Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Michał Fałkowski: Moda na nieuprawianie sportu

Długo zastanawiałem się jak podejść do tematu igrzysk w Londynie. Czekałem do końca, licząc, że może jeszcze wydarzy się coś, co zmieni moją opinię, która i tak zmieniła się już w trakcie imprezy.
Michał Fałkowski
Michał Fałkowski

Jestem totalnie zdegustowany postawą polskich olimpijczyków. Tak, dobrze przeczytaliście - ja, który zawsze staram się szukać pozytywów i przedkładać je, nawet najmniejsze, nad wszelkie negatywy i przywary, tym razem mam dość. Ale chyba sam jestem w sobie winien. Na kanwie medialnego szumu uwierzyłem, że siatkarze są niezniszczalni, a od Agnieszki Radwańskiej lepsza jest tylko Serena Williams. Zabrakło trochę dziennikarskiego wyrachowania...

A czego zabrakło polskim sportowcom? Generalizować nie ma sensu, bo każda dyscyplina to organ zbudowany z innych tkanek, zależny od innych procesów. Powiem więcej - nie wydaje mi się by to sportowców należało winić za to, że w ekipie ponad 200 ludzi tylko co 20 przywiózł medal. W swoim życiu zetknąłem się z niejednym sportem i wiem, że jeśli ktoś ma mentalność wojownika, to nie odpuszcza. Walczy - najwyżej znajdą się lepsi. Dlatego wszystkie miejsca, które zajęli Polacy w Londynie to mniej lub bardziej wypadkowa aktualnej jakości polskiego sportu. Oczywiście poza tym nawiasem są wspomniani siatkarze oraz Radwańska, choć brak sukcesu w ich przypadku ma zupełnie inny koloryt.

Siatkarze, choć przegrali swój najważniejszy turniej w dotychczasowej karierze sportowej z kretesem (tak, z kretesem - brak awansu do półfinału drużyny, która z medalami wracała z czterech ostatnich imprez rangi międzynarodowej to porażka z kretesem i niech nikt nie mówi mi, że mam się odczepić od siatkarzy. Oni sami napompowali balon oczekiwań), to i tak nadal mają za sobą rozentuzjazmowane tłumy. I w sumie dobrze, bo w przyszłości ta ekipa może nam dać jeszcze wiele powodów do radości. Co innego Radwańska. Co prawda ona również może osiągnąć w sportowej karierze jeszcze wiele, ale mam wrażenie, że tłumów za sobą mieć już nie będzie. - Wielkie Szlemy są wyżej od igrzysk - powiedziała nasza najlepsza rakieta. No tak, za głupi turniej WTA Tour w Montrealu (w którym Radwańska wzięła kilka dni po IO) ma pulę nagród ponad 2 milionów dolarów. Czym więc jest 120 tysięcy złotych za złoto olimpijskie przygotowane przez PKOl...

No dobra, ale odbiłem od tematu. Wracając do meritum - przed igrzyskami wystrzeliłem z całą gamą szans medalowych i typowałem od trzech do pięciu złotych (!) medali, licząc chociaż na nawiązanie do dorobku z Sydney (14 krążków). Frajerstwo do kwadratu. Muszę nauczyć się wreszcie patrzeć na wszystko przez trochę mniej wybielony pryzmat. Chociaż gdyby w normalnej dyspozycji byli Marcin Dołęga, Piotr Siemionowski czy wspomniani siatkarze... Dobra, nie ma co gdybać.

