Charles Leclerc liczy na niezwykle dobry wynik przed własną publicznością, ale dotąd kierowca Ferrari nie miał szczęścia do GP Monako. Warto przypomnieć chociażby zeszłoroczny wyścig Formuły 1 na ulicach Monte Carlo, kiedy to 25-latek wywalczył pole position, ale wskutek błędów strategicznych zespołu spadł na czwarte miejsce.
Tym razem kierowca ekipy z Maranello zakończył "czasówkę" na trzeciej lokacie, osiągając gorszy czas niż Max Verstappen i Fernando Alonso. Jednak ostateczny wynik Charlesa Leclerca stoi pod znakiem zapytania. Wszystko przez incydent z Q3.
Lider Ferrari w tunelu przyblokował Lando Norrisa, przez co brytyjski kierowca stracił okazję do poprawy czasu. Wina Charlesa Leclerca była ewidentna - znajdował się on na wolnym okrążeniu, ale pozostał na linii wyścigowej. W tym samym czasie Norris był na szybkim "kółku" i musiał mocno hamować, aby uniknąć zderzenia.
ZOBACZ WIDEO: Radwańska trenowała w Monaco. Tylko spójrz z kim
Leclerc został wezwany do sędziów po zakończeniu kwalifikacji. Jeśli Monakijczyk otrzyma karę, chociażby cofnięcia o trzy pozycje na starcie, to straci on nadzieje na wywalczenie podium przed własną publicznością. Tymczasem jest to marzeniem 25-latka.
- Nie jestem zadowolony z trzeciej pozycji, ale z drugiej strony, musimy spojrzeć na sytuację, w której jesteśmy. Szczególnie, że dla mnie to był trudny weekend. Sporo męczyliśmy się na wybojach, zwłaszcza w porównaniu do innych bolidów - powiedział Leclerc w Sky Sports.
- W kwalifikacjach bolid ożył, czułem się bardziej komfortowo za kierownicą. Skończyło się na trzecim miejscu, a do pole position zabrakło niewiele - dodał kierowca Ferrari.
Czytaj także:
- Ultimatum dla kierowcy. Jego przygoda z F1 może się skończyć
- Koniec zwycięskiej passy Red Bulla w F1? Alonso zapowiada atak