WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Kimi Raikkonen zdecydował się na odejście z F1. Hulkenberg na celowniku Ferrari

Włoskie źródła z padoku F1 donoszą, że Ferrari otrzymało komunikat od Kimiego Raikkonena, który uważa obecny sezon za swój ostatni w Formule 1. Włoski zespół ma podobno gotowe opcje na zastąpienie Fina.
Rafał Lichowicz
Rafał Lichowicz
Materiały prasowe / Ferrari / Na zdjęciu: Kimi Raikkonen

O decyzji Kimiego Raikkonena związanej z zakończeniem kariery w Formule 1 poinformował Andrea Gallazii, prowadzący od ponad 20 lat czołowy blog włoski blog o królowej motosportu - "CircusF1". Włoski dziennikarz potwierdził, że Fin przekazał swoją decyzję szefostwu zespołu mimo, iż ci byli gotowi przedłużyć obowiązujący kontrakt na rok 2019.

Kimi Raikkonen miał jednak uprzedzić szefów Ferrari, którzy chcieli podsunąć 38-latkowi nowy kontrakt po niezłym początku obecnego sezonu. Zawodnik zdecydował jednak , że nie ma już chęci dalszej rywalizacji w mistrzostwach świata.

- Ferrari dało Raikkonenowi jeszcze kilka tygodni na przemyślenie tej decyzji, ale nie wydaje się, by mistrz F1 z 2007 roku miał zmienić swoje zdanie - pisze na swoim blogu Gallazzi.

Według informacji "CircusF1" w Ferrari nie zobaczymy w przyszłym roku z całą pewnością Daniela Ricciardo, Valtteriego Bottasa i Romaina Grosjeana. Transfer pierwszego nie będzie możliwy z powodu protestu Sebastiana Vettela. Drugi z wymienionych jest podobno blisko przedłużenia umowy z Mercedesem, zaś Grosjean zniknął z radarów teamu z Maranello już jakiś czas temu.

ZOBACZ WIDEO Ekspert wróży Kubicy błyskawiczny powrót. "Jego wyniki są niewiarygodne!"

W tej sytuacji kandydatem numer jeden na miejsce Raikkonena został Charles Leclerc. Ferrari planowało początkowo, że 20-latek wywodzący się z Akademii włoskiego zespołu, po debiucie w tym roku, spędzi jeszcze jeden sezon na wypożyczeniu w Sauberze i dopiero wtedy dołączy do Ferrari. Sytuacja może się jednak zmienić na korzyść Monakijczyka, widząc jego ostatnie wyniki.

Jeśli w Ferrari nie wypali opcja z Leklerkiem, to podobny kolejnym zawodnikiem, który otrzyma ofertę startów dla teamu z Maranello będzie nieoczekiwanie Nico Hulkenberg. Niemiec może zostać zmuszony do odejścia z Renault po sezonie 2018, jeśli w zespole pojawi się Daniel Ricciardo, rozważający podobno na poważnie oferty McLarena i francuskiego teamu.

Serwis "CircusF1" uważa, że sytuacja kadrowa w Ferrari może być znacznie jaśniejsza po trzytygodniowym maratonie we Francji, Austrii i Wielkiej Brytanii. Ogłoszenie przez Raikkonena decyzji o odejściu może otworzyć rynek transferowy na sezon 2019.
Wyścigi Formuły 1 można obejrzeć na żywo w Internecie na kanałach Eleven Sports dostępnych na platformie WP Pilot!

Czy Kimi Raikkonen powinien dalej ścigać się w F1?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Sporty Motorowe na Facebooku
Zgłoś błąd
CircusF1

