WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

NBA: Marcin Gortat rozgromił byłych kolegów, Clippers zdeklasowali Wizards 32 punktami

Świetny mecz Los Angeles Clippers, udany występ Marcina Gortata. Polak pokonał swój były zespół, Washington Wizards aż 32 punktami. Stephen Curry pobił za to kolejny rekord w NBA.
Patryk Pankowiak
Patryk Pankowiak
Getty Images / Darryl Oumi / Na zdjęciu: Marcin Gortat

Marcin Gortat latem przeniósł się ze stolicy USA do Hollywood. Teraz po raz pierwszy zmierzył się ze swoim byłym klubem, w którym spędził pięć sezonów. Drużyna Polaka, Los Angeles Clippers zmiażdżyła Washington Wizards 136:104. Sam łodzianin spędził na parkiecie 20 minut, trafił dwa na pięć rzutów, miał cztery punkty, osiem zbiórek, trzy asysty i trzy bloki. 34-latek może być zadowolony, sam zaliczył udany występ, a LAC zanotowali czwarty sukces w aktualnych rozgrywkach. 

- Wszystko zaczęło się od naszej obrony - mówił po meczu Doc Rivers. - Wszyscy mówią i ekscytują się atakiem, ale to w defensywie musisz ciężko zapracować na to, żeby układało ci się po drugiej stronie parkietu - dodał trener zwycięzców. Gospodarze prowadzili od początku do końca, Tobias Harris w 30 minut zdobył 22 punkty i zebrał 11 piłek. Lou Williams dodał z ławki 17 "oczek", a po 13 punktów, wykorzystując dokładnie 6 na 7 rzutów zdobyli inni podkoszowi Clippers, Boban Marjanović oraz Montrezl Harrell.

Dla bezradnych stołecznych 20 "oczek" wywalczył Bradley Beal, a 18 miał John Wall. Wizards trafili zaledwie 5 na 27 rzutów za trzy, Beal miał w tym elemencie 1 na 6, a Kelly Oubre 1 na 7. Trener Scott Brooks nie mógł korzystać z usług Dwighta Howarda, a ponadto po uderzeniu łokciem w drugiej kwarcie przez Danilo Gallinariego parkiet zmuszony opuścić był Markieff Morris. Dla nich sezon rozpoczyna się kiepsko, bilans 1-5 nie napawa optymizmem. 

Golden State Warriors z szóstym zwycięstwem w sezonie, choć triumf na Brooklynie wbrew pozorom nie przyszedł im łatwo. Mistrzowie NBA w pewnym momencie prowadzili z Nets nawet 108:93, ale ci zanotowali serię 15-2 i wrócili do meczu. Było 110:108, wtedy przypomnieli o sobie Kevin Durant, a następnie świetnie dysponowany Stephen Curry. Gwiazdorzy Warriors rozwiali wątpliwości, spotkanie zakończyło się wynikiem 120:114. 

Curry znów zachwycał, zdobył 35 "oczek" i miał siedem zbiórek. 30-latek trafieniem zza łuku na minutę i siedem sekund przed końcem zadał rywalom decydujący cios, doprowadzając wówczas do wyniku 115:108. Steph ponadto wykorzystał 7 na 15 rzutów za trzy punkty i zakończył siódmy mecz z rzędu z minimum pięcioma celnymi próbami zza linii 7 metrów i 24 centymetrów. Pobił tym samym rekord George'a McClouda, który w sezonie 1995/1996 w sześciu meczach z rzędu trafiał pięciokrotnie za trzy.

- Grali dobrze w czwartej kwarcie i sprawili, że było ciekawie, ale my wykonaliśmy wystarczająco dużo udanych akcji w końcówce, żeby odnieść zwycięstwo - komentował Stephen Curry. Jego klubowy kolega, Kevin Durant wywalczył 34 punkty. U Nets 25 "oczek" zdobył D'Angelo Russell, a 23 Caris LeVert.

