Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Żużel po angielsku: To jest motosport! Tu kości muszą trzeszczeć! (reportaż)

Niewiele dbałości o bezpieczeństwo jest na brytyjskich stadionach żużlowych. To pozwala jednak przeżyć chwile, których w polskim żużlu nie uraczymy. Wybrałem się na wycieczkę, a moim miejscem docelowym był finał angielskiej Premiership.
Bartłomiej Ruta
Bartłomiej Ruta
Robert Lambert WP SportoweFakty / Tomasz Jocz / Na zdjęciu: Robert Lambert

Opowieść o finale brytyjskiej Premiership niestety, ale muszę zacząć od typowo polskich narzekań. Z naszej redakcji poleciał do Anglii mail informacyjny, że stawię się na miejscu. Może nawał pracy, może przeoczenie, nie mam pojęcia, ale na liście akredytowanych dziennikarzy niestety mnie nie było. Pojechałem wiedząc, że bilety na pewno dostanę na miejscu. 20 funtów to nie majątek. Na szczęście wszedłem na stadion bez żadnych problemów, po okazaniu legitymacji prasowej, ale ciekawie już było przed samymi bramkami.

Korki są wszędzie

Krajowa droga A47, z której mamy ostatni zakręt na domowy tor Kings Lynn Stars była nieźle zakorkowana. Na szczęście przy samym zjeździe łączy się z nią A148, więc drobne nagięcie przepisów (jazda pasem prawym zamiast lewoskrętem) wystarczyło, aby na 40 minut przed pierwszym wyścigiem dostać się do czołówki aut wjeżdżających na parking. Wcześniej takie rzeczy by nie przeszły. W Polsce narzeka się, że policja czai się gdzieś za rogiem i łapie na radar. Tu nie ma takiej potrzeby. Na dystansie mniej więcej 100 mil (ok. 150 km), mijaliśmy około 20 fotoradarów. To w Anglii normalne i nikt nie narzeka.

Sam parking szału nie robił. Trochę miejsc na betonowym podłożu przy samym stadionie, ale oczywiście za mało jak na mecz finałowy. Dodatkowe miejsca na polance i małym żwirku. Wszystko perfekcyjnie zarządzane przez trzech funkcyjnych, którzy dbali o to, by nikt nikogo nie zastawił. Tu napotykamy jednak nie pierwszy problem brytyjskiego speedwaya - parking zupełnie za darmo. Niby to fajnie, ale u nas już dawno by kasowali po "dyszce", albo i więcej. Tak budujemy kolosalne budżety.

Kolejka do kas 40 minut przed pierwszym wyścigiem. Kolejka do kas 40 minut przed pierwszym wyścigiem.
Kolejka do kas miała dobre sto metrów, a trzeba przyznać, że było to na niewiele ponad pół godziny przed pierwszym wyścigiem. Generalnie nie mam pojęcia, jak udało im się to rozładować, bo w momencie planowanego rozpoczęcia spotkania wszyscy byli już na trybunach. Działały tylko trzy kasy, w każdej starsza kobieta. Co ważne - w kasach sprzedają tylko bilety. Programy są dostępne już po wejściu na stadion. Same wejściówki to najprostszy ze znanych systemów - kawałek papieru przedzierany przy wejściu.

Zwykłe piwo kupisz tu legalnie

Po wejściu miły folwark. Piwo jasne, piwo ciemne (wszystko z normalną zawartością alkoholu), hot dogi, kiełbaski, sporo krzeseł i stołów w budynku pod trybuną siedzącą z gastronomią a na dodatek w pełni ubrany motocykl żużlowy. Dla dzieciaków gratka. Pierwszego napotkanego piwosza w czapce miejscowej drużyny spytałem o jego oczekiwania względem tego wieczoru. - Na wiele nie mamy co liczyć. Jasne, że kciuki za swoich będę trzymał i zaraz wypije łyka za ich zdrowie, ale przewaga Poole jest duża, a nam brakuje jednego z kluczowych żużlowców. Może chociaż ściganie będzie na poziomie lepszym niż u nich - wyraził nadzieje fan.

