Dziś Wilusz wraca do stolicy Wielkopolski niczym do środka tornada - kiedy kibice znienawidzili Kaspra Hamalainena za transfer do Legii Warszawa, a drużyna nie została znacząco wzmocniona.
Powrót do Poznania to w pana wykonaniu była akcja błyskawiczna? W niedzielę 10 stycznia zameldował się pan w Wielkopolsce, a już dzień później rozpoczął przygotowania z drużyną Lecha.
- Na razie wygląda to tak, że cały czas jesteśmy z żoną na walizkach. Dzień przed pierwszym treningiem Lecha przyjechaliśmy do Poznania, więc nie było nawet czasu, żeby rozejrzeć się za jakimś mieszkaniem. Mieszkamy w hotelu. Nie zdążyłem nawet rozpakować torby, tak naprawdę mnóstwo rzeczy jeszcze zostało w Kielcach. Czas przed startem ekstraklasy musimy wykorzystać, żeby znaleźć odpowiednie miejsce do mieszkania. Mimo że w Poznaniu już byłem, to tak naprawdę znów muszę wszystko sobie zorganizować. Po drugim obozie chcę już wrócić do naszego nowego domu. Na starcie ligi chcę mieć wolną głowę i nie przejmować się takimi rzeczami.
W Poznaniu w zasadzie zaczyna pan od zera i na nowo będzie musiał udowodnić swoją przydatność do drużyny.
- Tak naprawdę wcześniej nigdy nie miałem takiej sytuacji, żeby wracać i zaczynać w jakimś klubie od nowa. Przychodząc do Lecha, stawiałem sobie jako cel bycie ważną postacią w tej drużynie i w zasadzie teraz znów do tego dążę. Nie udało się jeszcze tego zrobić, ale jestem bardzo zmotywowany, żeby podołać temu wyzwaniu.
Zapytam pół żartem, pół serio - żona jest poddenerwowana i mówi: Maciej, zdecydujmy się, Lech czy inny klub? Przeprowadzki co pół roku mogą być dla niej męczące.
- Muszę przyznać, że żona dobrze znosi te zmiany, w pełni rozumie, że życie piłkarza to życie na walizkach. Wiadomo, dla niej też nie jest łatwo co chwila aklimatyzować się w nowym miejscu. W Poznaniu była już wcześniej, bardzo jej się podobało, więc wiem, że tym razem również nie będzie problemu.
Powraca pan do Lecha po bardzo udanym półrocznym pobycie w Koronie Kielce. Co dało panu to wypożyczenie?
- Oceniam ostatnie pół roku bardzo pozytywnie, ponieważ dla mnie najważniejsze było wrócić na boisko i grać regularnie w podstawowym składzie. Cel osiągnąłem. Przychodząc do Korony, nie grałem w Lechu i musiałem najpierw poczuć rytm meczowy. Chciałem przypomnieć sobie, jak gra się w piłkę na poziomie ekstraklasy. Uważam, że bardzo szybko się tam zaaklimatyzowałem i z dnia na dzień wyglądało to coraz lepiej. (...)
Rozmawiał Hubert Maćkowiak
Cały wywiad w najnowszym numerze tygodnika "Piłka Nożna"! Od wtorku w kioskach!
"Guardian": Oferta marzeń za Lewandowskiego. W grę wchodzi 98 milionów!