Zastanawiam się gdzie leży przyczyna takiego stanu rzeczy. Oczywiście przyczyn jest wiele i charakteryzują się różnorodnością - w zależności od dyscypliny. Ostatnio bardzo modne jest jednak wskazywanie wuefistów jako bezpośrednich winnych całej sprawy. Gdy cofnę się pamięcią, coś w tym chyba jest:

Rok 1996, IV klasa podstawówki - Dzisiaj chłopcy pogracie w piłkę. Wiem, że jesteście rozemocjonowani wczorajszym meczem Polski.
Rok 1999, I klasa gimnazjum - Dzisiaj chłopcy pogracie w piłkę. Bo ja muszę załatwić… eee… pewną sprawę… yyy… to macie tutaj piłkę.
Rok 2003, II klasa liceum - Dzisiaj chłopacy pogracie w kosza. Ale jest taki tłok na sali, że tylko na jeden kosz, ok? Podzielicie się? No, to Michał chodź ze mną, dam ci piłkę.
Rok 2006, II rok studiów - Dzisiaj panowie pogracie w piłkę. Co będę starym koniom kazał robić coś, czego i tak robić nie będą chcieli?

Analizując dalej, muszę przyznać, w największym skrócie, że rzeczywiście poza piłką nożną i koszykówką to ja za wiele nie zrobiłem w te trzy razy w tygodniu przez 13 lat. Ale wtedy mi się podobało - wszak cóż było lepszego od poganiania za piłką przy użyciu nóg lub rąk po sześciu lekcjach nudnej biologii, fizyki, chemii czy matematyki?

Ile jednak było w tym usystematyzowanej pracy u podstaw, tak aby jednocześnie krzewić kulturę fizyczną wśród dzieci/młodzieży, zachęcić młodych ludzi do uprawiania sportów oraz, uwaga, uwaga, może nawet wykryć jakiś talent i pchnąć dalej, pokazać drogę, wyznaczyć cel?

Tak sobie teraz myślę, że podczas całej mojej przygody z lekcjami W-F poza piłką nożną i koszykówką miałem również styczność z: bieganiem (60 metrów i pięć okrążeń boiska czyli według moich nauczycieli jakiś kilometr (jak kiedyś sam zmierzyłem - ok. 700 metrów)), skakaniem wzwyż (w salce z rozbiegiem na około sześć metrów), siatkówką (tak, jak my graliśmy tylko w piłkę nożną i koszykówkę, tak dziewczyny tylko w siatkówkę), uni-hokejem (bezsensowny twór, który de facto polegał na tym kto, kogo mocniej walnie kijem po kostkach) i gimnastyką (szumnie pojętą – chodziło o to, kto stanie na głowie i na rękach). Pamiętam też, że raz mieliśmy lekcję z pchnięcia kulą. Jak teraz na to wszystko patrzę to jest mi po prostu przykro.

Najgorsze, że całym tym procesem rządził przypadek, nie było jakiegoś pomysłu, ciągłości w myśleniu i działaniu. Dzisiaj pogramy w piłkę, jutro pobiegamy, a pod koniec tygodnia będziecie grali w kosza. Po prostu nóż się w kieszeni otwiera.

Mam sporo dziwnych migawek z lekcji W-F z różnych lat.

Przykład nr 1 - podchodzi do nas wuefista i mówi, że szkoła tworzy reprezentację piłki ręcznej. Jednym z wybranych byłem ja. Dlaczego? "Dobrze grasz w koszykówkę, to i w szczypiorniaku dasz radę". Merytoryka. Fachowość wręcz. Na pierwszym treningu szanowny wuefista nawet nie wytłumaczył nam reguł (gwoli ścisłości - to był jakiś 2001 rok, więc o Tkaczyku czy Bieleckim nikt jeszcze nie słyszał), po prostu... rozdał piłki i kazał rzucać na bramkę. Momentalnie sobie odpuściłem. Zero motywacji, zero chęci. Podobno jak chłopaki pojechali na pierwszy mecz to przegrali go 0-22 czy 1-22. Nie wiedzieli jak mają bronić, nie wiedzieli nawet, że po gwizdku sędziego piłkę należy położyć na ziemi... Podobno kończyli w czterech.

Przykład nr 2 - mój serdeczny kolega w gimnazjum zaczął pchać kulą. Chłopisko wielkie to więc wiodło mu się na tyle nieźle, że szybko zaczął jeździć na zawody rangi międzyszkolnej, może nawet jakiejś okręgowej czy wojewódzkiej - nie pamiętam. W każdym bądź razie najgorszy nie był. Jak poszedł do liceum to ważniejsze stało się, by na każdej lekcji W-F był ubrany w białe spodenki i białą koszulkę, niż to żeby szlifować jego predyspozycje. Efekt - przestał pchać.