Strefa gastronomiczna, a nad nią trybuna na stadionie Adrian Flux Arena. Strefa gastronomiczna, a nad nią trybuna na stadionie Adrian Flux Arena.
Dla fanów niewiele miejsc siedzących. Głównie stojące więc koce, składane krzesła w sporej liczbie. Najmniej przeszkadzało to zwierzakom, których też naliczyłem kilka sztuk. Sektor, a w zasadzie kontener, dla mediów zlokalizowany był na wyjściu z drugiego łuku. Widoczność średnia, ale na szczęście wewnątrz pomieszczenia dostępny był telewizor z powtórkami live. Na plus też toalety, które były lepsze niż na niejednym stadionie w Polsce. Dodatkowo do dyspozycji mediów poza standardowymi kontaktami z prądem, wifi czy stołami był też czajnik, woda i do wyboru kawa, herbata i świetna gorąca czekolada popularnej brytyjskiej firmy. - Jest chłodno, więc trzeba się jakoś grzać, a w pracy piwa nie wypada - uśmiechali się do mnie miejscowi.

Bezpieczeństwo? To jest motosport!

Sam mecz przebiegał bardzo płynnie. Naliczyłem 3 równania toru i ani jednego wyjazdu polewaczki. Pierwszy szok dla przyzwyczajonego do polskiego ścigania kibica. Kolejna ciekawostka to fakt, że pomiędzy pierwszymi ośmioma wyścigami na torze nie uraczyliśmy żadnego traktora. Po nawierzchni spacerował pan, który wybierał większe kamienie i to wszystko. Tor, choć mocno przeorany, wyglądał i tak dość równo a zawodnicy nie mieli większych problemów z jego pokonywaniem. Niestety to nie był najlepiej reklamujący ligę mecz. Mijanek na torze zbyt wiele nie było.

"Równanie" toru po 4. wyścigu.
- Tak jeżdżą bez równania i zaraz ktoś padnie i się połamie - zagaiłem do starszego pana, który zachłannie zaciągał się papierosem. - Panie, to jest motosport! Czego oczekujesz? Jak bierzesz udział w motosporcie, to musisz się liczyć z ryzykiem. Czasem lepiej upaść w dobrze odsypane niż na ten wasz polski beton - odpowiedział oburzony i nie miałem zamiaru z nim dyskutować, bo widać było, że nasza liga mu nie leży. To nie był jednak jedyny aspekt bezpieczeństwa, który zwrócił moją uwagę.

W naszych ligach mamy strefy buforowe w pobliżu toru. Na większości stadionów po prostu nie wpuszcza się tam osób bez przepustek, a tym bardziej kibiców w trakcie trwania wyścigów. Na torze w King’s Lynn można jednak swobodnie spacerować dookoła stadionu w trakcie wyścigów, będąc dosłownie półtora metra od zawodników. Dwie rzeczy, które nas oddzielają od rozpędzonych motocykli, to standardowa banda oraz czterometrowa siatka z kratownicy. Z toru nie kurzyło się tak jak na każdym naszym obiekcie i stojąc jakieś 4-5 metrów od bandy nie odczułem nawierzchni na swoim ciele, ale przeraził mnie widok rodziny stojącej tuż przy siatce okalającej bandę cały mecz. Nie dość, że byli bardzo blisko, to ojciec dumnie trzymał córkę na swoich plecach. Jeden kamień z toru mógł wywołać tragedię.

Środek wyścigu a rodzina w komplecie tuż przy bandzie. Środek wyścigu a rodzina w komplecie tuż przy bandzie.
Po 14 wyścigach losy rywalizacji w brytyjskim finale były już znane. Miejscowi wygrali ten mecz, ale przegrali batalię o złoto. Wtedy nastąpił standardowy wyścig szczurów, aby nie stać w korku przy wyjeździe na drogę. W związku ze zwolnieniem wielu miejsc, mogłem się przemieścić pod sam start i obserwować wyjście zawodników spod taśmy w odległości maksymalnie metra od zajmującego czwarte pole Roberta Lamberta. Niesamowite wrażenie. U nas praktycznie niemożliwe do przeżycia, bo istnieją wspomniane wcześniej strefy buforowe, ale radość była krótkotrwała, bo już przy wejściu w łuk widoczność ewidentnie spadła.
Tak blisko zawodników w trakcie wyścigu jeszcze nie stałem. Tak blisko zawodników w trakcie wyścigu jeszcze nie stałem.
Brytyjski żużel to całkiem inna mentalność i intensywność. Tam nic nie jest aż tak profesjonalne, jak u nas, ale za tym idzie luz, którego z kolei nam brakuje. Kogo obchodzi wynik meczu, kiedy w domu czeka rodzina? Ważniejsza jest dobra zabawa i spotkanie z przyjaciółmi, co de facto jest głównym czynnikiem przyciągającym jeszcze garstkę kibiców na żużlowe obiekty na uboczu angielskich miast.

