Podczas ostatniego meczu z Turem można było na stadionie przy ulicy Oleskiej zauważyć czarnoskórego snajpera, który od początku rozgrywek pozostaje bez pracy. Od razu pojawiły się sugestie, że napastnik może z powrotem zawitać do Opola. Te spekulacje dementuje jednak dyrektor klubu, Leszek Wróblewski. -Ugo nie wróci do Odry! - stwierdza stanowczo.
Na tym nie kończą się wydarzenia z Nigeryjczykiem w tle. Oficjalna strona klubowa donosi, że w siedzibie klubu pojawili się kontrolerzy z Państwowej Inspekcji Pracy oraz Straży Granicznej. Od razu pojawiły się plotki, że ta wizyta jest powiązana z osobą byłego napastnika Odry. Według ustaleń autorów witryny klubowej Ugo chce wrócić do ojczyzny i zbiera środki na podróż oraz domaga się wypłacenia zaległości finansowych. Przez ostatnie lata Nigeryjczyk była najlepiej opłacanym zawodnikiem niebiesko-czerwonych z pensją na poziomie 10 tysięcy złotych. Po odejściu z Odry od potencjalnych pracodawców żądał według doniesień około 17 tys. złotych, co odstraszało kolejnych chętnych, a napastnik ostatecznie pozostał bez pracy. Całe zamieszanie związane z jego osobą podsumowuje dyrektor klubu: - Ugo nie jest obecnie problemem Odry, ale jak widać to Odra ma dzięki niemu problemy. Dla mnie temat tego zawodnika jest zamknięty, choć jak widać kontaktów z Odrą nie zakończył na zdobywaniu goli - stwierdził.