Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

EBL. Filip Dylewicz ujawnił sekret sprzed lat. "On dobrze wie, że mnie oszukał"

Historia zakupu samochodu marki Alfa Romeo od trenera Arkadiusza Konieckiego miała duży wpływ na karierę Filipa Dylewicza. Po latach koszykarz ujawnił, że szkoleniowiec oszukał go.
Łukasz Witczyk
Łukasz Witczyk
Filip Dylewicz Newspix / Grzegorz Jędrzejewski / Na zdjęciu: Filip Dylewicz

Najstarszy koszykarz grający w Energa Basket Lidze spędził w niej niemal całą karierę. Najdłużej związany był z klubem z Sopotu, w którym grał przez szesnaście lat. Jednak koszykarska historia Filipa Dylewicza mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie zakup Alfa Romeo od trenera Arkadiusza Konieckiego. Po latach zawodnik ujawnił to w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

By mieć pieniądze na samochód, Dylewicz przedłużył o trzy lata kontrakt z klubem. To był warunek prezesa, by wypłacić mu pensję o rok wcześniej. - Zostałem, rozwinąłem się i wyszło mi to na dobre. A gdyby nie ta alfa, to mógłbym wylądować gdzieś indziej i historia potoczyłaby się inaczej - powiedział.

Problem jednak w tym, że Alfa Romeo nie była pierwszej jakości. Zawodnik nie ukrywa, że został oszukany przez szkoleniowca. - Może po prostu zapomniał mi powiedzieć, że to tak naprawdę są dwie alfa romeo. Wyjeżdżał z drogi podporządkowanej, dostał "gonga", wyrwało mu wszystko z przodu z silnikiem i przednimi kołami łącznie. Przyspawali mu to i tyle, jeździł. Miał telefon w środku i welurowe fotele, a ja miałem 18 lat. Zorientowałem się, że coś jest nie tak dopiero po opowieściach krążących po mieście - stwierdził Dylewicz.

ZOBACZ WIDEO #dziejesiewsporcie: Miły gest koszykarza z NBA doprowadził małych fanów do łez


Koszykarz zapłacił niemal całą kwotę za samochód, ale gdy dowiedział się, jaka jest historia pojazdu, nie chciał uregulować pozostałej części. Sprawa zakończyła się u prawnika. Dylewicz musiał spłacić resztę zobowiązań i odsetki.

- Za jakiś czas Koniecki był w innym klubie, ale spotkaliśmy się na turnieju towarzyskim. Zaprosił mnie do pokoju, poszedłem, a tam kilku innych trenerów i presja na mnie. Dał mi jakiś świstek, ja głupi podpisałem i za kilka miesięcy jego prawnik skasował mnie na parę złotych plus dużo większą kwotę odsetek. On dobrze wie, że mnie oszukał, więc niech to teraz przeczyta - zakończył koszykarz BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski.

Zobacz także:
EBL. Tajemnicza absencja i dziwne zachowanie. Ben Emelogu opuści Arkę?
Niedźwiedzki trzyma poziom, Malesa bohaterem. Oni byli najlepsi w 18. kolejce I ligi

Polub Koszykówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty

Komentarze (1):

  • Reixen ZG Zgłoś komentarz
    ehh historia jak wiele innych. Widziały goły co brały. Jak byłeś młodym szczylem to trzeba było sobie poloneza albo Skodę kupić a nie teraz lament ze się nie znał i kupił. A z tym
    Czytaj całość
    podpisem to... jeśli pistoletu nie przykładami do głowy to do niczego nie zmuszani a jak się nie umie czytać to hmm co zrobić - płakać zostało.
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×