Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Oszust oferował 200 tysięcy gwieździe Ekstraligi. Zatrzymał go prezes klubu

- Przyszedł do mnie, powiedział, że wspiera młode talenty i da mi 200 tysięcy do ręki, bez potwierdzenia czy faktury - tak Kacper Woryna, odkrycie sezonu 2017 w PGE Ekstralidze, opowiada o swoim spotkaniu z oszustem "Majorem bez nogi".
Dariusz Ostafiński
Dariusz Ostafiński
Kacper Woryna Materiały prasowe / Na zdjęciu: Kacper Woryna

- Umówiliśmy się w okolicach stadionu - opowiada nam Kacper Woryna, żużlowiec ROW-u Rybnik i najlepszy junior PGE Ekstraligi w sezonie 2017. - Przedstawił się i powiedział, że jest majorem, który stracił nogę na misji w Iraku. Początkowo uwierzyłem, bo faktycznie miał plastikową protezę, a historia wydawała się prawdopodobna.

Zawodnik zaprosił "majora" do biura swojej mamy. - Rzekomy kombatant opowiadał mi, że dostał gigantyczne odszkodowanie, ale nie ma nikogo bliskiego, więc wspiera młode talenty w sporcie i mógłby mi jakoś pomóc. Stwierdził, że znowu chciałby zobaczyć tego Kacpra sprzed wypadku w 2016 roku. Już wtedy włączył mi się alarm, bo przecież ostatni sezon miałem całkiem udany. Nie dałem jednak po sobie poznać, że coś podejrzewam, a on mówił dalej i coraz mocniej się pogrążał - twierdzi Woryna.

Zawodnik usłyszał od pana Andrzeja, że od kilku dni szukał z nim kontaktu, ale po przyjeździe do Rybnika miał wypadek. Poślizgnął się na peronie dworca, gdzie akurat trwa remont, upadł i uderzył się w głowę. Mówił, że straż miejska go zgarnęła, bo wylądował na torach. Zaczął też opowiadać, że od tego zdarzenia ma myśli samobójcze.

- W końcu stwierdził, że możemy pojechać do banku, bo on mi chce dać dwieście tysięcy złotych - zdradza żużlowiec. - Powiedział, że nie chce żadnych faktur. Na początku chciał jechać do banku w Rybniku. Potem stwierdził, że tam mogą mu nie wypłacić dwustu tysięcy. Rzucił, żebyśmy pojechali do Katowic i tam da mi cztery razy więcej, czyli osiemset tysięcy. Nalegał, żebyśmy od razu wsiedli do auta, bo on chce wszystko załatwić po wojskowemu.

ZOBACZ WIDEO Gollob planował start w Rajdzie Dakar. "Miałem pomysł na następne 10 lat funkcjonowania w sporcie"

Woryna pojechał z mężczyzną, zatrzymali się w centrum Rybnika. W międzyczasie mama zadzwoniła do prezesa ROW-u Krzysztofa Mrozka. Ten również przyjechał do centrum i obezwładnił "majora". Szarpanina trwała do czasu przyjazdu policji. - Prezes zachował się niczym James Bond - chwali Woryna działacza.

Przypadkowi gapie nagrywali całą akcję telefonami komórkowymi, ale jeszcze żaden film nie trafił do sieci. Mundurowi zatrzymali i zabrali oszusta do szpitala na konsultację. Policja nie chce mówić, czy chodzi o oddział psychiatryczny, ale właśnie taką informację nieoficjalnie otrzymaliśmy.

Andrzej Topczewski, znany policji jako "Major bez nogi", od kilku lat grasuje po Polsce. Pochodzi ze Strzelna. Często zasadza się na sportowców. Podaje się za weterana, który stracił nogę. Gdzie? Wersje są trzy - Irak, Afganistan lub poligon w Drawsku Pomorskim. Mówi, że dostał wielkie odszkodowanie, które chciałby przeznaczyć na szczytny cel. Mami więc swoje ofiary wizją wielkich pieniędzy. Oferuje wielotysięczne stypendia, czy nawet kupno samochodu. Potem stwierdza, że nie ma drobnych i chciałby pożyczyć sto, dwieście złotych. Kiedy je dostaje, znika. Woryna miał szczęście, bo do tego etapu nie doszedł.

