KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Spektakularny sukces 20-letniego Polaka w USA. Zaskoczył nawet samego siebie

- Nie spodziewałem się, że już teraz zdobędziemy tytuł. W decydującej fazie play-off wygraliśmy wszystkie mecze po 3:0. Czułem się przez to trochę dziwnie - mówi Kacper "Inspired" Słoma, pierwszy polski mistrz Ameryki Północnej w League of Legends

Grzegorz Wojnarowski
Grzegorz Wojnarowski
Kacper Instagram / Kacper "Inspired" Słoma / Kacper
20-letni "Inspired" to jeden z najlepszych polskich graczy League of Legends. Już jako 15-latek był w pierwszej pięćdziesiątce graczy na europejskim serwerze. W najważniejszych europejskich rozgrywkach, LEC, zadebiutował, gdy miał zaledwie 17 lat. Jako pierwszy zawodnik LEC grający na pozycji junglera zdobył Pentakilla - wyeliminował w jednej walce wszystkich pięciu graczy przeciwnego zespołu. W barwach zespołu Rogue dotarł do finału mistrzostw Europy i pojechał na mistrzostwa świata.

Kiedy pod koniec 2021 roku postanowił odejść do amerykańskiego Evil Geniuses, wielu fanów esportowego LoLa uważało to za co najmniej dziwną decyzję. "Inspired" szybko jednak udowodnił, że wybrał dobrze. Już w swoim pierwszym sezonie gry w Stanach Zjednoczonych zrobił to, co w Europie mu się nie udało - wywalczył tytuł mistrzowski. Jego organizacja zarobiła na tym nieoczekiwanym zwycięstwie 100 tysięcy dolarów.

Grzegorz Wojnarowski, WP SportoweFakty: Pierwszy Polak w lidze LCS, najważniejszych amerykańskich rozgrywkach w League of Legends, już w swoim pierwszym sezonie został jej mistrzem. I to grając w zespole, który nie był głównym faworytem do tytułu. Opowiedz, jak do tego doszło.

Kacper "Inspired" Słoma, zawodnik dywizji League of Legends w organizacji Evil Geniuses: Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że już teraz zdobędziemy mistrzostwo, że mało doświadczeni gracze, których mamy w zespole, będą potrzebowali trochę czasu. Okazało się jednak, że faza zasadnicza wiosennego sezonu wystarczyła nam, żeby się rozegrać. Skończyliśmy ją z bilansem 9-9 i do play-offów awansowaliśmy z czwartego miejsca. Ja w trakcie sezonu regularnego starałem się uczulać kolegów, że porażki w tej części rozgrywek nie mają aż tak dużego znaczenia. Mówiłem im, że w Europie dwa razy wygrałem fazę zasadniczą, ale z mistrzostwa nie cieszyłem się ani razu. I że wejście do play-offów z niższego miejsca ma swoje dobre strony - choćby to, że nikt nie będzie od nas oczekiwał wielkich rzeczy.

W drabince zwycięzców przegraliśmy 2:3 z Team Liquid i spadliśmy do drabinki przegranych. Ale ogólnie rzecz biorąc zagraliśmy dobrze. Dwie z pięciu map przegraliśmy na własne życzenie. Wtedy powiedziałem kolegom, żebyśmy mieli więcej zabawy z gry, zachowywali spokój i czekali, aż rywale popełnią błąd i dadzą nam okazję do ataku. I w kolejnych starciach zawsze ją dawali. Najpierw pokonaliśmy FlyQuest 3:1, a potem do końca mistrzostw nie straciliśmy już ani jednej mapy. Mecze z uważanymi za najmocniejsze w lidze Cloud9 i Team Liquid oraz finał z również bardzo mocnym 100 Thieves wygraliśmy po 3:0.

ZOBACZ WIDEO: Zobacz, co wymyśliła Anita Włodarczyk. Ma specyficzne poczucie humoru
Byłeś zaskoczony, że dwóch głównych faworytów do mistrzostwa ograliście do zera?

