WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo

Aborcja powszechna w sporcie. To wyznanie szokuje

Choć trudno w to uwierzyć, temat aborcji jest powszechny wśród sportsmenek. Jeśli wierzyć słowom Sanyi Richards rzesza lekkoatletek decyduje się na ten krok. Powód? Bojaźń. Przed wypadnięciem ze sprintu, bo tak trzeba nazwać pogoń za sukcesami.
Tomasz Skrzypczyński
Tomasz Skrzypczyński
Getty Images

- Nie znam lekkoatletki, która nie musiałaby poddać się aborcji - wyznanie amerykańskiej sprinterki Sanyi Richards sprzed kilku dni bardzo poruszyło środowisko lekkoatletyczne. 32-latka, która sama zdecydowała się na taki krok uważa, że w świecie sportu jest to bardzo poważny problem, o którym zupełnie się nie mówi.

Czterokrotna mistrzyni olimpijska i pięciokrotna mistrzyni świata (400 i 4x400 metrów) zdecydowała się na wyznanie w swojej książce "Chasing Grace: What the Quarter Mile Has Taught Me about God and Life". Z kolei w rozmowie z magazynem "Sports Ilustrated" wytłumaczyła, dlaczego do tego doszło i czemu zdecydowała się na tak radykalny krok.

 - W 2008 roku byłam w najlepszym momencie mojego życia, moja kariera nabrała tempa. Wydawało mi się, że w ogóle nie mam wyboru. Moim jedynym celem było wygrywanie, zdobywanie medali. Po zabiegu powiedziano mi, że mam wziąć dwa tygodnie wolnego. Nie miałam tyle czasu, bo za kilkanaście dni rozpoczynały się igrzyska olimpijskie w Pekinie - powiedziała sprinterka, będąca wówczas faworytką tej imprezy w biegu na dystansie jednego okrążenia.

Właśnie presja środowiska, trenerów, sponsorów miała największy wpływ na jej decyzję. - Może to zabrzmieć śmiesznie, ale wśród lekkoatletów branie pigułek nie jest mile widziane, ponieważ to zatrzymuje wodę w organizmie. Słyszysz też, że musisz być w topowej formie, nie możesz zajść w ciążę, ponieważ wtedy cykle menstruacyjne są krótsze.

ZOBACZ WIDEO Michał Pazdan: Jestem zmęczony psychicznie. Czas na reset

 - Byłam wtedy w koledżu i nie czułam się komfortowo, by rozmawiać na ten temat z najbliższymi. Nie miałam nikogo, komu mogłam się zwierzyć. To pokazuje, jak małą wiedzę mają kobiety w młodym wieku, ponieważ wszystkiego musimy uczyć się same - oceniła.

Sanya Richards dodała również, że bała się reakcji swoich fanów, którzy czuliby się zawiedzeni informacją o jej rezygnacji ze startu w igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata. - Nie wiedziałam, jak mogliby zareagować. Podobnie jak sponsorzy - zdradziła Amerykanka.

Ostatecznie Sanya Richards wystartowała na igrzyskach, gdzie zdobyła dwa medale. - To był jednak najtrudniejszy czas w moim życiu, wcale nie czułam się szczęśliwa. Czułam wstyd do samej siebie. Nadal trudno mi o tym mówić, choć minęło już wiele lat. Wierzę jednak, że Bóg mi wybaczył.

Aborcja była już tematem obecnym w sporcie. Nie była jednak wówczas osobistą tragedią, ale drogą do celu. Wszystko przez praktyki stosowane w Niemieckiej Republice Demokratycznej. W latach 60-tych XX wieku uznano tam, że ciąża może być stosowana jako forma dopingu.