Nabrał już wielu ludzi. Wygląda biednie, potrafi zagadać rozmówcę, budzi ogromne zaufanie. Przed spotkaniem z Woryną był w Lublinie, gdzie kilka dni mieszkał u przypadkowo poznanej kobiety. Obiecał jej wielką fortunę. Dostał jedzenie i dach nad głową. Po kilku dniach zniknął. Niczego jednak nie ukradł.

Oszukał wielu studentów, którzy omamieni wizją wielkiej kasy stawiali mu obiady, kolacje, polewali wódkę i piwo. Przychodził do nich zwykle w piątkowy wieczór. Zostawał na weekend, żeby w poniedziałek iść do banku po pieniądze. Kiedy okazywało się, że na wypłatę dużych sum potrzeba trzech dni, dalej żył na koszt swoich ofiar. W dniu wypłaty znikał, na przykład pod pretekstem załatwienia przeniesienia żołnierza do innej jednostki.

W historii, którą opowiada ofiarom, prawdziwe jest tylko jego nazwisko. Cała reszta jest zmyślona. Starszy pan ma bujną wyobraźnię. Pięć lat temu "Gazeta Pomorska" napisała tekst o szlachetnej młodzieży z liceum w Inowrocławiu, która wyciągnęła do pana Andrzeja pomocną dłoń. Wcześniej przyszedł on do redakcji i opowiedział, jak to upadł na ulicy i leżał twarzą na betonie. Licealiści podnieśli go, przenieśli na murek, dali napić się coli, chcieli dzwonić na pogotowie. Opowiadał, że zrobili to bezinteresownie, że odzyskał wiarę w ludzi.

Kilka tygodni po tym zdarzeniu oszust zjawił się z wycinkiem z gazety w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Inowrocławiu. Proponował, że da pieniądze jednemu z podopiecznych. Dostał namiary, ale w międzyczasie jeden z pracowników wrzucił nazwisko "majora" w wyszukiwarkę google. Prawda wyszła na jaw, wyskoczyło wiele publikacji na temat rzekomego dobroczyńcy. W porę ostrzeżono chłopca, którego chciał odwiedzić.

4 lata temu Topczewski deklarował pomoc bokserskiej sekcji Mazura Ełk. 30 tysięcy chciał przekazać bezpośrednio klubowi, a 20 w formie stypendiów. Cały dzień zwodził trenera, urzędników, w końcu przepadł bez śladu. Oszust ze względu na niską szkodliwość czynu rzadko kiedy trafia do aresztu. Zresztą ludzie nie chcą zgłaszać spraw na policję. Tak też było w przypadku pomocy dla Mazura. Trener Tadeusz Biryło, który rozmawiał z "Majorem bez nogi", stwierdził, że skoro ostatecznie nic nie wyłudził, to nie ma sensu robić zamieszania.

Podobnie postąpiło wielu ludzi, którzy mieli do czynienia z oszustem. Na jednej ze stron można przeczytać historię o weteranie, któremu ktoś pożyczył 100 złotych, ktoś inny dał plecak. Pan Andrzej jest przedstawiany jako osoba wiarygodna i wesoła. - "Aż chciało się go trzymać w domu, karmić i poić w nieskończoność" - pisze jedna z ofiar oszusta.