W przypadku Cloud9 nie. Natomiast nie spodziewałem się, że Team Liquid, które ma w składzie bardzo doświadczonych graczy, "Bwipo", "CoreJJa" czy "Hansa Samę", będzie w stanie nam zagrozić. A według mnie zagrali tak, jakby stresowali się, że mogą przegrać z taką młodą i niedoświadczoną drużyną jak nasza. Nie pokazali się z dobrej strony. Myślę sobie, że może nie tylko o doświadczenie chodzi. Może trzeba po prostu lubić, kiedy wokół ciebie jest głośno, kiedy widzisz tysiące skierowanych na ciebie oczu.

Ty lubisz?

Tak. Nasz zespół grał najlepiej właśnie wtedy w półfinale i finale, które odbył się na scenie w Houston. Nam mecze w obecności kibiców dodawały energii, a przeciwnicy bardzo się stresowali, zwłaszcza gdy graliśmy bardzo agresywnie i nieprzewidywalnie. Myślę, że to miało na naszą serię trzech "czystych" zwycięstw.

Co czułeś, kiedy w końcu mogłeś wznieść do góry mistrzowski puchar?

Cieszyłem się, że po trzech latach czekania w końcu coś wygrałem w jednej z najważniejszych lig League of Legends. Ze względu na to, że poszło nam tak łatwo, że trzy kolejne mecze wygraliśmy po 3:0, czułem się trochę dziwnie. Wszystkie wcześniejsze play-offy, w których brałem udział, były bardzo wyrównane i stresujące. A teraz mieliśmy z górki. Pewnie gdybyśmy zwyciężyli po bardzo trudnych meczach i pięciu dramatycznych mapach w finale, zwycięstwo miałoby lepszy smak.

Pierwszy polski zwycięzca mistrzostw Ameryki Północnej. Brzmi nieźle.

Jest ok, nie narzekam.

Rok temu w finale europejskiej LEC twoje Rogue prowadziło z MAD Lions 2:0, ale przegrało 2:3. Czy po drugiej mapie finału z 100 Thieves myślałeś o tym, że nie możesz dopuścić do powtórki?

Trochę o tym myślałem, nawet pożartowaliśmy z tego razem z kolegami. Nasz top laner "Impact" rzucił do mnie: "Nie martw się, nie dopuszczę do tego". Ale byłem raczej pewny, że wygramy.

Twoje Evil Geniuses to ciekawa mieszanka. Wspomniany "Impact", bardzo doświadczony Koreańczyk, 17-letni mid laner "Jojopyun", który jeszcze do niedawna nie grał w LoLa, tylko w Fortnite, 18-letni strzelec "Danny", wspierający "Vulcan", za którego swego czasu Cloud9 zapłaciło spore pieniądze, a niedawno oddało do EG. No i ty, jeden z najlepszych junglerów w Europie, który nieoczekiwanie zdecydował się grać w USA.

Wiedziałem, że "Impact" i "Vulcan" to renomowani gracze, którzy zrobią swoje, natomiast przyznaję, że postawa "Danny'ego" i "jojopyuna" mocno mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się, że będą grali aż tak dobrze. Ja w swoim pierwszym sezonie na najwyższym poziomie nie grałem aż tak dobrze. Dużo musiałem się nauczyć. A "jojo" od razu był najlepszym graczem na swojej pozycji w północnoamerykańskich rozgrywkach. Zaimponował mi.

Pewności siebie raczej mu nie brakuje. Po waszej wygranej w finale powiedział, że w prestiżowym turnieju Mid-season Invitational Evil Geniuses zniszczy mistrza Europy G2.

"Jojo" lubi sobie tak pogadać. Chodzi o zabawę i zbudowanie większego zainteresowania wokół naszych meczów, dostarczenie kibicom i samemu sobie większych emocji. Gwarantuję, że nie ma w tym braku szacunku dla przeciwników. On jest naprawdę świetnym kumplem, jak dla mnie idealnym kolegą z zespołu. Spędzając czas z nim czuję się, jakbym spędzał go z sobą, kiedy miałem 17 lat. Można z nim pogadać o wszystkim, nigdy się o nic nie obraża, jak wytkniesz mu jakiś błąd, uzna to za pomoc i doceni. Sam też ci podpowie, co mógłbyś robić lepiej. To prawdopodobnie najlepszy kolega z drużyny, z jakim dotychczas współpracowałem.

