W tym artykule dowiesz się o:
- Podstawowy cel to awans do "czwórki" - mówił na przedsezonowej prezentacji prezes Paweł Sadzikowski. - Od wielu lat Wanda nie była tak wysoko, więc jest to sukces - powiedział z kolei po ostatnim meczu Józef Pilch. W zestawieniu z celem minimum to bez wątpienia prawda, chociaż nikt w klubie nie ukrywał, że Speedway Wanda jest przygotowana do sezonu najlepiej od lat, mając sponsora strategicznego, szeroką, wyrównaną i silną kadrę oraz doświadczenie z lat poprzednich. W tej sytuacji jedynym satysfakcjonującym wynikiem byłoby wywalczenie w lidze pierwszego miejsca i opuszczenie najniższej klasy rozgrywkowej.
Drugie miejsce przyjęto więc w krakowskim środowisku z rozczarowaniem. Trzeba jednak pamiętać, że droga do takiego wyniku i tak była trudna. Po trzech kolejkach krakowski zespół zajmował ostatnie miejsce. Z powodu kontuzji cały sezon opuścił Charlie Gjedde, a jeden lub więcej meczów - Kenneth Hansen, Oliver Allen, Tobias Kroner i Simon Stead. Wspólnego języka z działaczami nie znalazł Rafał Fleger. W tej sytuacji działacze Speedway Wandy ratowali się wzmocnieniami, kontraktując w sezonie Rafała Trojanowskiego, Madsa Korneliussena, Marcina Nowaka, Josefa Franca oraz "gości" - Łukasza Jankowskiego, Pawła Hliba i Mikołaja Curyło. W sumie plastron Wandy chociaż raz założyło w tym sezonie 20 (!) zawodników, o sześciu więcej niż rok wcześniej.
"Trojan" liderem
Aż 5. zawodników Speedway Wandy wypracowało w tym sezonie średnią około 2 pkt/bieg lub wyższą, ale mało który z nich utrzymał formę we wszystkich, w tym w najważniejszych meczach. Jeśli wziąć pod uwagę to kryterium, za zawodnika sezonu w Krakowie można uznać Rafała Trojanowskiego. W 10. meczach w II lidze "Trojan" tylko raz zdobył mniej niż 10 punktów (8+1 w Opolu), kilka razy notując wynik równy lub bliski kompletu. - Myślę, że jeśli chodzi o jazdę dla Wandy, to nie dałem plamy. Wszystko się układało i gdyby nie dwa niesłuszne wykluczenia na koniec sezonu, byłbym w pełni zadowolony. Miałem obawy, bo na wielu II-ligowych torach od dawna nie startowałem, ale wyszło dość dobrze. Nie zawaliłem żadnego ważnego meczu - powiedział zawodnik, chwaląc przy okazji działaczy Wandy: Klub z Krakowa okazał się profesjonalny. Wszystko na linii klub-zawodnik było OK. Kibice mogą być zadowoleni, chociaż nie udało się zrealizować najważniejszego celu. - Wydaje mi się, że polscy seniorzy, Paweł Staszek i "Trojan" dawali z siebie wiele. Ich podejście najbardziej mi odpowiadało
- twierdzi menedżer Michał Finfa. Wspomniany Paweł Staszek był niezawodnym punktem drużyny na swoim torze, w większości meczów ze świetnej strony pokazał się też Mads Korneliussen. Mimo słabszej końcówki także Timo Lahtiego trudno uznać za nieudany transfer.
[b]
Niespełnione nadzieje w kapitanie [/b] Niewiele pożytku krakowianie mieli z "gości". Ernest Koza zdobywając średnio 5 punktów spełnił pokładane w nim nadzieje, ale występy ekstraligowców - Łukasza Jankowskiego i Pawła Hliba - nie wyglądały tak, jak działacze, kibice i sami zawodnicy by sobie życzyli. Za pechowca sezonu można uznać Mikołaja Curyło, który w 3 meczach i 7 biegach zanotował... 5 wykluczeń, upadek i defekt.
Jednak najbardziej rozczarowali "etatowi" zawodnicy i to niekoniecznie z powodów sportowych, choć w dwumeczu z ŻKS ROW Rybnik kilku z nich nie udźwignęło odpowiedzialności za wynik. Kenneth Hansen kilka razy pojechał w Krakowie znakomicie, ale po słabszych występach i odsunięciu od składu niemal obraził się na klub. Zachowanie Tobiasa Kronera i Timo Lahtiego, który spóźnił się na samolot, którym miał dolecieć na mecz do Krosna skomentował natomiast Paweł Sadzikowski podczas ostatniego meczu: Wybór Tobiasa Kronera na kapitana był pochopny. Zawodnik zachował się jak gówniarz, odmówił przyjazdu na mecz. Mam nadzieję, że jego kariera w Polsce dobiegła końca i zajmie się pracą w banku, a nie będzie przyjeżdżać do Polski na wakacje. Z kolei Timo Lahti w ostatnim meczu wiedział już rano, że nie przyjedzie do Krosna, ale dowiedzieliśmy się dopiero około południa. - powiedział prezes klubu. W przeciwieństwie do Lahtiego, Kronera nie bronią wyniki sportowe.