Oklahoma City Thunder rozpoczęli sezon od czterech porażek, ale teraz wreszcie nastało przełamanie. Odwiedzili ich Phoenix Suns i to bez swojego lidera, Devina Bookera. Gospodarze byli zdecydowanie lepsi i po trzech kwartach prowadzili 96:76. Drużyna z Arizony w ostatnich 12 minutach próbowała odrabiać straty, ale było ich stać na zniwelowanie deficytu o 13 punktów. Ostatecznie Thunder triumfowali 117:110. 

Russell Westbrook oraz Paul George zdobyli po 23 punkty, ten pierwszy dołożył dziewięć zbiórek, siedem asyst, cztery przechwyty, ale i sześć strat. Skrzydłowy trafił 4 na 8 rzutów za trzy. Warto dodać, iż cały zespół Thunder umieścił w koszu tylko 7 na 24 próby zza łuku. Kapitalnie zaprezentował się podkoszowy Nerlens Noel, autor 20 punktów, 15 zbiórek i czterech przechwytów. - To wyjątkowe uczucie. Myślę, że ta wygrana może nas zbudować. Będziemy coraz lepsi, to był dobry początek - mówił rozgrywający "Grzmotu", Dennis Schroder.

Wyniki:

Brooklyn Nets - Golden State Warriors 114:120 (29:32, 20:31, 28:30, 37:27)
(Russell 25, LeVert 23, Crabbe 14 - Curry 35, Durant 34, Thompson 18)

Dallas Mavericks - Utah Jazz 104:113 (19:26, 27:24, 31:32, 27:31)
(Smith Jr. 27, Matthews 22, Doncic 14 - Gobert 23, Mitchell 20, Crowder 15)

Oklahoma City Thunder - Phoenix Suns 117:110 (30:20, 32:28, 34:28, 21:34)
(George 23, Westbrook 23, Noel 20, Patterson 17 - Warren 18, Okobo 18, Ayton 16, Anderson 15)

Los Angeles Clippers - Washington Wizards 136:104 (28:20, 41:34, 28:23, 39:27)
(Harris 22, Bradley 15, Marjanovic 13, Harrell 13 - Beal 20, Wall 18, Green 12)

ZOBACZ WIDEO: Marcin Dzieński i Anna Brożek. Ile zarabiają najlepsi wspinacze na świecie?

Golden State Warriors zdobędą w tym sezonie mistrzostwo NBA?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (5):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Katon el Gordo 0
    Bardzo gorącym krześle….. Scott Brooks pozostaje myślami w sezonie 2011/12 kiedy ze swoimi Oklahoma City Thunder walczył w finałach NBA. Brooks nie zrozumiał, że Wall, Beal, Porter, Morris, Oubre czy Satoransky to nie Westbrook, Harden, Durant, Ibaka, Sefolosha, Jackson, Collison i Lamb. To jest problem takich trenerów jak np. Tyrone Lue, Scott Brooks czy Eric Spoelstra – wybitny zawodnik/zawodnicy odchodzi i ich "kunszt trenerski" nagle znika.
    pepsiBKS Marcin Gortat to nikogo nie rozgromił, bo niby i jak z czterema punktami w 19 minut na kiepskiej skuteczności? na samej jego pozycji grało dwóch lepszych zawodników w postaci Harrella i Marjanovicia. pomijając fantazję autora tego wpisu powyżej faktycznie Clippers zaczęli zaskakująco dobrze, za to w stolicy katastrofa. ciekawe czy Scott Brooks jest na gorącym krześle.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • STARRAD 0
    Dokładnie. Gortat jest tak cienki w porównaniu do innych centrów tej ligi , że dziwię się , że ktokolwiek go chciał. Drewno straszne...
    Levybart Patrzę na tytuł, przecieram oczy ze zdumienia. Zagrał niczym Michael Jordan za czasów Chicago? Obalił sam komune niczym TW Bolek? Nie poprostu wyszedł na parkiet w zwycięskiej drużynie
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Levybart 0
    Patrzę na tytuł, przecieram oczy ze zdumienia. Zagrał niczym Michael Jordan za czasów Chicago? Obalił sam komune niczym TW Bolek? Nie poprostu wyszedł na parkiet w zwycięskiej drużynie
    [ 1 komentarz w tej dyskusji ] Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Pokaż więcej komentarzy (5)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×