Zmiany zachodzące wówczas w organizmie kobiety - zwiększenie głębokości oddechu czy wzrost objętości krwi - miały pomagać w uzyskaniu lepszych wyników na igrzyskach olimpijskich, co wówczas dla władz socjalistycznych było niezwykle istotne. Dlatego też w odpowiednim czasie przed zawodami zawodniczki z NRD zachodziły w ciążę, by po imprezie dokonywać aborcji.

Podobne praktyki miały być stosowane również w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Przed igrzyskami olimpijskimi w Meksyku w 1968 roku grupie gimnastyczek zakomunikowano, że jeśli nie zajdą w ciążę, zostaną wyrzucone z ekipy. Efekt? Po imprezie każda z 15 zawodniczek dokonała aborcji.

Teraz temat aborcji powrócił, jednak w znacznie smutniejszym wymiarze. Lekkoatletkom wmawia się, że celem ich życia jest wyłącznie sportowy sukces, który musi zostać odniesiony za wszelką cenę. Presję wywierają też sponsorzy, którzy wykładają ogromne pieniądze aby widzieć swoje zawodniczki na najwyższym stopniu podium, a nie cieszące się z przyjścia na świat swojego dziecka. Ciąża powoduje blisko dwa lata przerwy dla każdej kobiety, co dla sponsorów jest nie do przyjęcia.

Być może kobiety decydują się na taki krok ponieważ boją się, że po urodzeniu dziecka nie wrócą już na wysoki poziom. O tym, że to nieprawda, przekonywała niedawno w rozmowie z WP Sportowe Fakty Weronika Nowakowska. Biathlonistka zdecydowała się przerwać karierę i od kilku miesięcy jest szczęśliwą mamą bliźniaków.

 - Zawodniczka nie traci swoich umiejętności wraz z urodzeniem dziecka. Dziecko to nie jest żadna przeszkadza, to jest trampolina. Dlatego dobrze jest, kiedy sportsmenki po ciąży mają wsparcie. Mogą być jeszcze bardziej efektywne, bo mają silną motywację - mówiła naszemu serwisowi srebrna i brązowa medalistka mistrzostw świata, która teraz marzy o dobrym występie na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Pjongczang.

Sympatyczna zawodniczka nie ma wątpliwości, że dziecko nie przeszkadza w kontynuowaniu sportowej kariery. Im szybciej zrozumieją to kobiety rywalizujące w królowej sportu, tym szybciej sytuacja wróci do normalności. Bo dokonywania aborcji ze względu na karierę normalnością nie można nazwać.

A dodajmy, że mówimy tylko o sprincie. Wszystkich konkurencji, w których biorą udziały kobiety na igrzyskach olimpijskich jest 136.

Czy jesteś zaskoczony wyznaniem Sanyi Richards?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
Inf. własna