Komentarze (3):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Ricciardo 0
    Kri100, pełna zgoda z Kimim, natomiast będę bronił Vettela. Bardzo go lubię, ale też zrozumiałe jest, dlaczego przynajmniej wśród polskich kibiców nie jest on na szczycie popularności i ustępuje Lewisowi i innym.
    Cofnąć się trzeba do początków, gdy był kierowcą rezerwowym w BMW i były obawy, że wygryzie naszego Roberta. A że wtedy - nie to co dzisiaj, Niemców jeździło sporo, to byłby kolejnym, który "tylko" z uwagi na narodowość byłby faworyzowany. Obawy jakkolwiek słuszne, ale łatwo niepotrzebnie się zrazić. Ci którzy tak jak ja lubią go i śledzą od tamtych lat, tego uniknęli.
    Mówisz, że on miękki.
    No najtwardszy nie jest i z tym polemizować nie będę. Jak porównasz go z Danielem, to mimo że ten drugi non stop uśmiechnięty, skory do miłego spędzania czasu, nie tak jak Seba, który najlepiej czuje się w domu tam mogąc spokojnie odpocząć, to Daniel jak wsiada do bolidu i wyjeżdża na tor, to przechodzi w tryb bardzo skoncentrowanego, niezwykle silnego psychicznie, precyzyjnego, kierowcy popełniającego niewiele błędów, u którego serce może pękać po tym, jeśli samochód ma awarię, ale którego nic nie złamie. Seba pod tym kątem jest nieco mniej odporny. Jak chodzi o jazdę jest jednak w lepszej sytuacji, gdyż dysponuje lepszym autem i przez to nie musi być tak twardy. I gdyby też dalej ich porównać, to jest spokojniejszy i tylko co jakiś czas są sytuacje, że coś go naprawdę zezłości i wykona nie taki gest, czy postanowi się na torze odgryźć - coś co może nie powinno się wydarzać, ale z drugiej strony dobrze dać czasem upust złym emocjom we w miarę kontrolowany sposób.
    Z innej zupełnie tez strony możesz się dowiedzieć, że niektórzy po prostu nie lubią tej jego ekspresyjnej radości po wygranych wyścigach, gdy szaleje przez radio, jak mały chłopiec :) Daniel choć podobnie emocjonalnie okazuje radość, to jest nieco bardziej stonowany. Tak bym powiedział, że oni się na swój sposób "krzyżują" i pod wieloma względami spotykają w tym samym punkcie jak chodzi o charakter, ale lekko rozchodzą w opisanych wcześniej sytuacjach. I gdybyś mnie na koniec spytał, którego bardziej lubię, to pod pewnymi względami bardziej Ricciardo, pod innymi bardziej Vettela. Ale też dlatego tak marzy mi się, żeby znowu byli w jednym teamie. Są jednak w dwóch i rozdzielają uwagę na Ferrari i Red Bulla. I tyle dobrze, że i te zespoły są dwoma najfajniejszymi i tak samo i u nich - u tych lepszy silnik, u tych podwozie, i jakby tak tylko wcisnąć silnik Ferrari w konstrukcję Red Bulla, to w Mercedesie musieliby się mocno postarać, żeby uniknąć dominacji takiej maszyny.
    Komu kibicujesz? (i dziś i generalnie)
    Kri100 Ricciardo - od razu wiadomo, kogo lubisz. Na pewno nie da się zbyt lubić miękkiego Vettela, czy nijakiego Bottasa. Hamilton tez jest kontrowersyjny, jako medialna, wytatuowana gwiazdeczka. przy nich Raikkonen jawi się jako postać z już trochę innej epoki, epoki, mruków i twardzieli. I ta epoka się kończy. Mamy czas ścigających się korporacji, w których kierowca jest dodatkiem.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Kri100 1
    Ricciardo - od razu wiadomo, kogo lubisz. Na pewno nie da się zbyt lubić miękkiego Vettela, czy nijakiego Bottasa. Hamilton tez jest kontrowersyjny, jako medialna, wytatuowana gwiazdeczka. przy nich Raikkonen jawi się jako postać z już trochę innej epoki, epoki, mruków i twardzieli. I ta epoka się kończy. Mamy czas ścigających się korporacji, w których kierowca jest dodatkiem.
    Ricciardo Seba i Daniel są od lat moim ulubionymi kierowcami, najwięcej wywiadów z nimi słucham, wydaje mi się, że znam ich najlepiej z całej stawki, że przede wszystkim dobrze odczytuję ich odczucia. Zrobiłem ten wstęp po to, że jeśli Seba miałby blokować przyjście Daniela, to na pewno nie oficjalnie i w stylu "nie nie panowie, ja się absolutnie nie zgadzam na niego, wybijcie to sobie z głowy, póki ja tu jestem i jeżdżę dla was, on obok mnie jeździć nie będzie". Czegoś takiego lub nawet podobnego na pewno nie stawiałby tak. Nie ma żadnego veta, o którym podczas jednej z konferencji żartowali z Lewisem, na pytania dziennikarzy co na to, jakby ten miał jeździć w Ferrari. To oczywiście też z małą uwagą, że Lewisa w ogóle by się nie obawiał, że ten lepiej by się spisywał. Bo poza wszystkim i dobrymi relacjami jakie łączą go z Danielem, ten