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna
Komentarze (66):
  • zawodowiec Zgłoś komentarz
    Matka zamiast zadzwonic na policje to... dzwoni do Jamesa Bonda.
    • hmm Zgłoś komentarz
      to już tomasza z rowu zwanego pożniej ino rów Rybnik a teraz row row row Rbnik... nie zobaczymy tu na forum ? W końcu go złapali! Tutaj opowiadał ,że jest prezesem firmy...
      • RECON_1 Zgłoś komentarz
        Ja nie mogę,artykuł wprost genialny,coz za bohaterstwo i niezwykły heroizm super prezesa,dobrze ze w tle strzały nie padly...swoja droga wyszło wg mnie ze woryna się jednak polakomilby na
        Czytaj całość
        kasę,tyle ze jako dorosły musial się mamusi spytać...
        • Duszman Zgłoś komentarz
          Na redaktora zawsze można liczyć..... redaktor Ostafiński po raz kolejny przedstawił ludzi zarządzających Unią Tarnów jako bandę kompletnych idiotów i mądrego i odważnego super
          Czytaj całość
          prezesa Mrożka ryzykującego życie za swojego zawodnika :))) toż to k...a skarb nie prezes:) ciekawe czy super prezes będzie taki odważny jak skarbówka go wezwie jako świadka, bo wróble w Rybniku ćwierkają o sporych nadużyciach względem US jednego z teamów w stajni super prezesa....
          • omniscient Zgłoś komentarz
            Chciałbym uzyskać odpowiedź od redaktora Ostafińskiego na jedno jedyne pytanie. Dlaczego ten artykuł oraz jemu podobne, nie są umieszczane na ,,Sportowym Barze" gdzie są inne pozasportowe
            Czytaj całość
            ciekawoski?
            • VW200 Zgłoś komentarz
              K@cper Voryn@ to hardcore i desperat, jak mozna być takim frajerem, aby uwierzyć, że ktoś za nic da tyle kasy...jeszcze do banku z nim pojechał...miejmy nadzieje, że nikt nie zrobi
              Czytaj całość
              Vorynów metoda na wnuczka...bo pasują jak ulał
              • omen Zgłoś komentarz
                Świetny artykuł panie darku! Świetna propaganda jakże pięknie pokazany pan prezes normalnie Chuck Norris! I tym sposobem Rybnik "zaoszczędził" kolejne 200 tysiaków. Tylko proszę
                Czytaj całość
                zauważyć że tym sposobem ośmieszyliście woryne. Wyszło na jaw że jest zwykłym naiwniakiem chytrym na kasę! Jak można wsiadać do samochodu z obcym gościem opowiadającym bajki?! Było by ciekawiej jakby pan napisał jak było w rzeczywistości bez koloryzowania itp. No ale trzeba pokazać spryt prezesa ahaha. Teraz czekam na kolejny artykuł o Tarnowie! A może o Sadym? Czy też by tak zareagował i porównać go z mrozkiem! A potem kolejny o Rybniku i Mrozku nie wiem może o łowieniu ryb?
                • Mossad Zgłoś komentarz
                  Szacun dla MAJORA. Ile teraz mlodych ludzi chce naiwnie przytulic nie swoja kase.
                  • staruszek Zgłoś komentarz
                    tego artykułu na pudelku by nie wstawili....... Mustafa przekroczył zatem kolejne granice......beznadziejności.... toż to trzeba mieć wybitny, potężnie.... intelekt, aby spłodzić takie
                    Czytaj całość
                    badziewie....
                    • sympatyk żu-żla Zgłoś komentarz
                      Ciekawe zajęcie na zarabianie kasy i dobry wikt.Teraz co na to władza.
                      • esoxlucius1976 Zgłoś komentarz
                        Co to ma być?!?! Towar musiał być przedni! Innego wytłumaczenia nie ma na tak "niesamowity" artykuł.
                        • Pan wszystkich Panów Zgłoś komentarz
                          To już wiemy co srajt robi jak ma przepustki.
                          • szakal44 Zgłoś komentarz
                            Woryna pewnie chciał przytulić te 200 klocków i zadzwonił po Mrozka żeby sfinalizować sprawę, ale człowiek instytucja zabawił się w Policjanta i złodziei .
                            Zobacz więcej komentarzy (53)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×
                            Sport na ×