Przykład nr 3 - liceum, godzina wychowawcza, przychodzi pielęgniarka i mówi, że musi nam zabrać jakieś trzy godziny na jakieś nikogo nieinteresujące badania, mierzenia, ważenia. - Oczywiście, najlepiej będzie zrobić to na lekcjach W-F - pada beztroska odpowiedź mojej wychowawczyni, która była... wuefistką. Cholera mnie bierze jak sobie to przypomnę i wcale nie chodzi, że nie pograłem w koszykówkę czy cokolwiek innego. Chodzi mi o podejście i ogólne traktowanie lekcji W-F jak piąte koło u wozu.

I w tym miejscu chyba dochodzimy do sedna całej sprawy. Bo przecież ogólny problem mizerii polskiego sportu nie leży w lekcjach W-F, a wuefiści są często produktami systemu zniechęconymi przez brak perspektyw, możliwości rozwoju, marnych zarobków. Największym problemem jest obecnie powszechny brak kultury wychowania dzieci poprzez sport. Narobiło się to, to tych szkół wyższych-dziwolągów, tworów finansowo-administracyjno-bankowo-menedżerskich, a przecież nie wzięły się one znikąd. Są odpowiedzią na zapotrzebowanie państwa, społeczeństwa, ludzi. Coś się takiego nam przydarzyło, że dzisiaj rodzice nie wysyłają swoich pociech na boiska, bo ważniejsze od tego jest by dziecko po szkole poszło na korepetycje z angielskiego, potem niemieckiego, matematyki, a następnie miało naukę gry na trąbce.

O sporcie myślą dzisiaj nieliczni, a dopiero odsetek tej grupy decyduje się zapewnić dziecku fizyczną możliwość rozwoju. Wiem, co mówię - od dwóch lat związany jestem z jedną ze szkół piłkarskich w moim mieście, a mój ojciec prowadzi klub karate. Ani tu, ani tu nie było nigdy prawdziwej selekcji dzieci, bo ani tu, ani tu nie można sobie na nią pozwolić. Liczy się każda głowa, która przekracza próg biura. Bo przekraczają nieliczni...

Z zazdrością patrzę na Stany Zjednoczone, gdzie bycie sportowcem to prawdziwy przywilej zarówno na poziomie szkoły średniej, jak i studiów (w Polsce jest zazwyczaj jedna godzina W-F w tygodniu i to tylko na pierwszym roku...). Przywilej, nobilitacja, wyróżnienie. Amerykanie już dawno temu zrozumieli, że talent do sportu to wyjątkowy dar i nie można go roztrwonić. To szansa nie tylko dla młodego człowieka, ale dla wszystkich, którzy są wokół niego - od rodziny, przyjaciół, przez trenera, działaczy po cały kraj, gdy ów młody człowiek zdobywa medal olimpijski. Jednocześnie, Amerykanie doskonale wiedzą, że ludzie, którzy wychowują się poprzez jakikolwiek sport są lepiej przygotowani do prawdziwego życia - wiedzą co to stres, emocje, znają uczucie przegranej, wygranej, potrafią się skoncentrować na osiągnięciu celu, stawiać sobie kolejne wymagania, pracować w grupie i współzawodniczyć ze sobą.