młodszy o 2 lata bez dwóch dni Australijczyk, który za tydzień będzie obchodził 29 urodziny, już mu pokazał, że jeśli dysponują takimi samymi maszynami, to wygrywa z nim bezpośrednią rywalizację. O tym niestety nie można tak zupełnie zapomnieć, choćby się miało przekonanie, że Seba nie bałby się podjąć z nim nie tyle wiadomo walkę, co po prostu notować słabsze od niego wyniki, nie wygrywać tylu wyścigów, kolejnego tytułu mistrza świata, czy generalnie stać się może nieoficjalnym, ale wynikowo kierowcą nr 2. Te wszystkie okoliczności, jakkolwiek mogą się dziennikarzom wydawać, że tu jest problem największy dlaczego Ricciardo ma prawdopodobnie znikome szanse znaleźć się kiedyś w Ferrari, a na pewno nie za czasów Vettela, to w tym jest najwyżej część prawdy. Bo taka podstawowa (zakładając, że nie mieliby problemu mieć dwóch wysoko opłacanych kierowców) wynika jednak z tego, że zespoły nie budują jednak składu z dwoma tak silnymi liderami. Wydawałoby się, że Raikonen obok Seby to już jest bardzo mocny partner i czy nie za mocny. Ale jakby nie chcieć chwalić Fina za całkiem niezły ten sezon, za to, że świetnie kilka razy się pokazał w kwalifikacjach i przy odrobinie szczęścia i bez własnego błędu za jednym razem, przynajmniej do jednego wyścigu mógł startować z pole position, mógł też powiedzmy wygrać jeden wyścig, to jest z nim podobnie jak z Botasem: poziom najwyżej dobry, ale to Lewis i Seba wygrywają kolejne wyścigi jasno pokazując, kto jest tam nr 1, a kto 2. Daniel i przy jednym i przy drugim taką "dwójką" by po prostu nie był i to jest jego pewne "nieszczęście" bycia za dobrym dla tych dwóch teamów mających w składzie ugruntowanych liderów.
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Ricciardo 1
    Seba i Daniel są od lat moim ulubionymi kierowcami, najwięcej wywiadów z nimi słucham, wydaje mi się, że znam ich najlepiej z całej stawki, że przede wszystkim dobrze odczytuję ich odczucia.
    Zrobiłem ten wstęp po to, że jeśli Seba miałby blokować przyjście Daniela, to na pewno nie oficjalnie i w stylu "nie nie panowie, ja się absolutnie nie zgadzam na niego, wybijcie to sobie z głowy, póki ja tu jestem i jeżdżę dla was, on obok mnie jeździć nie będzie". Czegoś takiego lub nawet podobnego na pewno nie stawiałby tak. Nie ma żadnego veta, o którym podczas jednej z konferencji żartowali z Lewisem, na pytania dziennikarzy co na to, jakby ten miał jeździć w Ferrari. To oczywiście też z małą uwagą, że Lewisa w ogóle by się nie obawiał, że ten lepiej by się spisywał. Bo poza wszystkim i dobrymi relacjami jakie łączą go z Danielem, ten młodszy o 2 lata bez dwóch dni Australijczyk, który za tydzień będzie obchodził 29 urodziny, już mu pokazał, że jeśli dysponują takimi samymi maszynami, to wygrywa z nim bezpośrednią rywalizację. O tym niestety nie można tak zupełnie zapomnieć, choćby się miało przekonanie, że Seba nie bałby się podjąć z nim nie tyle wiadomo walkę, co po prostu notować słabsze od niego wyniki, nie wygrywać tylu wyścigów, kolejnego tytułu mistrza świata, czy generalnie stać się może nieoficjalnym, ale wynikowo kierowcą nr 2.
    Te wszystkie okoliczności, jakkolwiek mogą się dziennikarzom wydawać, że tu jest problem największy dlaczego Ricciardo ma prawdopodobnie znikome szanse znaleźć się kiedyś w Ferrari, a na pewno nie za czasów Vettela, to w tym jest najwyżej część prawdy. Bo taka podstawowa (zakładając, że nie mieliby problemu mieć dwóch wysoko opłacanych kierowców) wynika jednak z tego, że zespoły nie budują jednak składu z dwoma tak silnymi liderami. Wydawałoby się, że Raikonen obok Seby to już jest bardzo mocny partner i czy nie za mocny. Ale jakby nie chcieć chwalić Fina za całkiem niezły ten sezon, za to, że świetnie kilka razy się pokazał w kwalifikacjach i przy odrobinie szczęścia i bez własnego błędu za jednym razem, przynajmniej do jednego wyścigu mógł startować z pole position, mógł też powiedzmy wygrać jeden wyścig, to jest z nim podobnie jak z Botasem: poziom najwyżej dobry, ale to Lewis i Seba wygrywają kolejne wyścigi jasno pokazując, kto jest tam nr 1, a kto 2.
    Daniel i przy jednym i przy drugim taką "dwójką" by po prostu nie był i to jest jego pewne "nieszczęście" bycia za dobrym dla tych dwóch teamów mających w składzie ugruntowanych liderów.
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Pokaż więcej komentarzy (3)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×