Komentarze (69):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • MArian0s 0
    Amelko, nie jest to jedyna odpowiedzialność ale mogą być też inne, które "zniszczą" jego życie. No właśnie nikt go nie zmusi ale płacić musi. Kobieta nic nie musi bo może ten "problem" rozwiązać jak tylko jej się w danej chwili podoba. Równie dobrze można powiedzieć, że kobieta nie musi wychowywać dziecka tylko przekazać je na wyłączność prawną ojcu bądź szpitalowi bez żadnych konsekwencji prawnych. Chyba dla wszystkich jest oczywiste, że to kobieta zachodzi w ciążę, a nie mężczyzna. Moim zdanie za ciąże odpowiadają dwie osoby. Natomiast wiele kobiet uważa, że ciąża jest wyłącznie ich jakby dochodziło do samozapłodnienia i to jest nienormalne. Jedna strona ma decydować o wszystkim, a druga ma się bezwzględnie dostosować. To jest właśnie chore gdzie niedoszły ojciec jeśli aborcja jest legalna wedle prawa nie ma nic do powiedzenia. Jeśli ktoś tego nie rozumie to ja bielma z oczu nie potrafię zdjąć...
    Amelia Borowiak Marianie, "niszczenie sobie życia finansowego" to jedyna odpowiedzialność jaką mężczyzna może ponieść za spłodzenie dziecka. Nikt go nie zmusi do bycia ojcem. Nikt nie rozkaże, żeby spędzał czas z dzieckiem, żeby uczestniczył w jego rozwoju, żeby budził się jak dziecko płacze w nocy. Mężczyzna nie musi spędzić też 9 miesięcy nosząc płód, aby następnie wypchnąć go ze swojego ciała, piersi mężczyzny nie zaczną produkować pokarmu, nie zrobią się nabrzmiałe i obolałe. Mężczyzna nie spuchnie i nie porobią mu się odstępy. Nie będzie musiał znosić bólu połogu, jego narządy rozrodcze nie przejdą rewolucji, po której czekać go będzie rekonwalescencja. Nie grozi mu depresja. Krótko mówiąc, ciąża i poród to nie przygoda, którą można traktować lekko i porównywać do wykładania pieniędzy (z czego alimenciarze i tak się potrafią wymigać) to transformacja ciała, świadomości... zmiana całego życia. Dlatego decyzja powinna należeć przede wszystkim do kobiety. Dlatego kobiety nie powinno się do niej zmuszać. Chciałam też pozdrowić fakt iż twoim zdaniem wyłącznie kobieta ponosi odpowiedzialność za zajście w ciążę. W jakim rodzaju związku (bo skoro mowa o wspólnym dziecku to przecież trzeba założyć, ze chodzi o związek) facet nie zorientuje się, że dziewczyna nie bierze tabletek w rzeczywistości? Dlaczego sam, dla pewności nie zastosuje prezerwatywy, albo nie dojdzie poza macicą? Odpowiedzialność za ciążę jest po obu stronach, ale ciążę i poród przejdzie tylko kobieta. Dlatego to ona powinna zadecydować, czy jest gotowa na całkpwitą zmianę, choć jeśli mówimy o parze, to na pewno powinna tę decyzję omówić z partnerem i decyzja powinna zostać podjęta wspólnie.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Slice 0
    Aborcja w krajach Zachodu zaczęła być legalizowana dopiero od drugiej połowy lat 60-tych, po rewolucji '68 r. na fali fascynacji komunistyczną ideologią. Do dzisiaj jednak najbardziej proaborcyjne przepisy są w krajach postsowieckich, pokazując że to w tym zbrodniczym reżimie tkwią prawdziwe źródła aborcjonizmu.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • Slice 0
    Wbrew kłamstwom głoszonym przez propagandystów, oba najbardziej ludobójcze reżimy w historii III RZESZA I ZSRR PROMOWAŁY ABORCJĘ NA ŻYCZENIE. Pierwszym krajem na świecie, który wprowadził aborcję na życzenie był ZSRR pod wodzą ludobójcy Lenina. Nazistowscy okupanci zalegalizowali aborcję na życzenie w Polsce w ramach planu zniszczenia narodu polskiego 'Generalplanost' i zachęcali kobiety do korzystania z niej przedstawiając dziecko jako koszt i problem. Twórcami nowoczesnego aborcjonizmu byli eugenicy, których zbrodnicze idee realizowała III Rzesza. Do dzisiaj najbardziej proaborcyjne prawo jest w krajach postradzieckich. W obozach koncentracyjnych mordowanie dzieci przed i po narodzeniu było na porządku dziennym. Oprawca z Auschwitz, DOKTOR MENGELE PO WOJNIE 'PRACOWAŁ' JAKO ABORCJONISTA. TWORZĄCA GAZ DO MORDOWANIA OFIAR W AUSCHWITZ FIRMA 'IG FARBEN', PO WOJNIE PRODUKOWAŁA PIGUŁKĘ WCZESNOPORONNĄ.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (66)
Pokaż więcej komentarzy (69)
Pokaż więcej komentarzy (69)
Pokaż więcej komentarzy (69)