Odnośnie tego ostatniego aspektu, historia znajomego z Pennsylvanii, który po studiach szukał pracy. Wielka korporacja, rozmowa kwalifikacyjna, potencjalny pracodawca przegląda jego CV. Patrzy uważnie, nagle pyta:
- Uprawiał pan na studiach jakiś sport?
- Nie.
- Dlaczego?
- Po prostu uznałem, że skoncentruję się na nauce.
- I ma pan świetne wyniki. Ale naprawdę, ani koszykówki, ani futbolu, baseballa, pływania czy czegoś z atletyki?
- Nie.
- Niestety, nie znajdzie pan pracy w naszej firmie. Przykro mi, nie mogę pana zatrudnić.
- Yyy, jak to, dlaczego?
- Nie uprawiał pan sportu, to znaczy, że nie jest pan przystosowany do rywalizacji, do współzawodnictwa. Nie wiem czego mogę się po panu spodziewać, gdy przyjdzie panu stanąć w szranki z kolegą z pracy w sprawie wykonania ważnego projektu. Nie wiem, jak zniesie pan ewentualną porażkę, jak pan poradzi sobie ze stresem. Przykro mi, firma nie może tak ryzykować.

Nie mogą ryzykować… Naprawdę im zazdroszczę takiego podejścia.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (16):