Mecz sezonu
Zespół Speedway Wandy "odjechał" w minionym sezonie kilka bardzo dobrych spotkań, np. wysoko pokonując Kolejarz Opole, KSM Krosno czy Victorię Piłę. Ale jednym z najlepiej wspominanych będzie zapewne mecz z ROW-em z 12 maja. Gospodarze podejmowali głównego przeciwnika do awansu z zerowym dorobkiem w tabeli. Początek ułożył się dla Wandy bardzo dobrze, ale w 9., a później w 14. biegu goście doprowadzili do remisu. W ostatnim wyścigu Timo Lahti i Paweł Staszek zapewnili swojej drużynie zwycięstwo - na szczęście dla Wandy, bo porażka oznaczałaby bardzo poważne kłopoty i to w początkowej części sezonu. - Nie wierzyłem, że uda się wygrać - mówił nawet Staszek.
Być może krakowianie cieszyliby się z awansu, gdyby udało się wywalczyć więcej niż jedno zwycięstwo wyjazdowe. Wanda była blisko sukcesu w Krośnie, ale tylko w Opolu, w rundzie finałowej, udało się pokonać gospodarzy (48:42).
Bolesne porażki
- Było wiele nerwowych sytuacji podczas sezonu. Niestety, najbardziej zapadł mi w pamięć mecz w play-off 1.09 w Rybniku z uwagi na to, że po trzech biegach tak naprawdę nie było już połowy drużyny i miałem spore problemy. Dodatkowo właśnie ten mecz przesądził o awansie - powiedział Michał Finfa. Z uwagi na stawkę meczu oraz słaby jak na możliwości zespołu wynik właśnie to spotkanie można uznać za najgorsze w sezonie. W swoich pierwszych biegach ucierpieli Mikołaj Curyło i Oliver Allen, a znacznie słabsi od przeciwników byli wszyscy zawodnicy Speedway Wandy poza Rafałem Trojanowskim. W efekcie ŻKS ROW wygrał 56-33, znacznie przybliżając się do końcowego sukcesu.
Jakby tego było mało, rybniczanie dopięli swego... tydzień później, w Krakowie, rozstrzygając mecz różnicą 4-ech punktów na swoją korzyść. O wyniku przesądził w tym meczu ostatni bieg, w którym Rafał Trojanowski został zdaniem gospodarzy niesłusznie wykluczony, co nie poprawiło nastrojów kibiców.
Finanse pod kontrolą?
Pod względem finansów rok 2013 był zdecydowanie najlepszym w krótkiej historii Speedway Wandy. Drużyna startowała w rozgrywkach pod szyldem Instalu, a w trakcie sezonu podpisywano umowy z kolejnymi sponsorami, m.in. firmą Play oraz Samsung. Na stadionie pojawiło się też piwo Tyskie - jako napój i jako sponsor. Działacze nie chcą ujawniać szczegółów, ale zawodnicy nie narzekali na poślizgi w płatnościach, a zdaniem prezesa obecna sytuacja jest względnie niezła i Wanda powinna przejść proces licencyjny bez większych problemów. - [Sytuacja] jest o wiele lepsza niż w niektórych klubach drugoligowych i wielu pierwszo- i ekstraligowych. Jest też na pewno lepsza niż przez trzy poprzednie sezony. Może jeszcze nie taka, jak bym sobie życzył, ale jesteśmy stabilni finansowo. Chłopaki mieli za co inwestować w sprzęt, za co jeździć, więc nie jest źle - mówił po sezonie Paweł Sadzikowski.
[b]
Co w 2014?[/b]
Jedno jest pewne: za rok Speedway Wanda ponownie powalczy o awans do kolejnej klasy rozgrywkowej. W jakim składzie? - Koncepcja jest już obrana. Lista transferowa jest przygotowana i razem z prezesem codziennie ja omawiamy i ewentualnie aktualizujemy - mówi Michał Finfa, który także za rok poprowadzi zawodników krakowskiej drużyny. Zespół na pewno opuszczą Lahti, Hansen i Kroner, ale pozostanie któregoś z liderów wydaje się prawdopodobne, zwłaszcza, że i zawodnicy - Staszek, Trojanowski, Korneliussen - i działacze deklarowali chęć rozmów o przedłużeniu współpracy. - Chcemy parę umów przedłużyć - stwierdził Michał Finfa. - W Krakowie mogłem liczyć na regularne występy. To ważne, żeby startować w każdą niedzielę – to z kolei słowa Duńczyka. Rafał Trojanowski jest zainteresowany przede wszystkim jazdą w I lidze, ale nie wyklucza pozostania w Krakowie. Zawodnicy pewnie nie będą narzekać na brak propozycji, ale i działacze mają ogromny wybór. Jednak na pierwsze nazwiska trzeba będzie poczekać.