadą jeszcze kiedyś lewoskrętni, tudzież pobiegną pieski, tylko pan Avtar i jego kontrahenci raczą wiedzieć. Ludzie majętni lubią mieć kaprysy. Mieli je, mają i będą mieli. Przypomina mi się w tych okolicznościach kultowa przed laty postać Terry'ego Russella. Jeden z poprzedników Chapmana na stanowisku szefa brytyjskiego żużla, pociągał kiedyś mniej lub bardziej oficjalnie za sznurki w kilku klubach jednocześnie, bawił się żużlem. Mająca z nim niegdyś do czynienia promotorka klubu z Ipswich, dziś znamienita pisarka, Magda Zimny-Louis, wspominała kiedyś anegdotycznie, że kiedy Terry'emu się przytyło, poszerzenie ekskluzywnej złotej bransolety do jego równie ekskluzywnego złotego zegarka kosztowało pewnie tyle, co połowa rocznego budżetu Areny Essex. W Anglii potrafią się zabawić, ale na straży zasad tych harców stoi mąż opatrznościowy, rzeczony Buster Chapman.

Kiedy jesienią 2015 roku zasiadał za sterami BSPA, zapowiadał zmiany i walkę o lepsze jutro szlaki w UK. Pewnie spodziewał się, że tu i ówdzie z szafy wypadną trupy. W trakcie ubiegłorocznego sezonu z pewnością zastanawiał się ile ich będzie. Na razie dzięki swojej reputacji i biznesowym koneksjom wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Na nowym obiekcie w Manchesterze nie będzie wstydliwej ciszy, zaś zadłużony Leicester dostał wsparcie i w prezencie na dobrą wróżbę jeszcze gości z Coventry. Buster ciężko pracuje, ale wprowadził też nową jakość - chorobliwie dba o PR. W ramach ocieplania wizerunku targanego problemami brytyjskiego żużla wystąpił ostatnio w audycji transmitowanej przez media społecznościowe, odnosząc się do wielu trudnych pytań i zagadnień. Nie rozwodził się jakoś specjalnie szeroko nad wpływem obostrzeń wprowadzonych wobec zawodników nad Wisłą (stwierdzając, że cieszy się, bo w jego ekipie czyli King’s Lynn, startować będzie ostatni Mohikanin ze światowej szpicy czyli Chris Holder), natomiast z efektami masowej ucieczki znanych nazwisk z Anglii na pewno spotyka się podczas pełnienia codziennych obowiązków. Angielscy promotorzy z pewnością nie są szczęśliwi, że ich pozycja negocjacyjna została zmarginalizowana przez system wymaganych w Ekstralidze oświadczeń, choć przyznać trzeba, że akurat w utracie wielkich gwiazd, takich jak Niels Kristian Iversen, pomogli sobie sami przedobrzając z regulacjami systemu średnich biegopunktowych.

Poziom ich oburzenia może być nieco większy po wywiadzie z prezesem Wojciechem Stępniewskim, jaki ukazał się z tygodniku "Speedway Star" w połowie stycznia. Bardzo korzystny ruch. Obustronnie. Angielskie środowisko (mimo iż "SS" ukrył rozmowę, jakby zawstydzony, dopiero na stronach 42-43) dostało czarno na białym wykładnię tego "o co walczymy, dokąd zmierzamy". Stępniewski powiedział jedną bardzo mądrą rzecz, która pokrywa się z tym, co na co dzień słyszą do Chapmana. Brytyjski speedway czekają gruntowne reformy, które realizowane kompleksowo za jakiś czas przyniosą oczekiwane zmiany. Pracy jednak jest sporo.

Efekt wzajemnego wpływu naszych regulacji i mocnej angielskiej zimy jest taki, że w składach brytyjskich ekip widnieją na razie nazwiska tylko dwóch Polaków. Adam Skórnicki, bo tak wybrał i jest tam wartością dodaną oraz Krzysztof Kasprzak, który wierzy, że duża ilość ruchu jest dobra dla jego formy i dlatego będzie największą gwiazdą odnowionej Premiership. Dobre i to.

Piotr Olkowicz

Kup bilet na PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland. KLIKNIJ i przejdź na stronę sprzedażową! ->

ZOBACZ WIDEO Prezes PZM prosi o to, żeby nie wywierać presji na Bartosza Zmarzlika
Czy wierzysz, że żużlowcy Coventry Bees wrócą na Brandon Stadium?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×