Rogue, z którego odszedłeś, w Europie dotarło do finału, ale znów go przegrało. Tym razem gładko, 0:3. Szkoda ci byłych kolegów?

To Rogue, które pamiętam, zawsze dobrze grało w fazie zasadniczej, ale kiedy stawka rosła, na przykład w finale LEC albo jak graliśmy baraż o wyjście z grupy na mistrzostwach świata, brakowało chłodnej głowy. Miałem wtedy wrażenie, że drużyna nie była w stanie grać na swoim poziomie. W tym sezonie wyglądało to moim zdaniem podobnie. Bardzo dobry sezon zasadniczy i awans do play-off z pierwszego miejsca, a w finale dość słaba gra. Trochę szkoda. Nie wiem, jak mogliby nad tym popracować. Żeby dobrze grać w stresujących momentach, musisz mieć to coś. Trudno jest się pod tym względem poprawić.

Jak porównałbyś LCS, mistrzostwa Ameryki Północnej, z LEC, czyli mistrzostwami Europy?

W USA wszystko wydaje mi się bardziej profesjonalne. Widać, że jest tu więcej pieniędzy. Studio telewizyjne w Los Angeles, w którym gramy większość swoich meczów, według mnie jest lepsze od tego w Berlinie, gdzie powstają transmisje z LEC. I to z mojej perspektywy największa różnica. Jeśli chodzi o poziom gry, to choć uważa się, że w Europie jest wyższy, moim zdaniem w LCS jest on zbliżony. I to chyba wszystko.

Mówi się, że Ameryka jest gorsza od Europy głównie pod względem potencjału i ogólnego poziomu LoLa. Poziomu tych graczy, którzy nie są zawodowcami.

Potencjał na pewno jest mniejszy, niż w Europie, która ma zdecydowanie więcej talentów. Dużo trudniej tu znaleźć bardzo młodych graczy, którzy w połączeniu ze starszymi i bardziej doświadczonymi stworzą drużynę zdolną do rywalizacji z najlepszymi. Coś takiego, co zbudowało teraz Evil Geniuses, jest raczej nie do powtórzenia. Takich talentów, jak "jojopyun" czy "Danny" jest tutaj bardzo mało. Jednak poziom czołowych trzech drużyn z EU i NA wydaje mi się podobny.

Zawodnicy wszystkich drużyn grających w LEC mieszkają w jednym mieście, w Berlinie. W LCS wygląda to tak samo?

Tak. Wszyscy mieszkamy w Los Angeles. W Evil Geniuses każdy ma swój apartament.

Jak się odnalazłeś w nowym kraju, w nowym mieście, bardzo daleko od domu. Z Berlina do Polski było blisko.

Nie czuję dużej różnicy. Mieszkając w Berlinie i tak bardzo rzadko miałem możliwość spotkania się z rodziną czy ze znajomymi. Teraz, przez różnicę czasu, trochę rzadziej się z nimi kontaktuję, ale nie narzekam. I tak skupiam się na graniu, na swojej karierze. Może z czasem będzie mnie irytowało, że jestem daleko od domu, ale póki co nie mam z tym żadnego problemu.

Mieszkanie w Los Angeles na pewno ma swoje atuty...

Pogoda jest super. Szczególnie zimą jest dużo przyjemniej, niż w Polsce czy w Berlinie. Ale mówią mi, że latem przestanie mi się podobać, bo upał będzie nie do zniesienia.

Grzegorz Wojnarowski, WP SportoweFakty

Czytaj także:
Hiszpanie ostrzegają Igę Świątek, a ekspert ich punktuje. "To inny świat"
To ten sam człowiek? "Kuba niszczy swoją legendę"

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×