  • Squalo Zgłoś komentarz
    Nie wiem czy to jest zbieg okoliczności, czy zrządzenie losu, ale przed chwilą na ten temat wypowiedziałem się na blogu Milano. I dokładnie tak się sprawy miewają; sami niszczymy nasz
    Czytaj całość
    sport, a później do wszystkich mamy pretensję.
    • wislok Zgłoś komentarz
      Panie Falkowski. Tekst bardzo dobry poza fragmentem o Radwańskiej.Odkąd to WTA w Montrealu jest Wielkim Szlemem?? Odkąd to dla Radwańskiej liczą się tylko pieniądze?? Przypomnę,że
      Czytaj całość
      Agnieszka Radwańska w przeciwieństwie do innych swoich koleżanek czy kolegów z kortu płaci podatki w swoim rodzimym kraju,a nie w Monaco czy innym raju podatkowym. Ta sama Radwańska gra zawsze za darmo w rozgrywkach Pucharu Federacji ,kiedy to inne grają tylko dwa razy by móc pojechać na igrzyska. Agnieszka Radwańska jeszcze przed igrzyskami mówiła,że w tenisie szlemy są ważniejsze. Co by było gdyby Radwańska zdobyła medal?? Wtedy nikt by nie wysuwał tak krzywdzących wniosków,ale że jej się nie powiodło jak 206 polskim sportowcom to "jazda" na nią,że powiedziała rzecz oczywistą, tak samo jak dla piłkarzy czy bokserów olimpiada nie jest najważniejszą imprezą dla tych dyscyplin,co nie oznacza,że nie ważną lub tak ważną jak każdy turniej. Może ktoś zada sobie trud i porozmawia z Agnieszką by wyjaśnić te słowa cytowane przez jeden z portali , a wcale nie mam pewności,że one padły i że dokładnie tak brzmiały.
      • Observator Zgłoś komentarz
        Początek lat - 70 tych ub.stulecia - brak ciekawej telewizji,lipa w kinach,brak komputerów - no to co : w leci gała,siatka i kosz do późnej nocy -w zimie łyżwy,sanki. W szkole na WF
        Czytaj całość
        wszystko - od gimnastyki przez l.a. do gier zespołowych. Dla chętnych SKS ( do 21.00 - byli nauczyciele pasjonaci ), obozy wędrowne,rajdy ! Dla wybitnych treningi w Klubach. Niestety wygodnictwo, rozwój TV i komputerów a także brak pomysłu w szkołach zniszczył wszystko. I tu są początki sportowego kryzysu ,spadek aktywności sportowej społeczeństwa i zapaść zdrowotna ! Koszty cywilizacji ??? O rywalizacji,współzawodnictwie,stresie - zwycięstwach i porażkach nie wspomnę !
        • Tuhajbej Zgłoś komentarz
          To prawda, nie ma sensownego wf, min. przez brak dobrej bazy ( sale gimnastyczne z prawdziwego zdarzenia, ja taką pierwszy raz zobaczyłem na studiach ) i niestety przez ogólne olewanie tego
          Czytaj całość
          przedmiotu. Inna sprawa, że większość sportowców pochodzi albo z rodzin imigranckich, albo z niższej klasy średniej. Ci ludzie mają wielokrotnie większą motywację i czasem jest to dla nich być albo nie być. U nas stypendia sportowe są żałosne, sport masowy leży. Jeśli ktoś urodzi się w małej miejscowości to potrzebuje on np. sprawnego transportu publicznego, żeby dostać się na salę gimnastyczną czy wsparcia finansowego. Sytuacje, gdzie mistrzowie Polski, często z niezłymi wynikami w Europie i na Świecie nie mają pieniędzy na trening i muszą bidować to przecież sytuacja powszechna. Jak się przytrafi komuś kontuzja i nie zdobędzie punktowanego miejsca to prawie zawsze zostaje on na lodzie, bez żadnego wsparcia od państwa ani klubu.
          • mistrz drugiego planu Zgłoś komentarz
            Popieram ! Zobaczmy na takie USA gdzie mają lekcje ciekawe i konkretne, Pełno zajęć dodatkowych z WFU dla chętnych, a w każdej szkole jest basen. Na każdym filmie o ogólniaku jest
            Czytaj całość
            jakaś drużyna (piłkarska, footballowa, basebolowa czy koszykarska) i cherleaderki :). Mają 100 medali - mają Do tego w Polsce jest głupotą jedna 45-minutowa lekcja W-fu gdzie po przebraniu zostaje 30 min zabawy ...
            • hbll Zgłoś komentarz
              może jestem wyjątkiem, ale ja ze swoich w-fów pamiętam, poza oczywiście grą w kopaną, coroczne zaliczenia z 60m, 1000 m, biegu przełajowego (jakieś 2-3 km), przewroty w przód, tył,
              Czytaj całość
              stania na głowie, skok przez kozła, siatkówkę, koszykówkę, skok w dal i wzwyż oraz tzw koperta i bieg coopera. Do tego raz w tygodniu basen (w obcej szkole - popołudniu), przez rok czy 2 taniec towarzyski obowiązkowo. Okazjonalnie pojawiła się też kula, oszczep i tenis. To wszystko było obowiązkowe raz czy dwa razy w roku szkolnym rok w rok przez całą podstawówkę i większość z tego jeszcze w szkole średniej. A jak komuś mało było to mógł trenować kilka razy w tygodniu w sekcjach piłkę ręczną, nożną i łyżwiartstwo ( to w mojej szkole, w innych była lekkaatletyka, siatkówka czy koszykówka). Wszystko kompletnie za darmo. Pamiętam że poloniści czy matematycy byli wściekli że szkoła tak stawia na sport i z perspektywy czasu uważam że mieli rację. Spośród moich kolegów ze sportu żyją może 2-3 osoby. To nie lekcje wf zrobią z dzieci sportowców tylko niezależne kluby sportowe - ale te nie mają dziś nawet pieniędzy na sprzęt, więc jak mają zainteresować młodych? Zarządzają nimi ludzie przypadkowi i mamy efekty jakie mamy.
