Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Dariusz Strychalski na mecie po morderczym wysiłku

Morderczy dystans. Piekielna temperatura. Kryzysy i wzloty. Ale udało się! [tag=44678]Dariusz Strychalski[/tag], niepełnosprawny biegacz z Podlasia, jeden z najtrudniejszych ultra maratonów świata zakończył sukcesem!
Dawid Góra
Dawid Góra

Na trasę ruszyli 21 lipca o godz. 8:00 czasu PDT. W Polsce była 17:00. Tysiące, o ile nie setki tysięcy osób, które słyszały o Dariuszu i jego wyprawie zaciskały kciuki. Mnóstwo słów wsparcia płynęło do Dariusza od samego startu, aż do mety. A w zasadzie już na wiele tygodni przed zawodami. Jego marzenie powrotu na trasę Badwater Ultramarathon, z którą po raz pierwszy próbował zmierzyć się w 2012 roku, okazało się czymś w rodzaju misji narodowej. Akcja zbierania środków na wyjazd aklimatyzacyjny i organizację startu w biegu poskutkowała. Udało się zebrać potrzebne 30 tys. zł - niezbędne minimum, a nawet więcej - dzięki temu powstanie profesjonalny film z walki Dariusza z amerykańskim piekielnym biegiem.


Wymarzona meta została osiągnięta w środę, 23 lipca wczesnym popołudniem. Przemierzenie 217 km z Doliny Śmierci do Mount Whitney w otwartym terenie i temperaturze przekraczającej 50 stopni zajęło Dariuszowi Strychalskiemu dokładnie 45 godzin 11 minut i 10 sekund. Blisko 3 godziny przed zakończeniem limitu czasu! Dotarł na metę na 73. miejscu. - Na mecie czułem się wykończony i totalnie nie wierzyłem, że to się udało. Spełniłem swoje największe marzenie, ale chyba dotrze to do mnie dopiero za jakiś czas - powiedział Strychalski kilka godzin po zawodach, kiedy nieco odespał trudy biegu.

- Darek wyglądał na mecie, jakby był na lekkim "odlocie". Popłakał się. Podobnie Mikołaj - wył jak bóbr. Mi też łzy ostro napłynęły do oczu. Byliśmy totalnie wzruszeni, szczęśliwi i zmęczeni. Wspólnie z Mikołajem też zrobiliśmy ponad 100 km. Bez zmrużenia oka - relacjonuje Filip Bojko, przyjaciel Dariusza, który pomagał mu w przygotowaniu wyprawy od samego początku.

Cała "operacja" była zaplanowała na wiele miesięcy przed. Strychalski poleciał do USA już na początku lipca. Zupełnie inaczej niż dwa lata temu, kiedy przyleciał na miejsce w przeddzień startu. - To była jedna z przyczyn niepowodzenia w 2012 roku. Po wielu godzinach walki z udarem, musiałem zejść z trasy na 115 km ze względu na przekroczenie limitu na jednym z punktów kontrolnych - opowiada Dariusz. Tym razem było zupełnie inaczej. Nasz polski "kowboj" miał czas na aklimatyzację, treningi w temperaturze zbliżonej do tej, w jakiej odbywał się start.

Darek był w USA z ekipą, której pomoc była nieoceniona. Cytowany Filip Bojko towarzyszył Darkowi przez cały pobyt w Stanach. Mikołaj Barysznikow-Kowalski - brat Filipa, Kamil Kuchta - kierowca (wymogiem organizatorów biegu jest eskorta samochodu) i Jakub Górajek - autor filmu, jaki powstanie z wyprawy dotarli na miejsce zawodów w sobotę - na dwa dni przed startem. Wszyscy byli ze Strychalskim przez cały bieg. Wspierali, motywowali, podawali wodę, izotoniki, jedzenie, lód, czapkę. Czuwali, kiedy zmógł go sen. Co milę, czasami pół trzeba było coś podać Dariuszowi, dlatego Filip i Mikołaj biegli z Darkiem na zmianę - tak, by jeden z nich cały czas był na posterunku i mógł podać, co w danej chwili było potrzebne.

Nikt nie spodziewał się, że to będzie bułka z masłem. Było wręcz odwrotnie - wszyscy włącznie z zawodnikiem wiedzieli, że to będzie niesamowite wyzwanie. Na trasie 217-kilometrowego biegu może wydarzyć się naprawdę wiele... Nawet świetne przygotowanie fizyczne i mentalne nie jest gwarancją dotarcia do mety. -Najtrudniejsze były podbiegi. Szczególnie ten nocny pod Cerro Gordo, w okolicy setnego kilometra - mówi Mikołaj. - Darek wymiotował tam kilkanaście razy. Padał na kamienie. Nie był w stanie jeść i pić, zataczał się w sąsiedztwie przepaści. Na szczycie ścięło go zupełnie i poszedł spać. A dalej czekał go bardzo trudny zbieg, w ciemności, po kamieniach - relacjonuje Mikołaj.

Darek był jednym z trzech Polaków startujących w ultramaratonie Badwater. Zbigniew Malinowski z Kołobrzegu był 62., a Dariusz Jacek Łabudzki z Sandomierza - tuż za nim - 63. Chłopaki pokonali trasę razem, wbiegli na metę po 42 godzinach 57 minutach i 31 sekundach.

Zwycięzca zawodów - Harvey Lewis z Cincinnati w Ohio uporał się z 135-milową trasą w 23 godziny i 52 minuty! Najszybsza spośród kobiet - Alyson Venti z Miami na Florydzie - z czasem 28:37:28 zajęła ósme miejsce w generalce. W limicie czasu zawody ukończyły 83 osoby. 14 zostało zdyskwalifikowanych lub sami wycofali się z rywalizacji.

Pełne wyniki zawodów znajdują się na stronie www.dbase.adventurecorps.com. Relacje z przebiegu przygotowań oraz samego startu można podejrzeć na blogu www.badwater.pl oraz profilu Zwycięzca / The Winner na Facebooku.

Polub SportoweFakty na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. prasowa / Justyna Grzywaczewska
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×