Korespondencja z King's Lynn
Bartłomiej Ruta

ZOBACZ WIDEO Oficjalne promo 2019 PZM Warsaw FIM SGP of Poland



TAURON dziękuje za kibicowanie podczas cyklu Speedway Euro Championship

Czy speedway w Anglii uważasz za niebezpieczny?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (7):

  • AM99 - StayStrongDarcy Zgłoś komentarz
    Naprawdę świetnie napisany artykuł, aż chce się czytać! :D I co najważniejsze bardzo ciekawy! ;) Następny w ten deseń bardzo mile widziany będzie! ;)
    • gul falubaz Zgłoś komentarz
      Więcej takich artykułów poproszę!
      • Berserker 79 Zgłoś komentarz
        Fajnie napisany felieton!
        • robson unia t Zgłoś komentarz
          oczywiscie pierwsze to placz nad akredytacją
          • Marta Żmuda-Trzebiatowska Zgłoś komentarz
            "Z naszej redakcji poleciał do Anglii mail informacyjny, że stawię się na miejscu. Może nawał pracy, może przeoczenie, nie mam pojęcia, ale na liście akredytowanych dziennikarzy
            Czytaj całość
            niestety mnie nie było." - ojej, mail wysłany z SF do Anglii i zaraz wszyscy mają tam padać na kolana i przyjmować jak króla... " Tu napotykamy jednak nie pierwszy problem brytyjskiego speedwaya - parking zupełnie za darmo. Niby to fajnie, ale u nas już dawno by kasowali po "dyszce", albo i więcej. Tak budujemy kolosalne budżety." - że co? To jest minus? Fakt, lepiej u nas zdzierać 10zł za butelkę wody, która normalnie w sklepie kosztuje trzy. I nie - nie tak u nas się buduje kolosolne budżety, u nas kolosalne budżety się buduje na kolosalnych dotacjach z miasta. W Anglii dotacji nie ma - wszystko utrzymują prywatni ludzie. Jeśli robią parking za darmo, to znaczy że im to się opłaca. A nie polskie myślenie - zedrzeć z ludzi kasę na każdym kroku. "- Tak jeżdżą bez równania i zaraz ktoś padnie i się połamie - zagaiłem do starszego pana, który zachłannie zaciągał się papierosem. - Panie, to jest motosport! Czego oczekujesz? Jak bierzesz udział w motosporcie, to musisz się liczyć z ryzykiem. Czasem lepiej upaść w dobrze odsypane niż na ten wasz polski beton - odpowiedział oburzony i nie miałem zamiaru z nim dyskutować, bo widać było, że nasza liga mu nie leży. " - no i słusznie. W Anglii ejst fajny tor, który czegoś od żużlowców wymaga, ale przy tym bezpieczny. A u nas beton i zaraz panienki jak mają lekko pod koło to nie chcą jechać. Reszty nawet nie czytałem, bo artykuł pisany ze straszną butą, jakby wielkie panisko przyjechało oglądać wieśniaków. Słoma z butów Panu wychodzi. Jeśli miarą profesjonalizmu są dla pana pieniądze z miasta, płatny parking czy beton na ktorym się nic nie dzieje to nie mam pytań. Nic dziwnego że zachód patrzy na Polaków z wyższością, skoro wystarczy że osiągniemy parę sukcesów w żużlu, a już my z taką samą butą i wyższością patrzymy na żużel w innych krajach. Trochę szacunku. Kibic z nieco dłuższym stażem potrafi się tego nauczyć
            • Tomek z Bamy Zgłoś komentarz
              "Tak blisko zawodników w trakcie wyścigu jeszcze nie stałem". W latach '80tych i na początku '90tych często stało się bliżej,a jak Gizbern przy bramie do parkingu coś się
              Czytaj całość
              burzył,to dostał szybko dwa pociski i głowa spuszczona;)Pzdr.
              • MW. Zgłoś komentarz
                Fajny tekst. Mam nadzieję że też kiedyś dane mi będzie przeżyć coś podobnego na lidze angielskiej. Swoją drogą ciekawe jak na to patrzą zawodnicy - na róźnicę miedzy ligami z ich
                Czytaj całość
                perspektywy?
                Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                ×
                Sport na ×