              • presidente Zgłoś komentarz
                Celne spostrzeżenie dotyczące wf-u, ponieważ częściowo w moim przypadku również się to pokrywa. W szkole podstawowej do 6 klasy wf polegał na "macie piłke i grajcie". Od 7 klasy
                Czytaj całość
                trafił nam się wf-ista z prawdziwego zdarzenia-fanatyk kopanej który wychował kilku zdolnych chłopaków. Umiał nas nauczyć również podstawowych odbić i ustawień na boisku siatkarskim. W liceum trafiłem do szkoły nastawionej na sport, i tam również byli nauczyciele którym się chciało. Najważniejsza jest jednak chęć samego młodego człowieka. Poświęciłem swą młodość na treningi kick-boxingu i pomimo braku czasu na co innego niż szkoła i treningi byłem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Kick boxing mi minął po 4 latach, ale cały czas uprawiam jakiś sport, bo po prostu jest to moja ulubiona forma wypoczynku -poprzez rywalizację i aktywność fizyczną.
                • Jankus1110 Zgłoś komentarz
                  Podstawą sportu jest masowość, a ta zależy od - w sumie niewielkich - inwestycji: przede wszystkim w boiska i hale. Najlepiej darmowe. Nie wiem, ile w Danii wydaje się na reprezentacje
                  Czytaj całość
                  sportowe, ale na pewno tam nacisk został położony na masowość, no i po Duńczykach prawie zawsze można się spodziewać jakiegoś niezłego występu. Poza tym w Polsce kuleje prawie wszystko, jeśli chodzi o udział państwa czy mediów w wychowywaniu młodzieży. Wychowanie sportowe jest tylko jednym z aspektów znacznie większego problemu.
                  • De LaHoya Zgłoś komentarz
                    Ja napisze z doświadczenia że jak ja chodziłem do szkoły to u nas przynajmniej w mojej klasie uwielbialiśmy grać w piłkę. Graliśmy po lekcjach oraz na każdej przerwie za co byliśmy
                    Czytaj całość
                    prześladowani przez nauczycieli.Na WF nie wolno nam było grać w piłkę.Z perspektywy czasu widzę że było dużo utalentowanych ludzi którymi nie miał się kto zająć.
                    • darson1 Zgłoś komentarz
                      dobrze napisane
                      • gola25 Zgłoś komentarz
                        Bardzo trafne spostrzeżenia! Mój 15- letni syn od trzech lat trenuje speedrower; dwa razy w tygodniu dojeżdża 20km na treningi a w sezonie w soboty na zawody. Ma już pewne osiągnięcia,
                        Czytaj całość
                        dwa razy brał udział w mistrzostwach Europy; w mistrzostwach Polski, zdobył mistrzostwo Okręgu Północnego. Ale niestety lekcje wfu w szkole to jedna wielka porażka; nigdy nie biegał na 60 czy 100m; nigdy nie skakał w dal czy wzwyż już nie mówię o pchnięciu kulą; grają tylko w nogę lub siatkówkę; ewentualnie biegają na dłuższych dystansach. W szkole jest wspaniała hala sportowa, boisko orlika ale nie ma skoczni w dal czy bieżni. Nauczyciele wfu robią to tylko co muszą, nic od siebie nie dając. Zero zaangażowania bo przecież godziny nadliczbowe nie są opłacane. Więcej zaangażowania jest ze strony osób prywatnych które organizują różne turnieje zupełnie społecznie np piłki halowej. Syn co prawda miał 5 z wfu ale 6 nie dostał bo cyt.: "nie reprezentował szkoły w żadnych zawodach". Szkoły może nie ale swój klub i kraj już tak! I pytam się gdzie tu motywacja dla młodego chłopaka? Obawiam się że podobnie jest w całym kraju.....
                        • ort222 Zgłoś komentarz
                          Wielkie Szlemy są wyżej od igrzysk - powiedziała nasza najlepsza rakieta. No tak, za głupi turniej WTA Tour w Montrealu (w którym Radwańska wzięła kilka dni po IO) ma pulę nagród ponad
                          Czytaj całość
                          2 milionów dolarów. Czym więc jest 120 tysięcy złotych za złoto olimpijskie przygotowane przez PKOl... a co ma jedno do drugiego?, Montreal, to nie wielki szlem, wiec co ma piernik do wiatraka?, w tenisie placa za turnieje od dawna i media tym zyja bardziej od tenisistow, i co z tego?, a wielkie szlemy sa dla wielu tenisistow wyzej pod wzgledem prestizu i uznania zawodowego i tak nalezy rozumiec slowa tenisistki
                          • pedro1994 Zgłoś komentarz
                            Skończyłem II klasę liceum i zgadzam się w 100 % z tym artykułem. Masowe zwolnienia z wf, bo nudne, bo po co ? Lepiej iść na rynek w Krakowie z koleżankami. Niestety, ale taki stan się
                            Czytaj całość
                            pogłębia i w najbliższym czasie może być tylko gorzej ..
                            Zobacz więcej komentarzy (3)
                            Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
                            ×