Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

"Jest Judaszem, dla mnie nie żyje". Mój brat, mój wróg, czyli na noże w carskiej rodzinie

Niegdyś byli nierozłączni, stali w narożnikach przy okazji swoich walk, teraz nie usiądą przy jednym stole. Bracia Fiodor i Aleksander Jemieljanienko poróżnili się tak bardzo, że publicznie wyciągają prywatne brudy.
Waldemar Ossowski
Waldemar Ossowski
Fiodor Jemieljanienko Getty Images / Masashi Hara / Na zdjęciu: Fiodor Jemieljanienko

Po stronie dobra i zła

Fiodor Jemiejlanienko od lat jest wzorem dla młodszych pokoleń zawodników MMA. To legenda i mistrz Pride, która największą popularność zdobyła tocząc walki w Japonii z takimi zawodnikami, jak Mirko Filipović, Kevin Randleman czy Antonio Rodrigo Nogueira. Obwieszczony w Rosji "Ostatnim Carem" jest ulubieńcem Władimira Putina, a ostatnie lata kariery spędza w organizacji Bellator, rywalizując z innymi weteranami MMA. 28 grudnia zaserwował on fanom kolejny nokaut. 

Z drugiej strony Aleksander to zupełne przeciwieństwo Fiodora. Porywczy, młodszy brat od młodość sprawiał problemy i szybko trafił za kratki. Z pomocą starszego Jemieljanienki z sambo trafił do MMA, debiutując w 2003 roku w Pride, choć Japończycy nieprzychylnie patrzyli na jego kryminalną przeszłość. Wstawiennictwo Fiodora okazało się konieczne. Razem bracia Jemieljanienko, pomimo różnic charakteru, tworzyli zgrany team, wydawało się, że wręcz nierozerwalny. 

Zobacz także: Adam Kownacki kontra Luis Ortiz na liście życzeń ESPN

Niektórzy sugerują, że "Sasza" w mieszanych sztukach walki mógł zrobić jeszcze większą karierę niż jego brat, ale nie zamierzał prowadzić sportowego trybu życia. Główną bolączką Aleksandra był alkohol, po którym nie panował nad sobą, dopuszczając się aktów przemocy, w tym gwałtów. Na nic zdały się pobyty w więzieniu, a nawet w prawosławnym klasztorze. 

ZOBACZ WIDEO Stacja Tokio. Trudne życie taekwondzisty. Aleksandra Kowalczuk: To było straszne

Po stronie Kadyrowa. "Jesteś Judaszem"

Choć bracia Jemieljanienko poróżnili się przez problemy Aleksandra, to starali się nie wywlekać prywatnych spraw rodzinnych na zewnątrz. Fiodor nie wytrzymał jednak, kiedy brat stał się jednym z zaprzyjaźnionych ludzi przywódcy Czeczenii, Ramzana Kadyrowa, który pozwalał na walki dzieci w organizacji WFCA. 

Iskra wywołała ogień, a oliwy do niego dodała wypowiedź Aleksandra, jakoby jego brat otaczał się wyłącznie pochlebcami, którzy korzystają z jego sławy, poklepując go po plecach. Po tych słowach Fiodor wystosował list otwarty, pisząc w nim m.in.: "Judaszu. Przykro mi, że ludzie, którzy byli blisko ciebie i wspierali cię w trudnych chwilach, teraz cierpią. Osobiście przeprosiłem za ciebie dziesiątki osób. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że możesz mi pomóc. Ale nie rozumiem, w jaki sposób ty, ktoś, kto niedawno został zwolniony z więzienia i jest znany z ciągłego łamania zasad, może mi pomóc. Mogę prosić tylko o jedno - nie hańb nazwiska mojego i moich rodziców".

Pochowany żywcem

O tym, że konflikt, który trwa od kilku lat nie został zażegany, świadczą ostatnie wypowiedzi braci Jemieljanienko. Fiodor przed walką z Quintonem Jacksonem na gali Bellator 237 zabrał głos w kontekście powrotu brata do rywalizacji w MMA w organizacji ACA i powiedział krótko: "Dla mnie on nie żyje. Modlę się, aby ożył i się odnalazł". "Ostatni Car" dodał również, że w przeszłości wielokrotnie ratował młodszego o 5 lat brata, a ten tego nie docenił, wiec nie zamierza wyciągać w jego stronę ręki na zgodę. 

Z kolei Aleksander nie pozostał dłużny bratu i na Instagramie odniósł się do tych słów: "Niech idzie do świątyni i zapali świecę za zmarłego brata, którego pochował żywcem. Ale generalnie chcę ci powiedzieć, Fiodor, zamknij się, zapomnij o mnie, nie istnieję dla ciebie po twoich słowach. A ja, matka, starsza siostra i młodszy brat doskonale wiemy, czym i kim naprawdę jesteś. Módlcie się do waszej boskiej mamony. Zapomnij o mnie, Fiodor (cytat za mma.pl)". 

Waldemar Ossowski

Polub Sporty Walki na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (0)
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×